Kategorie
świadomość

Artykuł niesponsorowany, ale o świeczkach Iwonki

W tym roku świeczki okazały się bardzo potrzebne. Szczerze, nie spodziewałam się, że aż tak. Pierwszy zestaw od Iwonki wzięłam z grubsza dlatego, że chciałam coś ładnego i pachnącego mieć, gdy piszę. Jednak sytuacja tak światowa, jak i osobista spowodowała, że czekam na kolejny zestaw od Iwonki. Kim ona jest?

Jak widzimy, po prostu prowadzi 4334324 profil o świeczkach na Insta. I może by zaginął w czeluściach internetu, gdyby nie to, że mam wrażenie, że jej świeczki są takie… ładne, czyste energetycznie. Przesadzam? Maybe, ale jednak coś mnie tknęło, by dziewczynie napisać coś dobrego, gdy na pewnej świeczkowej grupie ludzie nie wyrażali wobec jej prac aprobaty. Of course, polski internet i polska mentalność, ale wróćmy już do Iwonki, która po prostu tworzy, bo to proste: nie chcesz cierpieć, rób samemu. Och, jakbym słyszała o uprawianiu warzyw – nie chcesz jeść syfu z chemią, sadź. No dobrze, konkrety. – Bardzo lubię palić świece – mówi i dodaje: – Relaksują mnie, ale te z parafiną były niezdrowe, więc szukałam alternatywy.

Z perspektywy duchowej te sklepowe, z parafiną świeczki nie są funta kłaków warte. Po pierwsze, pierwszy randomowy artykuł z internetów powie Wam, że parafina zła i nieekologiczna. Po drugie, jak siedzicie w ezo, to pewnie wcześniej czy później natkniecie się na tekst w stylu „te zwykłe świece zawierają dużo syfu energetycznego i podczepy”. Maybe, ale w tej chwili jestem przekonana, że gdyby nie świece Iwonki, moje procesy nie byłyby aż tak piękne, czyste. Wow – ktoś wtrąci: „a co z fizyką kwantową? Przecież jest tak, jak myślisz! Ha! Mam cię!”. No… tylko wiecie. Gdy coś jest tworzone z Serca, to przyznajcie sami: nie czujecie tego? Takie dary mają podwójne działanie, nie tylko symboliczne, ale również i wspierające, bo twórca, którym jest Iwonka, dodał od siebie dobrą, czystą i piękną intencję. A skoro tak… to czemu z tego nie skorzystać? Zwłaszcza, że świat to nie tylko rozumowanie, ale również i czucie.

Każdy pisarz ma swoje rytuały. Ja sięgam do zeszytu i bardzo lubię sprawę uzupełniać świeczkami. Zwykle nie przykładam wagi do tego, jaką zapalę, ale teraz postanowiłam zrobić niewielki wyjątek. Specjalna, dedykowana świeca do pisania o Agafe? Zdecydowanie tak. I jestem pewna, że ta świeczka coś mi pokazywała, bo widzicie, to było tak, że się paliła, ale… nie do końca tak, jak mogłaby się palić zdrowa świeca. Jakieś obrzeża zostawały i w ogóle szło nie tak. Tymczasem ja jednocześnie bardzo wciągałam się w świat Kramu – daję słowo, po prostu płynęło tak, że można tylko pozazdrościć – ale jednocześnie czułam, że to koniec, że to, tego już nie da się ciągnąć dalej. Być może spojrzenie na świeczkę od Iwonki przekonało mnie do tego, by skończyć temat. Całkowicie.

Kolejnym przeżyciem było spotkanie z Przodkami. Wow, ten proces był jednym z najpiękniejszych i najbardziej uduchowionych w moim życiu. Musiałam go odbyć, ponieważ po zaatakowaniu Rosji prz… znaczy, Ukrainy przez Rosję wywaliło mi ostre PTSD. Trzeba było coś z tym zrobić, bo jednak warto w tym świecie funkcjonować. Zapaliłam świeczkę Iwony – dedykowaną właśnie Przodkom, bo wiedziałam, że wcześniej czy później nastanie taki moment, ale nie przypuszczałam, że tak wcześnie – no i… spoglądając nań, zaczęłam śpiewać. Tzw. light music. Słowa nie miały znaczenia, zresztą ich nie rozumiałam. Wow, to było tak piękne. Tak wzruszające, że ach.

I jeśli Ty zamierzasz odbyć jakiś proces z Przodkami, to pamiętaj: zostaw świecę do wypalenia się. A Iwonka robi duże… do trzech dni się palą, choć mam wrażenie, że to jest kwestia tego, jaki właśnie proces idzie i jakie ewentualnie Źródło ma plan :).

Temat przodków dalej przerabiałam, bo chciałam i czułam, że trzeba zadbać o relacje z Babcią i Mamą. I pozwólcie, że zostawię to dla siebie, co tam zaszło, gdyż to są już bardzo, bardzo osobiste sprawy. I piękne. Ale, w zasadzie – w tych procesach wciąż uczestniczyły świeczki Iwonki. Robi je sojowe i traktuje jako odskocznię od problemów. Myślę, że to czuć, że Iwona się relaksuje przy ich tworzeniu. Świetna sprawa.

Jeśli chcecie coś kupić od niej, to zapraszam na jej insta. Jeśli zaś czujecie, że w tym tekście chodzi o coś więcej, niż reklamę, to… macie rację. Jestem wdzięczna za te wszystkie świeczki. Dziękuję, Iwono, że zechciałaś podzielić się nimi właśnie ze mną. To dużo dla mnie znaczy.

Kategorie
świadomość

A na końcu będzie najważniejsze, czyli po Eurowizji refleksje

Bratu

Wszędzie widzę masonów. Oj, przyznaję, że jestem zboczona w tym zakresie. Trudno jednak nie zauważyć znaczków, symboli masońskich na stroju reprezentanta Anglii zaraz po tym, jak wgłębiało się temat. I wbrew pozorom, powód nie jest jednoznaczny, ale zacznę od początku.

Cześć, tu foliarz, o jakim spisgu dziś porozmawiamy?

