Kategorie
świadomość

[ŚWIADOMOŚĆ] Trzy sposoby na choroby

Jeśli tytuł wydaje się clickbaitem, to muszę Cię wyprowadzić z błędu. W tym tekście przedstawię trzy sposoby na choroby, które stosuję. I które – o dziwo – są znane od zamierzchłych czasów. Zapraszam!

https://unsplash.com/photos/6SNbWyFwuhk

Było kiedyś takie piękne powiedzenie: lecz przyczynę, a nie skutek. Co z tego zrobiła medycyna konwencjonalna i farmakologia, każdy widzi. Na szczęście z pomocą przychodzi medycyna alternatywna, w której to jest dużo bałaganu, bo wszystko się ze sobą miesza, jest bardzo dużo różnych teorii i punktów widzenia. Jednak jedną z najskuteczniejszych alternatyw jest biologika, siostra totalnej biologii. Ja co prawda zaczęłam od tej ostatniej, lecz w pewnym momencie poczułam, że to manowce. Przyczyna prozaiczna: nieustający maraton mówienia ciała i poszukiwanie przyczyn w głębi siebie. Wydawało się to niekończącą historią, szczególnie, że fora od TB są trochę… nie, nie specyficzne. „Uderzyłam się w lewy palec, co to oznacza?” – a no, nic nie oznacza, bo zarówno TB, jak i biologika leczą choroby, a nie wypadki. O tym się w tym środowisku niestety zapomina, a ja Wam zapominam napisać, z czym to się je.

Otóż, każda przypadłość to skutek tego, co dzieje się wewnątrz nas. Przykładowo – problemy z bólem gardła to „czego nie możesz powiedzieć”. Albo haluksy – problemy ja-rodzic, relacja. I tak dalej. Gdy już sobie uświadomisz przyczynę choroby, to ona mija. Dlatego znamy przypadki, kiedy osoba, która uświadomiła sobie gniew na mężczyzn i go przerobiła nagle wyzdrowiała z raka. Bo świadomość uzdrawia. Oczywiście, są i znacznie bardziej skomplikowane przykłady. Na przykład: otyłość i dziąsła. W obu przypadkach podejście powinno być bardzo indywidualne, bo powody takie są. I gdy już wiesz, co się do tego przyczyniło… no właśnie, trzeba wyjść z danej sytuacji, by to całkowicie uleczyć :). Czasem niestety – jak w przypadku dziąseł – sprawa jest tak skomplikowana jak sznur gordyjski i wtedy posłużyć mogą inne metody…

https://images.unsplash.com/photo-1528715471579-d1bcf0ba5e83?ixid=MnwxMjA3fDB8MHxwaG90by1wYWdlfHx8fGVufDB8fHx8&ixlib=rb-1.2.1&auto=format&fit=crop&w=770&q=80

No i właśnie, przykład dziąseł jest doskonały, by przedstawić inny sposób na bóle. