[ŚWIADOMOŚĆ] Rozmowa z Królową

Była piękna i taka ludzka. Przyszła do mnie bez żadnych oporów i parę słów później energia we mnie się zmieniła. Tak działa wewnętrzna rozmowa z sobą.

Photo by Jared Subia on Unsplash

– Po prostu działaj – przykazała Królowa. I jeszcze coś: – Zamiast się żalić w internetach, porozmawiaj ze mną.

I wiecie, co? Może ta rozmowa nie była jakoś wybitnie odkrywcza. Cały czas w rozwoju / psychologii / etc. słyszy się:

  • nie porównuj się,
  • jesteś niezwykła/y na swój sposób,
  • działaj.

Jednak w całym procesie chyba najbardziej chodzi o przywołanie energii Królowej. Ona po prostu wie, że wszystko, co robimy jest najlepsze takie, jak robimy. Na daną chwilę po prostu nie umieliśmy lepiej tego zrobić, chociaż wg krytyków brakuje pindyliona rzeczy.

Wewnętrzna sesja trwała jakiś kwadrans, a mam wrażenie, że zmieniło się spojrzenie na świat. Mózg przeprogramował się z trybu bycia ofiarą na bycie Królową.

To są oczywiście archetypy naszych cząstek. Tak jest nam łatwiej pracować z umysłem czy z energią. Czy nawet z sobą samym. Doskonale wie o tym psychologia, która zaleca odnaleźć w sobie Wewnętrzne Dziecko. Ale ono pojawia się na ogół wtedy, kiedy już bardzo, bardzo dawno temu mieliśmy kontakt ze sobą.

Więc jeśli masz jakiś wewnętrzny kryzys, to zastanów się sto razy, czy chcesz swoje żale wylewać w internety. One nigdy nie zapomną, ale to nie jest największy problem. Największy problem jest taki, że niekoniecznie to pomoże.

Szczerze mówiąc, ja dopiero od niedawna zdecydowałam się wchodzić w siebie i rozmawiać w Sercu. Najciekawsze jest to, że Serce już wcześniej ogarniałam, ale chyba mało świadomie. Wyglądało to trochę tak, jakbym zapomniała ze sobą być – pomimo tej całej otoczki duchowości.

Ale sobie przypomniałam.

Gdy skończyłam proces harmonizacji czakr, byłam już pewna: kolejne sesje a’la ezo są niepotrzebne. Oglądanie przeszłych wcieleń? A po co, skoro wiem, że byłam okrutna dla mężczyzn i koniec końców trafiłam do pewnego niemieckiego obozu? I tak ostatecznie w moim obecnym życiu ta wiedza nie na wiele się przyda. Ba – tworzy nawet pewnego rodzaju dyskomfort. Dlaczego? Otóż, obecnie media dmuchają o kryzysie psychicznym ludzi, że to niespotykane, a ja po sobie widzę, że w dołki dość często wpadam. A przecież żyje mi się dobrze, jeśli nie bardzo dobrze. Tak naprawdę nie mam wielu powodów, by być zdołowana. I jak sobie obecne czasy porównuję do czasów przedwojennych czy wojny, to…

Ale właśnie.

Porównywanie się to tryb ofiary.

Jak się wyrwać z tego zaklętego kręgu – kręgu bycia ofiarą i kręgu przerywania działań i wchodzenia w dołek?

Przywoływać energię Królowej. Ta zresztą powiedziała, że zawsze będzie mogła ze mną rozmawiać, kiedy tylko zechcę. Ona na mnie nie czeka, bo to w końcu Królowa xD, ale jest otwarta na dawanie porad.

To nie branie kolejnych sesji jest rozwiązaniem.

Rozwiązaniem jest wewnętrzna praca z sobą. Ona się oczywiście nie skończy, ale jeśli zapomni się o wchodzeniu w Serce, o wewnętrznych rozmowach, to mogą nas czekać niezłe psychiczne wałki.

🙂

Dziękuję za przeczytanie tekstu. Jeśli czujesz, że coś Ci on dał – to możesz mnie wesprzeć w tym miejscu. Dziękuję <3.

[RECENZJA] Truciciel, Bruno Siak

To chyba pierwsza recenzja powieści na stronie. Wprawdzie „Truciciel” ma formę audiobooka, ale słucha się to to wspaniale. Dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że autor – Bruno Siak i od razu mówię, że to pseudonim – czyta bardzo dobrze, lekko od czasu do czasu wchodząc w aktorstwo. Chodzi o szepty czy modulację głosu, by słuchacz mógł odróżniać, kto mówi.