Odkąd dotarło do mnie, że absolutnie wszystko jest formą narracji, że wszystko zależy od tego, w JAKI SPOSÓB o czymś opowiemy – czy to na papierze, czy przez umysł, czy przez emocje – przestałam traktować świat tak poważnie. To znaczy, nie aż tak poważnie, by usiąść i się załamać. Wszystko, co wgłębiam jest ciekawe, bo ja jestem z natury ciekawska i ciekawią mnie historie, które później są inspiracją do tworzenia powieści. Rozumiesz, że ja staram się nie wpadać w wahadełko my-oni, tylko staram się oglądać jakieś zdarzenia z pozycji obserwatora. Owszem, bywa to wymagające, czasem jest to pewnego rodzaju obrona wewnętrzna przed treściami, które są dla Duszy bardzo, ale to bardzo bolesne. Dlatego z zapałem postanowiłam popatrzeć sobie na politykę z tej i z tamtej strony, dzięki czemu potrafię spojrzeć na temat szerzej i bardziej prawdziwie, niż osoba, która patrzy tylko jednostronnie. Przykład? Ach, Chińska Republika Ludowa. Wśród foliarzy występuje przekonanie, że tam się zwierzęta masowo morduje przez koronkę, ludzie są trzymani w klatkach i nie ze mną te numery. Interesując się Azją udaje mi się dotrzeć do polskich vlogerów, którzy przedstawiają w pełni sytuację. I tak Truszczyńska na przykład wyjaśniła, że pakowanie bezdomnych zwierząt do worka nie jest przez koronkę, a jest po prostu szanghajskim radzeniem sobie z bezdomnością, a psy nie są zabijane, bo był tylko jeden przypadek i odbił się w całych Chinach bardzo ostrym echem. Z kolei drugi vloger – wybacz, nie pamiętam nazwy, ale to nieważne – był lekko w kontrze do Truszczyńskiej, ale wspaniale uzupełnił informacje o Państwie Środka. W rezultacie, gdy się natykam na treści o Chinach, ale od foliarzy, to po prostu chce mi się śmiać. Matko kochana, ile jest w ich opowieści mitów. Ale może w tych mitach jest szczypta prawdy, bo w ChRL jest coraz gorzej.

Kawałek po kawałeczku i całe puzzle poskładane!

Zaczyna się robić gorzej wtedy, kiedy nagle jeden wątek idealnie pasuje do drugiego wątku. Wtedy układa ci się pełna historia, nie dość, że z rozmachem, to zaskakująco prawdziwa i niepokojąca. Tak było, kiedy zaczęłam wgłębiać temat masonów. A, sorry. To jeszcze nie ten moment. Gdy wlazłam w temat, to na koncie miałam film i burdel w mózgu. Jednak przyzwyczajona do swojej dewizy „nikomu nie ufaj” trudno mi było stwierdzić, że coś jest prawdziwe. Aż do czasu.

Jestem niezwykle wrażliwa na jobcze energie, które są wysyłane od 2014 na Ziemię. Dobra, dobra, według Ciebie to fantastyka nienaukowa, ale w moim świecie to tak funkcjonuje. Tu już nie zanegujesz fizyki kwantowej, bo w fizyce kwantowej jest tak, że Plejadianie istnieją i nie istnieją.

A teraz opowiem Ci o moim, Twoim i życiu każdej istoty na Ziemi, czy nawet na świecie.

Dawno, dawno temu pewna istota stwierdziła, że stworzy ludzi. Ludziom postanowiła dać jeden z najpiękniejszych prezentów – WOLNOŚĆ. I teraz jestem ja, człowiek. Żyję sobie i dochodzę do momentu, w którym trzeba podsumować swoje życie. I dla mnie nie istnieje żaden Plan Duszy, nawet nie istnieje Plan Źródła*, bo przecież, co to za wolność, gdy jest plan? Jednak w tym momencie, w momencie spoglądania na swoje życie oczy szeroko mi się otwierają. Nie wierzę. Jeszcze raz. I kolejny. ZAWSZE TO SAMO! Absolutnie wszystko składa się w jedną, piękną, logiczną całość. I absolutnie wszystko jest idealne, nawet jeśli w tamtych momentach biłam się w pierś, albo jeśli myślałam, że moja wina. To jest opowieść, która jest idealna. Żyję po swojemu i to jest piękne, ale zarazem jest tak, jakby Źródło już tę powieść napisało, tak, dokładnie powieść, bo w powieści tworzy się bohaterów, którzy żyją, w powieści jest tak, że całość się składa w kupę. Niestety, nie tak idealną, jak nasze życie. Ale Źródło tak pięknie to wszystko przez nas doświadcza, tak doskonale tworzy historię naszego, naszych żyć, że nie wiemy o tym, że coś jest zaplanowane, że wiemy, czujemy i jesteśmy świadomi, że JESTEŚMY WOLNI, a mimo to… Ach, aż się wzruszyłam, mam nadzieję, że Cię nie zanudziłam?

Mam podstawy, by sądzić, że coś, że istota, że Źródło, że to Światło istnieje. Duże podstawy. Ale chyba czytasz czasem mojego bloga, a jeśli nie, to w którymś wpisie na pewno znajdziesz o tym informację.

Wow, aż dziwnie się czuję.

Ale co ja miałam? Aaa, tak. Wracając do rzeczy, stało się i tak, że pewna układanka – dotycząca mojego życia – buchnęła. Zrozumiałam swoje odczucia, przyczyny i niestety, nie było to nic pozytywnego. Dla Ciebie być może są to bzdury na patyku, jednak dla mnie, mnie została pokazana prawda. Przez uczucia, wizje i przede wszystkim przez cały proces, który przechodziłam w ostatnich dwóch powiedzmy, miesiącach, bo prawda jest taka, że ja nie pamiętam, ile to trwało i kiedy trwało, ale wiem, że było, wiem, że miało miejsce i że czas nie istnieje. Więc, nie będę się tym przejmować. Dodam, że to, co u mnie jest prawdą, u Ciebie nie musi nią być. Tak działa fizyka kwantowa, dlatego Plejadianie istnieją i nie istnieją :).

Mrocznie, mroczniej, najmroczniej!

Gdy zrozumiałam, co tu jest grane stwierdziłam, że mam dość. Odpadła mi polityka, choć miejs… znaczy, momentami czasem i sprawdzam jeszcze stan Chin, bo nie chcę być zaskoczona przez foliarzy jakąś kolejną wybujałą historią. A bardziej chodzi o moją ciekawość, ale znowu odbiegam od tematu.

No więc, poznałam mroczne oblicze świata i wcale nie chodziło o masonów, chociaż przyznam, że wgłębiałam ten temat nie tylko z ciekawości, i nie tylko z foliarstwa. Weszłam, bo postanowiłam, że magowie w mojej kolejnej opowieści będą właśnie odpowiednikiem naszej niekoffanej masonerii. Czyż to nie jest wspaniały, prześmiewczy pomysł?

Ach, właśnie!

Gdyśmy tak w sobotę rozmawiali o Eurowizji, gdy potem, po wszystkim naszła mnie refleksja, to… najpierw pomyślałam, że znaleźliśmy się na wahadle. Ty po jednej, a ja po drugiej stronie. Niestety, albo i stety, w gruncie rzeczy nie to jest meritum sprawy.

MY PO PROSTU TRAKTUJEMY ŻYCIE ZBYT POWAŻNIE.

Serio.

To jest tak, jakbyśmy zasnęli i uważali, że sen to życie. I postanawiamy traktować go ze śmiertelną wręcz powagą.

Zabawne?

Ale tak właśnie traktujemy nasze życie!