Truciciel opowiada o pewnym Tomaszu, który truje. Proste? Proste, sytuacja, w której poznajemy głównego bohatera również taka jest. Tylko że to się zmienia, gdy poznaje Ewę. I wtedy ich życie diametralnie się zmienia, ale nie będę Wam spojlerowała.

Minusy: prawie nie ma. Znaczy, ciężko coś rozwalać, gdy jest dobre. Może w jednym przypadku byłoby zdanie tuż przed kulminacyjnym zwrotem akcji, ale tak? Tak zdarzają się zdania wręcz perełki.

Akcja sunie szybko, zresztą jak przystało na kryminał. W połowie może słuchacz się nieco rozleniwia, ale z drugiej strony ma to całkiem poważny cel, który zresztą autor osiągnął. I od razu przejdę do kwestii zakończenia: moim zdaniem pasuje doskonale. Właśnie takie, a nie inne.

Wydaje się również, że imiona głównych bohaterów są celowe, szczególnie Ewy. Zresztą, w utworze znajdzie się kilka nawiązań religijnych.

Całość jest przyjemna i polecam na spacerach.

No dobrze, gdzie możecie posłuchać „Truciciela”? A tu, na YT:

[ĆWICZENIE] Jak rozmawiać z myślami z zewnątrz

Myśli są z zewnątrz i z wewnątrz. Rozumiesz? Nie? Ja też nie, ale potrafię odróżnić, kiedy coś „przychodzi”, a kiedy bierze się z mojego serduszka. To pierwszy przypomina nieco „olśnienie”, a to drugie głośne myślenie :)).

Photo by Anton Darius on Unsplash

Czasem jest tak, że przychodzą do nas ciężkie, depresyjne myśli. Że będzie źle, że znowu się wpakujemy w manianę i takie tam dramaty. Winą za ten nasz stan możemy obarczyć umysł; bo przecież najłatwiej, a wg nauki to duchy nie istnieją.

Ach, żeby to było takie proste, cudne, i w ogóle.

Ale żyjemy w świecie, w którym materia przeplata się z duchem, no i w efekcie sfera chaosu (astral) często siedzi pośrodku tronu, a w kuchni nad zlewem mamy dodatkowy widok na Marsa. Znaczy, no, jeśli ktoś umie patrzeć trzecim okiem, to zrozumie.

Byty poszukują ofiar, niezależnie od naszej świadomości.

Tylko że my mamy moc.

My mamy… dobra, mamy nie mamy, a i tak z niej nie korzystamy na co dzień. Ekhem, koniec lania wody.

Chciałam Wam przedstawić małe ćwiczonko, które uratuje Waszą piękną pupcię przed niebezpieczeństwem w postaci jałowych myśli z zewnątrz. I jasne, że warto je powtarzać.

A wygląda ono tak:

Stań prosto, ładnie, zgrabnie. Weź jeden głęboki wdech, wydech i tak do trzech razy. Odprężon? No to teraz wyobraź sobie, a bardziej POCZUJ, że jesteś światłem. Takim prawdziwym ŚWIATŁEM. Takim, co to rozjeee – dobra, nie lubicie przekleństw, to idziemy dalej.

I teraz w myślach powiedz takie polecenie:

JESTEM WOLNĄ DUSZĄ I WOLNYM CZŁOWIEKIEM
ŚWIADOMIE I NIEŚWIADOMIE ZABRANIAM WAM WCHODZIĆ NA MOJĄ PRZESTRZEŃ ENERGETYCZNĄ
IDŹCIE W POKOJU

Coś w te gusta. Ćwiczonko powtarzać przy napływających, niespokojnych myślach z zewnątrz. Choć myślę, że jeśli raz a dobrze to się zrobi, to się na długo uspokoi.

Powodzonka!

[REFLEKSJE] Bądź silną osobą

Jest kilka sztuczek, które pozwalają na ogarnięcie finansów. Na przykład – odpuszczenie; medytacja z czakrą podstawy; zastosowanie symbolu męskości. A jednak wydaje się, że one wszystkie nie będą miały aż takiego wpływu, dopóki umysł będzie chciał grać w ofiarę.