Skoro wszystko jest iluzją, to po kiego grzyba tak strasznie się przejmujemy tym, no… na przykład znaczkiem na Eurowizji:

I mogłabym się przyczepić do kontekstu pokazania tego – co by nie było – szatańskiego znaku, ale… nie o tym tekst.

Kategorie
świadomość

Nie miałeś 5.0. na świadectwie szkolnym? Nadal możesz być perfekcjonistą

Zofce, za to że jest

Od tygodni wiedziałam, że coś jest we mnie nie tak. Znaczy właśnie – nie tyle we mnie, ile przejawiam się pewną cechą, która jest niezdrowa. W skrócie i obrazowo to samobiczowanie się. Więc szukam tu i tam czegoś konkretnego na ten temat i… no nie ma! Wpisuję w storytela to jeden, to drugi audiobook z tematyki „jak przestać się obwiniać”. I nagle, przez drzwi wpada kartka od Zofki:

perfekcjonizm

Perfekcjonizm? Ale że co, że ja? Przecież nie miałam… a nie, czekaj, miałam dość wysoką średnią na studiach. Olałam kucie tylko dlatego, że i tak wiedziałam, że rozdają piąteczki i czwóreczki bez wytężonej pracy. No ale jest jeszcze dążenie do celu… przecież prokastynuję. Na przykład miałam iść do socjalu, zgłosić się po pomoc. No bo czemu nie, skoro można coś dostać za darmo, ne? Ale no właśnie nie, bo mój mózg zaczął wymyślać:

NAUCZ SIĘ BRAĆ
ZRÓB 54453543 MEDYTACJI W TEMACIE
MUSISZ WEJŚĆ DO WNĘTRZA SER…

Czekaj, no dobra, ale człowiek składa się z pindyliona części! No! Małe, znaczy Wewnętrzne Dziecko, Wewnętrzna Mama, Wewn… znaczy, no, nie chcę Was zanudzać jak jakiś perfekcjonista, ekhem. No, ale jak wczoraj Zofka zadała mi bardzo trudne i właściwe pytania w temacie mojego eksperymentu, no to poczułam się przybita, ale właściwie na chwilę, bo przecież wiadomo, że zadaje te pytania doskonałe, to bardzo ważne, żeby rozumieć co się robi, dlaczego się robi, po co się robi, żeby nie spieprzyć swojej energetyki, bo potem wejdą ustawienia i trzeba to robić z energią miłości i akceptacji, a nie ze stra… aaa, o czym to ja? A, no tak. Czekaj, a co będzie jak się skrzywdzę? Kurde, coś zrobiłam nie tak! Ratunku, odpał na maksa, panika wywaliła na poziomie 500%, mój projekt, badanie, doświadczenie, pisanie, aaaa, nie jest to doskonałe, ratunku, nie, dostałam okresu, aaaa, tak nie miało być, przecież miało mi się udać, kurde, co znowu? Że wymagam za dużo? Że zbyt mocno siebie oceniam? No i to ma być perfekcjonizm? Powiem ci…

– Zrób test na to – przychodzi myśl, a ja pełna zapału i z pewnością, że to mnie nie dotyczy, bo w końcu w ogólniaku miałam średnią 2.0., a moja książka nie osiągnęła statusu bestsellera a’la Michalak, wzięłam się za robotę. Znaczy, pracę, bo energ… a, dobra.

Wyszukiwarka wywaliła randomowy test, ja zrobiłam i

CAŁE ŻYCIE W BŁĘDZIE.

Wszystkie klocki nagle układają się w logiczną całość. Absolutnie wszystko pasuje. To jest jak… no, perfekcyjne opakowanie perfekcjonizmu, tylko tego tak dobrze nie widać, bo mimo że widać, to go nie widać, bo wszyscy lecą stereotypem „perfekcjonista robi wszystko idealnie, nawet porządek”.

Otóż, nie.

Poczytałam trochę na ten temat i wiecie, co? Oczywiście, że jak przystało na wzorcowego perfekcjonistę coś z tym zrobię. Tymczasem czuję, że rzecz się uzdrawia, ja mam bekę roku, a i jeszcze raz ogromnie dziękuję Zofce, która mnie naprowadziła na ten trop. Dziękuję, że jesteś :*

Kategorie
świadomość

Mam prawo żyć w obfitości, Ty też

System nas tego nie uczy. Zakleszczył nas w niewolniczym systemie, w którym głównym mianownikiem są pieniądze i twierdzenie, że człowiek jest idiotą, który nie potrafi działać z dobra. A potem patrzymy jak cierpimy, bo cóż innego to jest: zastanawiamy się nad przeżyciem od pierwszego do pierwszego i nie dajemy sobie szansy nawet na pomoc, bo cośtam. Ewentualnie…

Gdzieś, kiedyś żył człowiek, który nazywał się Bruno Groning. Stwierdził on, że nie jest uzdrowicielem – za którego wszyscy go brali – on po prostu uzdrawia przez Źródło, jest naczyniem dla niego. I świetnie. Ale było coś jeszcze. To można nazwać tak:

TOTAL WYJEBANOS NA PIENIĄDZOS

Ale człowiek ten żył w obfitości. Miał gdzie spać, co jeść, wszyscy mu się odwdzięczali, a on nawet nie prosił. Nie musiał. Miał takie wibracje, że obfitość to stan, w którym przebywał naturalnie. Nie sądzę, by o tym rozmyślał za specjalnie – skupiał się po prostu na swoim celu, uzdrowieniu ludzi i tyle. To robiąc był szczęśliwy. Czego jeszcze trzeba było? Ano, niczego. Ale systemowi się to nie spodobało i skończyło się mało wesoło. Do Bruna jeszcze wrócę, ale wczoraj wreszcie jakieś neurony w mózgu zajarzyły!

Tak nas wmiksowali w umysł, że teraz robiąc cokolwiek musimy najpierw przejść przez drogę przez mękę. Trzeba coś powiedzieć sobie, molestować się afirmacjami i innymi bzdetami. No, oczywiście. Dlatego wcześniej nie czułam wdzięczności, bo to uczucie było mi obce. Obecnie potrafię jednym prostym sposobem – albo wejściem w Serce/Duszę, albo przez uświadomienie sobie, że to, co mam, to to nie jest oczywistą oczywistością.

U mnie przez te lata zdołało nagromadzić się sporo negatywnych programów. A to brak umiejętności proszenia, a to syndrom ofiary. Nas w tej chwili bardziej interesuje to pierwsze, bo znalazłam na storytel tę oto książkę:

Niestety, nie mam pojęcia, czy to jest dobra pozycja. Niby bestseller, niby pomógł wielu ludziom. Sęk w tym, że Gaba Kulka wszystko spartoliła. Zaczęła od tego, że nam kobietom wybitnie trudno jest prosić, a świat jest zbudowany tak, by kobietom było trudno w życiu i w ogóle jest on nieprzyjazny. Brawo, pani Gabo, nie dość, że dzięki pani słowom odrzuca mnie od tej książki, to jeszcze wkręca pani i sobie, i wszystkim kobietom program ofiary. Jak możecie się domyślać, poradnik wyłączyłam od razu. Lepiej dmuchać na zimno, a jak widać, transformacja nie musi się odbywać przy udziale guru, może sama iść.

A wracając do obfitości… to coś Wam opowiem, potraktujcie to jako kawałek sceny z reportażu, który może kiedyś napiszę. Wow, reportaż z rozwoju duchowego, czyż to nie ciekawy pomysł? 😀 Dajcie znać, czy chcielibyście taki poczytać ;).

Przystanek tramwajowy, dwudziesta. Jestem pełna radości, bo świeżo po spotkaniu ze swoim Plemieniem. Grupą, która daje mi wsparcie i przy której czuję się świetnie. Czekamy na wóz, a ja postanowiłam nie tracić czasu w postaci piętnastu minut, tylko wyrazić wdzięczność za to, co się wydarzyło. Wchodząc do swego serca skupiłam się na tym dobru, na spotkaniu i wychodząc, nadal czułam się tak… pięknie. Wreszcie tramwaj nadjechał, więc postanowiłam zakupić bilet. W końcu biletomat stał w wozie, no to wsadzam monetę i…

TRANSAKCJA PRZERWANA

Pierwsza myśl: „okej, standard”. No, ale jednak powiedzenie „próbuj aż do skutku” jest w tym przypadku o tyle dobre, że pozwala uniknąć mandatu za jazdę na gapę. Czy o tym pomyślałam? No skądże, skupiłam się na wyciąganiu biletu i w końcu zaczęło mnie to śmieszyć. Przyznam, że w mózgu coś piknęło, bo nagle zajarzyłam, o co w tym wszystkim chodzi.

– A daj pani spokój z kupowaniem biletu – powiedziała jedna kobieta chyba w dość zirytowanym nastroju, bo minę miała raczej mało szczęśliwą. Zrozumiałe, te automaty w Gorzowie częściej nie działają, niż działają.

– Proszę – druga kobieta podaje mi bilet, skasowany, świeży. Akurat wychodziła, więc w sam raz.
– Dziękuję – odpowiedziałam.

Usiadłam wreszcie na jakimś pustym siedzeniu i obserwuję sytuację. Do biletomatu podchodzi młody człowiek.

„Założę się, że dostanie bilet” – pomyślałam.

Chłopak wyjmuje z portfela monetę, wsuwa do urządzenia, rozlega się magiczne „pik” i oto trzyma w dłoni bilet. Może usiąść na jakieś miejsce bez spiny.

Kategorie
świadomość

Wspólne medytacje? Nie, dziękuję

W światku ezo toczy się dyskusja o tym, czy uczestniczyć we wspólnych, zbiorowych medytacjach organizowanych w internetach czy na powierzchni. I wiecie, co? Nie, dziękuję. Przekonałam się już na własnej skórze, jak to jest głupi pomysł. Oczywiście część informacji w tej sprawie dotarło do mnie niedawno, oświetliło mi obrazek „ej, jesteś fajna”. Ale może od początku…

…a na początku było zgrzytanie zębów

Ponieważ byłam w fatalnym stanie emocjonalnym i nie wiedziałam, co zrobić ze swoim życiem. Nic dziwnego, brak połączenia – głębokiego – ze swoją Duszą, z tym co we mnie, nie daje pozytywnych rezultatów, zwłaszcza w świecie z reguły nieprzyjaznym dla ludzi. Kończąc to przydługie zdanie, byłam świeżo jeszcze po pewnego rodzaju załamaniu nerwowym, tyle że go nie wpisano do kart szpitalnych, bo po prostu poszłam do Centrum Interwencji Kryzysowej. Uratowało mi to życie, ale sytuacja dalej nie była dobra, bo wiedziałam, że tu nie chodzi o zewnątrz. Czułam to w jakiś sposób i zapewne dlatego zdecydowałam się na przerwanie terapii u – było nie było – wspaniałej psychoterapeutki. Pozdrawiam szczerze wszystkich, którzy tam pracują w Gorzowie, jesteście w moim serduszku na zawsze, wspaniali ludzie. Wracając do rzeczy, wiedziałam, że trzeba wejść do wnętrza, a że często wówczas przebywałam w bibliotece, to miałam też łatwy dostęp do informacji o wykładach buddyjskich i… i powiem szczerze, mądrości i medytacja zrobiły na mnie ogromne wrażenie. A ponieważ także czułam, że zawsze chciałam spróbować z tym fantem i dla odmiany buddyzm był w Gorzowie i nie musiałam czekać na zbawienie, to poszłam. Skorzystałam. I z wykładu, i z późniejszych spotkań, jakie sanga (czy jak to się tam zwie) organizowała.

I co?

I tak od 2014 do powiedzmy połowy 2015 roku, żeby to jakoś uściślić dla potrzeb tego tekstu. Może dłużej, ale im dłużej to trwało, tym było gorzej. Po pierwsze, nie widziałam efektów. Po drugie, jakoś na siłę to robiłam. Czy to się nie łączy ze sobą? Czy nie kierowałam się umysłem, ego? Wywalmy do kosza takie pieprzenie. Chciałam się zmienić w sensie chciałam być kimś lepszym, owszem, to prawda. Chciałam się naprawić, jasne. Ale nie wiedziałam w jaki sposób mam to zrobić, a najlepszym rozwiązaniem, bo najprostszym wydawały się medytacje buddyjskie. Na wyciągnięcie ręki i rzut beretem, czemu nie? Ale też czułam, że coś jest nie tak. Może to znowu ja ta zła i te medytacje mi z jakiegoś powodu nie służą? Tak czy inaczej, wracałam po nich „pełna światła, naergetyzowana” i jakby to określił mój tata: „pozjadała wszystkie rozumy”. To było doskonale widać. I o ile ktoś mógłby stwierdzić, że to nie jest prawdziwa medytacja, to co uprawiałam, to zaraz do tego przejdę. Bo jest jeszcze Osho, którego warto wymienić.

A warto ze względu na tę książkę:

Randomowa książka Osho. W każdej jest po kilkanaście przykładów medytacji. źródło obrazka: https://bigimg.taniaksiazka.pl/images/popups/65B/55125801041KS.jpg

Osho – żebyście mnie dobrze zrozumieli – jest doskonałym przykładem tego, jak wiele różnorodności jest w nas samych. Ciągle wykładał i ciągle wychodziły różne książki z medytacjami a to na tamto, a to na tamto. A dlaczego? Bo medytacji jest nieskończenie wiele.