Photo by Shail Sharma on Unsplash

Ja? Ofiarą? Nope! Jestę silnom kobietom i f ogóle ONEONEONE!!!!111 – tak mogła stwierdzić jakaś część mnie. Mogła, ale jeśli to zrobiła, to przegapiłam. Sorry, fakty są bezlitosne, bo są faktami.

A fakty są takie, że gdy wczoraj pracowałam nad zleceniem i je w jakiś sposób zrobiłam, i potem wysłałam wynik do zleceniedawczyni, to KONIECZNIE musiał być z komentarzem:

– Mam nadzieję, że nie ma tragedii.

Pytanie za sto punktów: dlaczego miałaby nastąpić? I czy ewentualne poprawki nie byłyby możliwe? Silna kobieta raczej by powiedziała: „dobra, wysyłam” i koniec, lub dodała: „pewnie Ci się spodobają te kilka hoteli, które wybrałam”.

A ja tymczasem użyłam słowa TRAGEDIA.

Idziemy dalej.

Co prawda zapisałam się na grupę, gdzie szukają osób do pracy w social media, ale to tylko jeden krok. Następnym powinno być prześledzenie ofert i wysłanie CV.

Wyskoczyła jedna propozycja na moim wallu, otwieram i… czerwona lampka mi się zapaliła w głowie. To reakcja na myśl: „PRZECIEŻ MNIE NIE PRZYJMĄ”.

No, oklaski wręcz. Jeszcze nie wysłałam swojego CV, jeszcze nawet mejla nie skopiowałam, a tu już następuje negacja.

W takim razie – w jaki sposób czakra podstawy, męska energia i pewnie jeszcze parędziesiąt innych sfer odpowiadających za powodzenie finansowe mają dobrze pracować?

Od razu stawiam się na pozycji PRZEGRANEJ.

Tak nie wygląda silna kobieta.

Tak wygląda – niezależnie od płci – ofiara.

Ofiara, bo się boi; bo twierdzi, że jej się nie uda; bo może trzeba by było coś poprawić i lepiej do tego nie doprowadzać; że przecież się nie uda, bo ZAWSZE SIĘ NIE UDAWAŁO.

Jak to ma się do twierdzenia, że jestem inną osobą, niż 5, BA!, 10 lat temu?

Czy mój umysł mógłby skończyć tę telenowelę z byciem ofiarą?

Mógłby.

Czy mój umysł tego chce?

TAK, JA TEGO CHCĘ.

Więc kończę z byciem marudą i idę wysłać to CV. Niezależnie od tego, czy mnie przyjmą, czy nie – to będzie moje małe wewnętrzne zwycięstwo. A nuż widelec?

[ŚWIADOMOŚĆ] Niezbyt odkrywcza myśl


Może nie jest to jakoś wybitnie odkrywcza myśl, ale… to jest coś, co odkryłam po trzydziestce. Czuję, że przestałam być zabawką umysłu. A co więcej – mam głębokie poczucie, że TERAZ idę wyłącznie swoją drogą. „Swoją drogą” to znaczy jaką? Prostą. Pomysłu nie wzięłam „bo na social mediach można dużo zarobić”, pomysłu nie wzięłam, bo „ale szpan” i pomysłu nie wzięłam, bo „rodzice tak stwierdzili”. Zawsze mnie ciągnęło do reklamy, social media itd. Tylko że prawdopodobnie brakowało w tym wszystkim wiary w siebie i przede wszystkim DECYZJI. Tak, zawsze pojawiało się coś na przekór. A bo pieniądze, a bo tamto, a bo siamto. Tylko że w trakcie tych przygód mój umysł się mną bawił jak laleczką. Dosłownie. Raz postawił ją nad przepaścią, to stwierdził, że ma sobie radzić sama. Innym razem postanowił, że lepiej jej będzie w worku na śmieci. Ostro, co? I sytuacji, i wahań było coraz więcej, emocje, wahadła i inne dziwne rzeczy… ale nauczyłam się nie dawać strachowi. To była długa i ogromnie bolesna lekcja. Przestałam też wgłębiać się w wahadła, bo nie znoszę, kiedy coś w pewnym momencie mi daje lewym sierpowym w prawe oko. Cała ta heca zaczęła się kończyć w jednym, prostym momencie.
KIEDY ZACZĘŁAM SIEBIE SŁUCHAĆ.
Można to osiągnąć na różne sposoby. Mnie pomogło poczucie bycia mocno osadzoną w sobie.
I kiedy tak przebywałam ze sobą, miałam do czynienia z milionem myśli. Często pełnych smutku, wahań, niepewności.
A jednak!
To sprawiło, że nauczyłam się siebie słuchać, nie bać się robienia tego, co kocham.
Można powiedzieć – uczę się ŻYĆ!
I chyba zaraz jednak kupię ten kurs dla social media tigers, lol, bo czemu nie, kocham robić coś na spontana, haha 😀