Każda Dusza wie, jak to zrobić i każda może na swój sposób przebywać sama ze sobą. Bo to chodzi właśnie o to. O wyciszenie się, a nie tylko oddech, o spojrzenie w głąb, a nie tylko na koraliki trzymane w ręku. Nikt nas nie uczył trzymania się blisko Duszy i teraz przez to prawie cały świat ma problemy. A sprawa jest prosta jak budowa cepa, ale narobiło się tyle podręczników, poradników, ach, w czym wybierać? Mało tego, tzw. guru także nie ułatwiają sprawy, bo tworzą kolejne i kolejne wersje medytacji. Podręczniki do czegoś, co naturalnie nie trzeba by było robić. Bo albo ma się kontakt z Duszą, albo się go nie ma. Proste jak budowa cepa, a jesteśmy otoczeni tyloma bzdetoletami, że naprawdę, usiąść, zamknąć oczy i pogłaskać Matkę Ziemię to jest jeden z najlepszych, według mnie, sposobów na wyciszenie się i zajrzenie do środka.

– Źle to robisz – powiedział kolega z medytacji i poprawił mnie, liczenie koralików. No świetnie, doskonale. Poprawiłam, ale co mi to dało? W sumie niewiele, uwaga wciąż była bardziej na zewnątrz skupiona.

A tak właściwie nie wiem, czy wiecie, co się robi na medytacjach buddyjskich? Och – oczywiście, że każdych. Oczywiście, że nie ma znaczenia rodzaj szkoły. Wszystkie uprawiają to samo i w zasadzie tylko słowa się zmieniają. Światełka, które wizualizujesz (obraz na zewnątrz), liczenie na buddyjskim paciorku (uwaga zwrócona na zewnątrz, żeby umysł uciszyć), to wszystko sprawia, że nie wchodzimy do Serca, tylko wchodzimy… no właśnie, do czego wchodzimy? Do czego się podczepiamy?

Nawet nie chce mi się interpretować ich tekstów medytacyjnych dokładnie. Z jednego prostego powodu. Uważam to za taki sam bullshit, jak piękne, katolickie czy inne msze w znanych i nieznanych nam religiach. To wszystko jest jedna i ta sama sekta. To wszystko prowadzi do wyprania emocji, do braku kontaktu ze sobą tak naprawdę: niby go masz, ale go nie masz. Nie masz, bo no dobra, kierujesz uwagę na płuca, ale przecież przy kontakcie z Duszą, ciałem, niespecjalnie trzeba się tego uczyć. Serio, uwaga bardzo wiele zmienia.

A medytacje buddyjskie to podpięcie się pod kolejne – za przeproszeniem – … dobra, bo jeszcze taki weźmie i powie, że jego uczucia religijne zostały obrażone. Wspaniała świadomość własnej Duszy, połączenia się ze sobą. Życzę Ci wszystkiego dobrego, naprawdę, ale jedźmy z koksem dalej.

Bo to nie wszystko. Zrezygnowałam z medytacji buddyjskich, bo widziałam, że one nic mi nie dawały, nic nie zmieniały. Wciąż byłam w takim samym bagnie. Serio? To po co medytuję? Źle to robię? Ale jak można źle medytować? No jak? Przecież przebywanie ze sobą to naturalny stan Istoty, którą jesteśmy. Tylko widzicie, właśnie jest taki problem, że ja muszę popracować… nie, nic nie muszę. Chcę popracować nad odpadnięciem paru bzdetów, w tym biczowanie się. Właśnie, miałam wieczne poczucie winy i niby trochu się ono oczyściło, ale w rezultacie uwielbiać zaczęłam bicie siebie, nie wiem, po jakiego grzyba. Ja nie muszę cierpieć, ale ciągle wracam do schematu. I tak na przykład, obwiniałam siebie, że nic mi nie wychodzi, włącznie z medytacją buddyjską. „Dlatego żem debil” te spotkania nic mi nie dawały. Oczywiście.

Dopiero wczoraj zadałam sobie ZAJEBIŚCIE WAŻNE PYTANIE.

Jak, do cholery, miało to cokolwiek dawać, jeśli tak naprawdę nie robiło wewnętrznych spotkań, bo się skupiało na jakiś zewnętrznych światełkach, no i jak do diabła, miało to cokolwiek zmieniać, skoro tak naprawdę wybierało ze mnie energię?

– U wielu ludzi to działa – powiesz. Oczywiście. Tak jak u chrześcijan działa modlitwa. Masz to, w co wierzysz. W teorii. W praktyce wszystko zależy od świadomości, a ja uważam, że medytacje buddyjskie i jakiekolwiek związane z jakąkolwiek wspólnotą są wywalaniem z człowieka energii. Egregor X się żywi ludźmi. Niedobrze, ale że to jest „uduchowione” to nikt do tego się nie przyczepi. Weźmy trochę parę prawd, półsłówek, napiszmy tak, by nikt tego nie rozumiał i voila! Wielkie dzieło zbawienia ludzkości, pracy z ludzkim umysłem gotowe!

Tak naprawdę oddech – praca z nim wyzwala. Ale zauważyłam, że jak ma się połączenie z Duszą, jak się zwraca na nią uwagę, to oddech sam naturalnie przychodzi, zwracanie na niego jest tak naturalne, jak… oddech właśnie. Więc, tu nie trzeba filozoficznych bzdetoletów, tu trzeba stanąć w sobie i powiedzieć do wnętrza „kocham cię” i naprawdę, nie trzeba robić tego z zamkniętymi oczami (choć to pomaga) i z jakimiś koralikami.

Jaki z tego wniosek?

Jeżeli medytacje buddyjskie i msze kościelne są wybieraniem z człowieka energii, to logicznym będzie, że KAŻDE WSPÓLNOTOWE, ZBIOROWE MEDYTACJE organizowane w internetach będą działały na podobnej zasadzie. I proszę mi nie walić tekstem „jest tak jak myślisz”, bo tu chodzi o to, by ufać sobie, swoim odczuciom i doświadczeniom. Z tej perspektywy, moje doświadczenia mówią, że wspólne medytacje to fatalny pomysł. Chyba, że macie naprawdę zaufaną osobę, ale to inna sprawa, pokażę to w innym tekście.

Kategorie
świadomość

Wolność, ale to nie będzie tęczowy wpis

Umysł może być chcieć wolny, ale naprawdę jest taki, gdy jest pusty. Zbyt wiele gada, komplikuje i roztrząsa, jakby od tego zależało życie wszechświata.

Umysł może gadać i gadać, ale nic z tego nie wynika. Zazwyczaj roztrząsa sprawy niepotrzebne naszemu sercu, zbędne tam, gdzie żyjemy.

Ale od umysłu zaczyna się droga. To tędy zaczniesz wchodzić głębiej. Ale czy dokonasz głębszego wyboru i zejdziesz-wyjdziesz niżej-wyżej?

Czy też może zostaniesz na paśmie totalnego poplątania i gadania umysłu, a może nawet przeintelektualizowania?

Wolność to stan umysłu, powiedzieli nam. Ale kto? Nikt nie zna autora (poza tymi, którzy znają), wszyscy to powtarzają jak jeden wielki zryty beret.

Właśnie: zryty.

Powinniśmy to byli zauważyć wcześniej.

Skoro wszystko, co nam mówiono o świecie w szkole było kłamstwem, to dlaczego sądziliśmy, że wolność to stan umysłu?

W #D wszystko jest lustrzanym odbiciem, a rasowy foliarz – którym jestem – jest wyczulony na wałki. Może wierzyć tylko sobie, tylko swoim odczuciom. I ciału.

To ciało powiedziało mi, by się nie szczepić. I byłam pewna na 1000%, że gdybym to zrobiła, miałabym problemy.

Ale nie ze mną takie numery.

Szczególnie, że już kilka porażek na medycynie Rockelleferowskiej poniosłam.

Więc zaczęło się od Ciała.

To ono poprowadziło mnie na łona foliarskich grup.

Ale było coś jeszcze.

A na imię temu Dusza.

Odcięto nam wszystkim uczucia, żebyśmy nie zwariowali. Czuliśmy. Myślicie, że czemu znaczna część kultury opiera się na syndromie PTSD, opisując więzienia (reality show, 365 dni) i przemoc ogólnie?

Twórcy wywalają z siebie to, co czują. Ba, nawet mówi się o terapii sztuką, gdzie wypisujesz swoje bóle, malujesz swoje uczucia i tak dalej, kto co lubi.

Duszy nie oszukasz.

Musieli powiedzieć, że wolność to stan umysłu, byśmy nie odkryli prawdy.

Ale gdy Istoty Światła zaczęły wszystko i wszystkich negować…

Nie było Holocaustu, bo wszyscy w nim... źródło obrazka: https://www.thoughtco.com/thmb/2nCKrXaEfYmAaLV1VQA3h00rmY4=/2123×1411/filters:fill(auto,1)/GettyImages-523635943-2229d8aeb63042648ca37042b77862dd.jpg
Źródło najpewniej wikipedia, ale sami se sprawdźcie. Podobnie jak UPIK.de i wpiszcie se swoje miasto…

Walnęło mną uczucie: jesteśmy niewolnikami. Musimy kupować, by przeżyć, tworzyć. System niewolnictwa tak doskonale wyrafinowany, że całą kulturę – włącznie z językiem – upokorzył i wybatożył.

Jedyne, czego nie oszukasz to Dusza.

Serce.

To tam, w jego wnętrzu dzieje się wszystko.

Umysł może nam służyć – bo przecież nie szkodzi. Znaczy nie szkodzi wtedy, gdy jest ukierunkowany na zabawę.

Dlaczego nas uwiązano?

Czym sobie zasłużyliśmy na taki los – MY – Istoty Światła?

Pamiętam jak w liceum zabrałam się za lekcje. Powód był gówniany: samotność. I co, myślicie, że umysł pomógł? A skądże znowu, serce płakało.

I nie mogło się skupić na fałszywych bzdetach, bo chciało płakać.

Serca nie oszukasz – to chyba jedno z niewielu prawdziwych powiedzeń.

To zabawne, bo kiedyś w temacie otrzymałam wskazówkę. Wydawało mi się, że dałam ciała w sprawie, ale nie. Bo to było tak: zapytano mnie, ile chcę wziąć za opiekę nad dzieckiem. No, z samego tego, że chodzi o dziecko sprawa prosta. Ale inna rzecz jest taka, iż sercem wyczułam brak czystej intencji w pytaniu.

To było mega mocne odczucie.

A ja całe życie miałam poczucie bycia niewolnikiem.

I jak to foliarz, miałam rację.

Chociaż nie.

Za cholerę pracy nie mogłam znaleźć, a praca z czakrami nie pomagała. To znaczy: nie w tym temacie.

Wolność to nie stan umysłu.

Wolność to stan Duszy.

Kategorie
świadomość

Zapytałam Ziemię, co z tą kopułą, a ona odpowiedziała i nie odpowiedziała

Wczoraj położyłam się na Matce Ziemi. Powiedziałam, że ją kocham i głaszczę i pobyłyśmy ze sobą. A ona przesłała mi jasne, różowe światło miłości. Dziś stwierdziłam, że skoro nie pada, to się położę znowu, ale tym razem rozwinę rozmowę z matką Ziemią.

Tunel, który został wytworzony przez pewne siły 24 lutego nadal jest. Wygląda dokładnie jak szyjka macicy, tyle że – no właśnie. Wróćmy do mojej rozmowy z Matką Ziemią, która mnie ponownie otoczyła jasnym, różowym światełkiem. W ogóle żeśmy ze sobą pobyły ładnie, ja ją pogłaskałam, tak przyjemnie było. I zapytałam ją, co z tą kopułą, kiedy walnie.

Oddech. Pokazała mi oddech, czy też bardziej było to odczuwalne na poziomie wizjo-odczucia, jakbyśmy były jednością. Jeden, dwa, trzeci chyba niepewny. W każdym razie pokazała mi taki złoty kolor wystrzeliwujący w górę, układający się dokładnie w kształt macicy. To było ładne, takie kobiece. Trochę bardziej chodziło o ten wyrzut na kopułę (wszak to o nią mi chodziło), niż kształt. Więc wygląda na to, co wszyscy wiemy: wyrzut energii zniszczy to coś nad nami.

Ale właśnie – odpowiedziała i jednocześnie nie odpowiedziała, bo wizja, którą mi pokazała była wizją i właściwie moja interpretacja nie musi być prawidłowa, bo scalenie się z tym oddechem Matki Ziemi było bardzo ładnym uczuciem… głównie widziałam.

Dlaczego więc nie narysowałam?

Ależ narysowałam, ale uznałam, że niezbyt mi się kojarzy, zwalę to na przykre skojarzenia z wiadomo czym, a co mi tam.

Kategorie
świadomość

Potęgo kreacji działaj!

Ta okrutna gra już się kończy. Przejrzeliśmy na oczy i w duszy, w swoim i światła świetle. Język do zmiany, ale póki mamy to, co mamy, to postaram się nim posługiwać. Tak czy inaczej, jeśli spojrzysz na świat jak na matrycę-szachownicę, jak na lustro, jak na prawdy, które są zaprzeczeniem prawd (mam nadzieję, że nie kręci Ci się w głowie), to wtedy ujrzesz prawdę w swoim sercu.

Kultura to nie tylko programowanie złoli. Zawiera dużo wskazówek dla naszych Dusz, bo twórczość jest wyrażeniem wiedzy naszej duszy. Myślę, że poprowadzona tego typu interpretacja może nas doprowadzić do wielu wspaniałych rzeczy.