[ŚWIADOMOŚĆ] Pozory mylą

Jeszcze jestem przed obroną dyplomu, ale już sobie tworzę wizję kolejnych lat. No bo wiecie – studia pisarskie oprócz dyplomu niewiele dają. Naprawdę. I pewnie po wszystkim napiszę „to była niesamowita droga”, ale nie przez to, co się działo na zajęciach. Raczej przez to, co się działo i dzieje w moim środku.

A co się dzieje?

Szczerze, zaczynam iść własną ścieżką. To udowadnia dzisiejszy sen, który z pozoru jest głupotą. No bo wiecie, jestem osobą niedosłyszącą, noszę aparaty słuchowe. A dziś przyśniło mi się to:

na głowie mam aparat słuchowy i ten wężyk zwisa mi nad twarzą i jest pocięty tuż przed wkładką.

No głupie, prawda?

No właśnie NIE!

Z duchowego/biologicznego/itd. punktu widzenia niedosłuch mówi: „czego nie chcesz słyszeć”. Odpowiedź na to wyklarowała się w zeszłym roku: SIEBIE.

No dobrze, skoro mam już ten aparat słuchowy uszkodzony, to znaczy, że on już nie jest mi potrzebny, bo słyszę SIEBIE.

Co ma piernik do wiatraka?

W zeszłym tygodniu zastanawiałam się nad magisterką z bibliotekoznawstwa. Tylko pojawił się jeden problem: to był cały czas plan mojej mamy. To ona chciała, bym poszła na ten kierunek. Swoją drogą, o wiele sensowniejszy dla mnie, niż randomowa polonistyka w szkółce niedzielnej. Ba, przeglądałam nawet program zajęć. Ciekawe, ciekawe… no, ale czy to jest MÓJ PLAN? W końcu, zdesperowana, że ciągle podążam cudzą ścieżką, stwierdziłam, że pierdolę to i przestałam się zajmować tematem.

Pisanie licencjatu zbliża do decyzji, „co po tym”. Na pewno nie będę kontynuować studiów pisarskich, nawet jakby ciągnęli mnie młotem i kowadłem na to. No, więc magistry szukać, no bo dobrze mieć coś wyżej, konkretnego, prawda?

Właśnie – MIAŁAM CHOLERNIE DUŻE UCZUCIE, ŻE POTRZEBNY MI KONKRETNY KIERUNEK. Taki stricte. Wiedza specjalistyczna.

W trakcie głodówki, po seminarium, zaczęłam grzebać w internetach. Wiecie, wpisałam „social media studia” i są studia I stopnia, które teoretycznie są w temacie, ale mnie interesuje magisterka.

Na scenę wkracza on!

W całej swej niezłomności i okazałości, z piękną katedrą mariacką i wspaniałym dźwiękiem słyszalnym o dwunastej w południe…

Źródło: wikipedia

Tak, chodzi o Kraków.

A konkretnie tamtejszą Akademię Górniczo-Hutniczą, która w podyplomówkach oferuje konkrety o social media. Jest SEO, snapczaty i inne cuda, a najlepsze, że program jest aktualizowany na bieżąco. Pięknie to wygląda. Tyle że jest pewien szkopuł.

Podyplomówki kosztują.

4500 złotych za całość, czyli za dwa lata. Można rozłożyć na dwie raty. To i tak dla mnie w tej chwili gigantyczna suma.

Tyle że pan aparat, położony na blacie biurka krzyczy do mnie: PIT!!! PIT!!! PIT!!!

Otóż – mam wprawo wpisać aparaty do PITu, wtedy dostanę jakiś zwrot za to.

Liczę, że będzie to taka kwota, która pozwoli mi na rozpoczęcie studiów social media na AGH. Tego się trzymam. I już wiem, że chcę na nie iść, bo po prostu się na nie zwyczajnie NAPALIŁAM.

(:

[ŚWIADOMOŚĆ] Przestań kopać

Masz doła? No wiesz, taki stan, w którym chcesz przestać być, a Twój logiczny tok rozumowania nagle mówi Ci, że zejście na Ziemię było jedną z najgłupszych rzeczy, których dokonałeś/aś.

W powiedzeniu „jeśli masz doła to przestań kopać” kryje się mądrość, którą być może wiele psychologów nie akceptuje. Ale jak to, możemy mówić człowiekowi, by się uśmiechnął, jeśli ma dolinę jak stąd do Niagary?

Możemy, bo uśmiech zmienia nasze wibracje.

Tak, tak, wiem, ukryta depresja i takie tam. OK.

Tyle że w tym powiedzeniu wcale nie chodzi o to, by nagle udawać, że rzygasz tęczą. O nie – nawet nie chodzi o to, byś wypierał emocje.

Źródło: http://liczilex.pl/2021/01/16/pozytywne-nastawienie-i-akceptacja/

Jesteś w danej sytuacji. Złej, dobrej – jeden pies, ważne, że fatalnie się czujesz. Co robisz? Możesz napisać wiersz stulecia o Twoim smutku, ale chyba nie masz zamiaru potem nim torturować licealistów w szkole. Dobra, więc to odpada. Dalej… iść na kawę z przyjaciółmi. Hmm, pomysł świetny, ale raz:

a) wszyscy Twoi znajomi wynieśli się z Pcimia Dolnego lub o Tobie zapomnieli;
b) trwa plandemia, więc możecie zrobić atak na galerię handlową, a potem pochwalić się najazdem policji na Wasz piknik;
c) Twój przyjaciel właśnie Ci powiedział, że spotkacie się po plandemii, bo nie chce narażać innych na niebezpieczeństwo. Szczególnie, że Ty nie nosisz maseczki, a on nosi, ale zapominając zakryć nosa.

Na całe szczęście, dziś większość osób nosiła prawidłowo :V.

No więc – co możesz zrobić, będąc w dołku?

Zaakceptować go.

Tak długo, jak długo będziesz w sytuacji, która go wytwarza, będziesz z nim żyć. To taki Twój kolega, tyle że pokazujący tę mroczniejszą stronę Ciebie. Możesz do niego mówić „wypierdalaj”, ale ponieważ sytuacja trwa i trwa i ani widu, ani słychu ratunku, potraktowanie delikwenta ostrymi słowami działa krótkoterminowo.

Ty, a może zacząć się lepiej odżywiać? Pójść do pracy?

Możesz, czemu nie. Jeśli Ci tylko budżet i miejsce, i zdolności na to pozwalają. Jest tylko jedna rzecz. Twój dołek niekoniecznie musi się z tego brać. Jeśli się nie bierze, to w dalszym ciągu zostaje Ci relacja ja-kolega.

W moim przypadku ten kolega chce mi powiedzieć to, co wiem od dawna. Źle się tu czuję i tak dalej, zresztą nie będę tu rozkminiać swojego prywatnego życia. Kto ma wiedzieć, ten wie.

Ale kolega nie chce zejść ze sceny i co wtedy?

Przede wszystkim – TO KOLEGA.

To nie Ty, bo idąc tokiem rozumowania tęczowych new age’owców, jesteś czystą miłością, światłością, tęczą niekoniecznie LGBT, no i samym uśmiechem. Czy jakoś tak.

Istotnie, mówię tu, że dołek to kolega po to, byś miał ułatwienie do poczynania obserwacji.

Obserwacja to stan, w którym obserwujesz. Nie utożsamiasz się z kolegą, nie wdajesz się z nim w jakiś zażyły kontakt. Kolega jest i tyle. I będzie, póki Twoja sytuacja się nie zmieni.

To oczywiście nie sprawi, że na wierzbie pojawią się gruszki. Spowoduje jednak, że tok rozumowania „po co tu jestem, niepotrzebnie żyję” będzie mniej ciążyć. A może nawet zniknie?

Wszystko mija. Dołek też, a wraz z nim sytuacja, w której się zagnieździłeś/aś.

Powodzenia sobie i Wam!

[RECENZJA] body/ciało

Nie trzeba dwóch, trzech godzin, by historia nabrała wielowymiarowości. Szumowskiej starczyło ledwie półtorej godziny, a mam wrażenie, że głębia tego obrazu jest większa od niektórych znacznie dłuższych hitów.