Ale może zacznijmy od początku, czyli od Sailor Moon. Właściwie, z perspektywy rozwoju to nie jest pierwsza seria o „magicznych dziewczynach”, ale sama nazwa gatunku już wiele mówi. Nie magiczne bibeloty, różdżki, czy inne bzdetolety. Magiczne dziewczyny. I oczywiście, w najprostszej interpretacji może to wyglądać tak, że moc jest poza nimi, bo przecież dziewczyny, zanim stały się czarodziejkami były zwykłymi obywatelkami Japonii i nie miały żadnych gratów do przemiany XD. Zawsze zjawiał się jakiś wróg, one używały broszek, po czym wygrywały i wyglądało to tak, jakby moc była na zewnątrz nich. Ale ostatecznie wszystkie – przy końcu KAŻDEJ SERII – musiały wejść do wnętrza siebie, żeby mocą swojego serca wesprzeć jedną z nich. Pałeczki były tylko symbolem, który umożliwiał posługiwanie się ich wewnętrznym światłem. I wiecie, co? W Sailorkach było dużo dużo światła :). Różdżki mogą naprowadzać moc, są odbiornikiem, więc przez nie łatwo kierować…

– Ola, co ty pieprzysz? – zapyta ktoś.

Miałam kiedyś różdżkę – tzn. wyglądała jak pałka ogrodowa z sercem. Poszłam się nią zabawić w sensie nie seksualnym, a w sensie dziecięcym niby. I to było tak, że do nieba ją zwracałam i mówiłam cośtam, czułam energię, odczuwałam pewnego rodzaju wibracje.

Wszystko jest połączone ze sobą.

My mamy w sobie światło, piękną, cudowną moc, która dana jest nam od Błogosławiącego Światłem, naszego stwórcy. Jesteśmy stworzycielami własnych światów i przenikamy się z cudnymi, innymi kreacjami. Warto to przynajmniej wiedzieć, bo i tak idą zmiany, ale na razie jest tak, że mamy lekkie PTSD i jednocześnie go nie mamy, zależy od spojrzenia.

A język – ja nie mogę nazywać czegoś tak pięknego czymś, co ma w sobie „kreaturę”, jest zniszczone i nacechowane przez jakiś kij wie, co, w każdym razie, dlatego pozwolę sobie nazywać to, co nas stworzyło jako Błogosławiącego Światłem, generalnie, chodzi o to, by się odciąć od syfu.

Dawno temu, gdy właziłam w ezoterykę nie było jeszcze tak jasno postawionej sprawy. Ale widzę, że u wszystkich Istot Światła, które pomagały i pomagają innym stanąć na nogi wiedza sama przychodzi. Dlatego nazywają swoje projekty „cośtam+światło”. Ziemia Światła ma potężne wibracje, znacznie większe od tego syfu, który się wywalił w tym roku.

Ach, a jeszcze nie tak dawno temu, bo na Sylwestra 2022 rozmawiałam z tatą, że TEN ROK błyszczy. Jest piękny. Bardzo silny energetycznie, pełen mocy, więc na pewno będą działy się cuda.

A wracając do odbicia zewnętrznego, to jest jeszcze jedna sprawa, z której warto sobie zdać sprawę. Otóż, weźmy sobie taki Czarny Protest czy Konwój Wolności…

Mówi się, że żeby coś wywalczyć, to trzeba się razem spiąć i coś zrobić. To prawda, ale niepełna. Zauważcie, że ani Czarny Protest, ani Konwój Wolności ostatecznie nie przyniosły aż takiego rezultatu, jaki chciano osiągnąć. PiS zrobiło, co chciało, a w Kanadzie nadal ludzie nie są do końca wolni. Tylko właśnie – to jest zewnętrzny obraz. To jest odbicie naszego wewnętrznego świata i jakkolwiek trudno to zrozumieć, to my mamy raczej czuć się wolnymi ludźmi, którzy nie muszą działać przez jakieś dziwne nakazy i zakazy. Prawo naturalne nie potrzebuje rozkazu, a ono działa cudownie, szczególnie ze świadomością własnej mocy.

Bo o ile wszyscy razem jesteśmy połączeni i wzajemnie się wspieramy, to jest jeszcze jedna struktura świadomości, czy jak to nazwać. Chodzi o to, że mamy prawo do decydowania o naszym świecie. O ciele, o tym, jak wygląda, wszystko to na raz sprawia, że umysł zaczyna walić dyrdymały i pytać „o co chodzi”. No to opowiem Wam o moim wizjo-śnie, bo to była pewnego rodzaju drzemka, ale drzemka, która dała mi wiele do myślenia. Najpierw rysunek, niezbyt ładny, raczej roboczy, ale hmmm no dobra :).

Jeszcze nie jest to opis wizjosnu, ale daje pewną wskazówkę. Otóż, niemiecki uzdrowiciel Bruno urodził się przed wojną w Gdańsku. I teraz tak, miasto to wtedy należało do samego siebie, ale chodzi o to, że było bardziej niemieckie i ono chciało być w Niemczech. Ale to było przed tym okrucieństwem, natomiast po wojnie stało się polskie. Zastanawiałam się, skąd ta zmiana.

Prawda jest jobczo prosta.

Wskazówka!

Matka Ziemia zdecydowała, że chce przebudzenia, chce radości i miłości. A ponieważ wszyscy jesteśmy połączeni, ludzie ją odczuwają. Nieważne betony czy inne kwestie – i tak czują. Zdecydowała, że Istoty Światła mają prawo być szczęśliwe i mogą wyjść z tego pierdolnika. Dlatego też ludzie masowo zaczynają się wewnętrznie budzić. A kiedy Matka Ziemia wesprze Istoty Światła, kiedy one zrozumieją i będzie ich dostatecznie dużo…

Mi się ten proces pokazał jako „grzyb atomowy”, a to co wyszło na rysunku przypomina bardziej drzewo. Generalnie, poczułam, że tu chodzi o to, że mamy prawo wyboru – gdy się większość Dzieci Światła przebudzi, przeklęta kopuła sama zniknie, pęknie. Czyli innymi słowy, my decydujemy o tym, nasza wspólna siła decyduje o tym, co się zadzieje. To coś w stylu „skoku kwantowego”. A że decyzja Matki Ziemi jest taka, a nie inna, to stąd tyle różnych reakcji ludzi na to, co się dzieje. Oczywiście, obecny okres każdy z nas przeżywa inaczej. Ale damy radę!

Inną sprawą jest to, że zaśmiecono nam umysły jakimiś bzdetoletami i jesteśmy w tym pogubieni, a niektóre Istoty Światła mają dodatkowy problem taki, że wątpią. Wiadomo, trudno od razu wierzyć w swoją moc kreacji, rzeczywisty wpływ na świat, jeśli wszystko było lustrzanym odbiciem oraz wszystko waliło się jak stąd do 9 planety, tak nas biczowano. Ale zajmiemy się tym, a gdy zobaczymy rzeczywiste niebo, wtedy uwierzymy w siebie jak nigdy dotąd.

Kategorie
świadomość

Personifikacja wszystkiego i niczego, czyli dzisiejsze rozkminki, bo proces tak jobczo zapierdala, że jest bardzo życiowo!