To jest zdecydowanie film dla dojrzałego widza. Mamy tu prostą historię: ona, córka prokuratora cierpi na bulimię. Niby jest leczona, ale wiadomo jak to jest z tego typu chorobami. Ojciec zaś nie jest ciepłym typem, wręcz przeciwnie, ale to nie dziwi zważywszy na rodzaj jego pracy. Trupy w niej ścielą się gęsto, a tymczasem jego relacja z córką jest fatalna, co zauważa terapeutka. Ta natomiast nie stosuje klasycznych metod w psychiatrii, pozwala sobie na korzystanie ze swoich paranormalnych umiejętności. Co z tego wyniknie, warto po prostu zobaczyć.

Ciała

Film jest naturalny. Obserwujemy ludzi, którzy noszą normalne ciuchy, a nie gwiazdorskie, za miliony. Widzimy kobiety, które mają różne ciała – bardzo nieidealne. Zresztą, to dotyczy również i Gajosa. Oglądając „body/ciało” miałam wrażenie, jakbym weszła nie do filmu, a do rzeczywistości, tyle że w Warszawie. To mi się bardzo podobało, bo czułam się prawdziwie.

Jest jeszcze jeden aspekt, na który na pewno zwracają uwagę osoby w anoreksji/bulimii: przedstawienie ich świata. To są gesty, momenty, a jednak widać, że tu bohaterka opisuje, jak widzi ciało terapeutki, tu coś innego się wydarza. Takie subtelności budują intymność.

I chyba ten film jest intymny.

Osobisty

A przynajmniej osobisty. Ba, to nie jest tylko film o walce z chorobą, a można wręcz powiedzieć, że choroba to tylko pretekst i film nie ma na celu opowiedzieć nam o zwyciężaniu a’la Hollywood. Ba, „body/ciało” w ogóle sprawia wrażenie, jakby chciało tylko pokazywać, co się dzieje, ale nie robić z tego jakiejś opowieści. Trochę to tak właśnie, jakbyśmy na chwilę weszli do cudzego życia i byli najzwyczajniej w świecie obserwatorami. Brak oceny jest tu ważny jeszcze z jednego powodu.

Wątek paranormalny, czy też raczej spirytualistyczny, czy też… no, terapeutka ma zdolności, twierdzi, że może porozumiewać się z duchami. Tyle że film nie ocenia tej metody, tylko pokazuje życie tej pani. Tak po prostu. Gajos – ojciec pacjentki – jest bardzo sceptyczny wobec takich rzeczy, ale tu znowu nie ocenia się, tylko obserwuje się poczynania.

I teraz tak. To stary film, sprzed kilku lat. Abstrahując już od tego, że rodzime kino rozwija się w bardzo szybkim tempie i w dobrym kierunku, to w „body/ciało” można zobaczyć jedną, niezwykle ważną rzecz. Osoba będąca medium nie jest przedstawiana jako oszust, co jest niezwykle rzadko praktykowane w Polsce. Żeby się o tym przekonać, wystarczy włączyć pierwsze lepsze „Trudne sprawy” z odcinkiem o wróżce. Powiecie, przecież to nie są ambitne tytuły. Niby nie, tyle że właśnie one częściowo budują mentalność społeczeństwa.

Ale wróćmy do filmu, w którym nie ma żadnych jumperów czy nawet zjawisk nadprzyrodzonych jako takich.

Aktorzy

Właściwie nie ma do czego się przyczepić, ale niewątpliwie trzeba wspomnieć o Gajosie. Ta rola chwyta za serce, choć bohater nie jest sympatyczny. Jest w nim tyle emocji, że w pewnym momencie zaczyna mu się kibicować.

Uwolnić emocje

Głębia tego filmu zmusiła mnie do zostania z nim na dłużej. Mało tego, w trakcie seansu wzruszyłam się, a na sam koniec po prostu się popłakałam. Uważam, że końcówka jest jedną z najpiękniejszych scen w kinie, jakie widziałam. Mało tego, jak już poszły łzy, to zasiedziane emocje się uwolniły, a przecież o tym jest „body/ciało”.

Jeśli czujesz, że chciałbyś/łabyś wesprzeć bloga, możesz zrobić to tu – dziękuję!

[ŚWIADOMOŚĆ] Światowy Dzień Walki z Depresją

Dobra, jak co roku, nadszedł TEN DZIEŃ. Dzień w którym wmawia się ludziom, że depresja jest nieuleczalna i zostanie z tobą na zawsze. A wszyscy ci, którzy mówią „weź się w garść” czy „zjedz czekoladę” to źli, nierozumni ludzie.

KOCHANI

Polecę banałem – masz moc, by sobie pomóc. Nie ktoś, ale TY. SOBIE. DECYZJĄ. Tak, wystarczy JEDNA DECYZJA, by zacząć zmieniać swoje życie. Nie mówię, że będzie łatwo. Nie twierdzę, że światełka i inne dziwne rzeczy, i cuda na kiju i wierzbie to ratunek. Wszystko zależy od Twojej i tylko Twojej świadomości.

Jesteś gotowy na zmiany? To one nastąpią. Tak po prostu, bez filozofii.

TWÓJ STAN ZALEŻY OD CIEBIE.
Oczywiście, jest kilka rzeczy, które bardzo Ci w tym pomogą. Po pierwsze – dieta. Po drugie – miejsce (choć to temat na kiedy indziej). Po trzecie – ŚWIADOMOŚĆ, ŻE Z TEGO MOŻNA WYJŚĆ. Po czwarte – zadbanie o energię. Po piąte i bardzo ważne – zdrowie fizyczne.

Nie powiem Ci, że po dzisiejszej nocy jutro już będziesz w pełni zdrowym, pełnym życia człowiekiem. Takich czarów nigdzie nie ma i nie będzie. No, chyba że wypowiesz rozkaz „WYP….” do swoich demonów z całą swoją mocą, to wtedy może.

Kiedyś miałam stany depresyjne. Ktoś mi poradził, bym poszła zobaczyć na cierpiących ludzi w szpitalu. Ta porada była bez sensu.Co z tego, że zobaczysz innych cierpiących, jak sam jesteś w czarnej dupie? Poza tym mroczne stany naszego umysłu nie pójdą sobie ot, tak, bo zobaczyłeś w szpitalu coś bardzo smutnego. Dobra, zobrazuję to trochę.Jest taki film – „Grobowiec świetlików”. Opowiada o ogromnej tragedii i chyba nie ma normalnego człowieka, który by się na tym filmie nie popłakał. A teraz weź człowieka ze stanami depresyjnymi i powiedz mu, by dla pocieszenia obejrzał ten dramat.

Będzie jeszcze większy dramat, bo jeśli jesteś normalną osobą, to na 100% będziesz na końcu ryczał jak bóbr.To może jednak sztuczka z czekoladą? Nie, to prowadzi do tego, co ja miałam – kompulsywnego zajadania się cukrem (no wiecie, słodyczami).

Czy to znaczy, że jesteś w czarnej dupie, bo masz stany depresyjne, a porada „weź się w garść” nie działa, a lekarze mówią „ta choroba zostanie z tobą na zawsze”?

NIE.

Wychodzenie z grajdołka może zająć mnóstwo czasu – nawet kilka lat. Ale, jeśli powiesz sobie dwie rzeczy: TA CHOROBA JEST ULECZALNA oraz, JA TO POTRAFIĘ, to już wygrałeś życie. Na początku drogi wystarczą nawet afirmacje „ja to potrafię” i nakierowanie myślenia na pozytywy.

BA, na sali mamy człowieka, który amatorsko co prawda para się astrologią, ale się para. Ma do tego jakiś program i potrafi odczytywać skomplikowane wykresy. Zawsze są przynajmniej dwa: negatywy i pozytywy. Poprosiłam, by robił dla mnie co miesiąc wykresik TYLKO z pozytywnymi wpływami. Ta drobnostka zmuszała umysł do lepszego myślenia.

Nawet, jeśli pozytywny wykres był maleńki, to chwytałam się tego jak deski ratunku i w miesiącu się pocieszałam, że jest coś dobrego. Pracowaliśmy tak kilka miesięcy, umysł przestawił się w końcu na lepsze tory, ale to jeszcze nie był koniec imprezy.

A koniec imprezy…

NASTĄPIŁ W TYM ROKU.

Prawdopodobnie żaden psycholog czy psychiatra nie wystawiłby mi łatki osoby z zaburzeniami od co najmniej kilku lat. Ufff, chwała Bogu, że porwałam ten papierek ze szpitala, jestę wolna od diagnozy.