Od czego by tu zacząć… a. Może od poranka? Czekaj, znajdę wątek, to było tak, że sobie idę na trawę mieć wyjebanosa total max. I sobie poleżałam, potem wróciłam do kompa, potem jeszcze potańczyłam, potem posprzątałam, a potem… ach, a w tym wszystkim było dużo wiedzy i zaskoczenia, energia mnie roznosi ;).

Chyba zaczynam rozumieć zasady kolejnego etapu :). Chociaż nie, w sumie nie użyłam dobrych słów, ale rozwikłałam kwantową teorię! Wow, a imię jej

EFEKT MOTYLA

Nigdy nie chodziło o czas, tylko o ten kamyczek rzucony w wodę :). We wszystkim można znaleźć odbicie lustrzane, przeciwieństwo, ale ważne, by pojąć to nie głową, a sercem.

W każdym razie, wracając do poranka i sprzątania, to powiem Wam, że ciało się zmienia. Świadomie wybrałam wibracje zdrowia, poszło z duszy, więc tak jest, że będę miała zdrowe biodra/plecy i nie będę miała okresu. Bo mamy wpływ na nasze ciała! Tylko oczywiście warto robić to świadomie :).

Nie będę się tu rozwodzić nad teorią kwantową, bo to jest mega skomplikowane, ale i zarazem proste, generalnie to jestem na etapie odkrywania wewnętrznego twórcy. Bo dotychczas poznaliśmy co na zewnątrz i zarazem poznaliśmy swoje cząstki, które są takim odzwierciedleniem rzeczywistości. To, że ciągle coś do ciebie przychodzi może oznaczać twój stan emocjonalny, po prostu jakaś emocja, uczucie, stres czy inne sprawy ujawniły się. Oczywiście, jest to kreacja podświadoma i świadoma, lol. Tak, załapałam! XD

Nie rozwikłałam jeszcze Planu Duszy, bo czuję, że mój jest zupełnie dziwaczny i zawsze jak to mówię to się śmieję ;). Możesz go mieć, możesz go nie mieć, mi się wydaje, że to taki „cel w życiu” na głębszym etapie świadomości.

A schizofrenia na przykład to personifikacja braku zrozumienia. Ja tak to w pierwszej chwili odebrałam. Albo ucieczki. Albo tego i tamtego, bo zauważyliście, że to choroba złożona, taka bardziej indywidualna? Wow, to było takie proste. Któraś cząstka ucieka. Hm. Ej, lubię Psychologię Światła!

Wchodzimy w moment kluczowy dla ludzkości – wchodzimy w moment, w którym mamy siebie odkrywać, ale wewnątrz. Jako twórców, jako emocje, jako myśli. Wszystkiego po trochu, mamy być szczęśliwi i mamy grać w kosza, razem ze Światłem.

Więc jednak… najpiękniejsze lata życia przede mną! ^_^

Kategorie
świadomość

Ziemia Światła już tu jest, a artyści niosą przekazy

Ja: zaczynam cieszyć się życiem
umysł: nie rozumiem
ja: po co rozumieć?

Jesteśmy Wibracją niosącymi inne Wibracje, ale co z tego, że Wam tak napiszę, skoro nie zrozumiecie? Ano, nic z tego… cieszcie się życiem i zaczynam rozumieć na czym to polega! Polega nie na tym, że dajesz się omamić innym hipnozą jakąś dziwną nieszczęśliwą, a polega na tym, że Twoje Życie = Twój Świat. Przedstawię na przykładzie.

Otóż, zostało zesłanych wielu aniołów. One uzdrawiają Drzewa. I ja poszłam zrobić coś ze swoją energetyką, przez to że miałam jobczy odbiór jobczej energii :D. I wiecie, co? Tak szłam, wspomagałam i… się świetnie bawiłam! Ja, czarodziejka! Och! I nagle, nagle to poczułam cała sobą i zaczęłam tańczyć, i skakać, i to było takie „bum”. Och. Piękna sprawa, tak dobrze się czułam. Pięknie, słowa oczywiście tego nie opiszą, ale gdy tak wróciłam, kontynuowałam swoją Wibrację szczęścia. A ponieważ energia nadal była jobcza, to ta energia dawała się we znaki.

Tyle że pomagając Aniołom, które nie muszą być nazywane aniołami, bo po prostu nimi są i świadome są swej mocy, swej kreacji i cudowności, po prostu, widziałam Ziemię. Raz była ona płaska (w końcu ze mnie foliarz), a raz była ona drzewem. Padło pytanie: dlaczego tak?

Wczoraj rozmawiałam z piękną istotą. Och, wszyscy jesteśmy piękni. Ale chciałam napisać, że przekazała mi mnóstwo cennych informacji, dzięki którym teraz umiem pięknie bawić. Tak bardzo Ci dziękuję Istoto Światła <3.

Przepięknie jest. Mam gdzieś zdanie innych w tym sensie, że oni nie mogą mnie tłamsić. Ale jest to prawo naturalne i ja je wybieram, ja wybieram wolność i kreację, albowiem czym innym jest życie? Jest właśnie tym, czym chcemy, by było. A różnorodność jak w Kramie czy w „Kole czasu” Jordana jest wspaniała, piękna, boska i przede wszystkim naturalna. Dlaczego nie poznać tego cudownego, jakże innego świata?

Wszystko spierniczyliśmy. To była tak dziwna kreacja, że się z przyjaciółką dowiedziałyśmy, że ani starożytności, ani średniowiecza nie było. Och.

Wysunęliśmy rzeczy na zewnątrz i musieliśmy to zrobić, by lepiej nauczyć się Wibracji. Teraz skupimy się na wewnątrz, ponieważ Zewnątrz już znamy. Ach.

Mój świat jest uduchowiony. A wiecie, Istoty Światła, co było w średniowieczu? Ano, nic nie było, albo były smoki, bo średniowiecze jako średniowiecze było kłamstwem i jest puste. Powiem tak. Wszystko jest puste, to się czuje tę czystość. Prosiłam Błogosławiącego Światłem o znaki i on je przekazał, przekazał przez Istotę, którą jestem. Zrozumieją <3.

Wiecie, czym się różni moja perspektywa na świat… nie chcę tworzyć sekty, na cholerę mi to? Przeżywać to znaczy przeżywać. Proste. I będę się dzielić tym. Bo to jest piękne. Ach.

A poza tym artyści czują, czują piękno, że coś się dzieje. Przykład? Za długi wpis? *śmiech*. Jestem miłością, ale chcę się nauczyć to odczuwać wreszcie. Na razie czuję coś co jest czuciem, spokojem, ale słowa jakoś są trudniejsze. Obrazy. Aach. No, wracając do artystów to Coldplay i TBS zagrali tak:

Największym dla nas Sukcesem jest uświadomienie sobie mocy własnej kreacji, nie z zewnątrz, ale na wewnątrz. Wibracja, Częstotliwość. Jesteśmy wszystkim, wszyscy… Teraz będziemy odkrywać Siebie.