– Niemożliwe, ty zawsze coś robisz – usłyszałam kiedyś wypowiedź koleżanki, która się zdziwiła na to, że nic mi się nie chce i niczego nie robię. Koleżanka pamiętała mnie jeszcze z gimnazjum.

Stany depresyjne są apatyczne. I jak tak posiedzi z nimi człowiek kilka lat, to potem nie potrafi normalnie funkcjonować. Trzeba wyrobić sobie nowe nawyki.

W zeszłym roku podjęłam jedną z najlepszych decyzji w życiu.To znaczy – wzięłam udział w procesie harmonizacji czakr. I od samego początku wywalało z tą apatią.

Ale teraz koniec.

KONIEC, BO KUŹWA MAM TYLE ŻYCIA W SOBIE I CHCĘ, BY SIĘ TO WOKÓŁ PRZEJAWIAŁO.

Wiem, że wprowadzenie nowych nawyków wymaga pewnego rodzaju wysiłku. Wiem, że nie o to chodzi, by się narobić bez sensu, ale siedzenie cały dzień w piwnicy to też nie jest wyjście.

Koniec z muleniem, bo ja tak zdecydowałam. TY też możesz podjąć tą jedną decyzję. Nie, nie obiecuję gruszek na wierzbie. Nie, nie wiem, jaki będzie dla Ciebie najlepszy sposób, bo wszystko zależy od Twojej świadomości. Ale najważniejsze, byś wiedział, żeTAK, Z TEGO MOŻNA WYJŚĆ.

Mało tego, niektórzy twierdzą, że stany depresyjne to początek przebudzenia, I wiem, że powiedzenie „wstań” do osoby, która absolutnie nie ma sił do wstania jest bez sensu, tak wiem, że jeśli ta osoba będzie chciała wyjść z pościeli, to wyjdzie.

BO TAK ZADECYDOWAŁA.

Życzę, by wszystkim nam w tym roku dopisywało zdrowie psychiczne i fizyczne. Życzę, byśmy w tym roku mieli bardzo dobrze, by zmiany w nas dawały kopa do cieszenia się życiem. I tradycyjnie, życzę nam wszystkim

WSZYSTKIEGO DOBREGO!

PS.: Napisz pod tym postem jak się czujesz, czy czegoś potrzebujesz, co czułeś jak czytałeś ten tekst… dziękuję. Kocham Cię ❤

[ŚWIADOMOŚĆ] Kreatorka

Nie wiem, czy jestem gotowa na ten wpis. Zobaczę jednak, co z tego wyjdzie.

Tak wygląda człowiek po harmonizacji czakr. Tak wygląda człowiek, który zaczyna wreszcie rozumieć, kto tu rządzi. Tak wyglądam ja, próbując ogarnąć, co się właśnie wydarzyło.

A właściwie wydarza.

Wiecie, mogłabym Was czarować frazesami: TY RZĄDZISZ. TO TWÓJ ŚWIAT. BLA BLA BLA. Tylko że to będzie 458342983489 tekst w Internecie o tym samym. Jak stara taśma, nieprzerwanie nawijająca o tym samym.

A to nie jest sztuka.

Sztuką jest SOBIE UŚWIADOMIĆ, ŻE TAK JEST.

Czy mam tego świadomość?

Nie wiem, to się raczej zadziewa we mnie.

Wiecie, ile razy było tak: ja: w problemie; guru: ok, pomogę; ja: supeer, po sesji jest wyrąbiście; guru: cieszę się; ja: eee… kuźwa.

(ze specjalną dedykacją dla Kamila Kotowicza).

Wiecie, korzystanie z usług przewodnika nie jest złe, kiedy jest on naprawdę przewodnikiem. Bo w pewnym momencie puszcza rękę i idzie w swoją stronę, zostawiając cię na środku ulicy. A ty co? Właściwie to, co zawsze – musisz podjąć decyzję. Dla siebie.

Kiedyś kompletnie nie rozumiałam transferingu. Czytałam pierwszy tom Zelanda i co? I pstro – ciężko było. Moja świadomość po prostu nie była na takie rewelacje gotowa. Jednak w tym roku wróciłam do tej sprawy i odkryłam, że właściwie rozumiem, że wiem, o co chodzi i mogę to praktykować.

Bo to moje życie i ja chcę być główną jego realizatorką.

Tylko czy mam tego świadomość?

Oto jest pytanie.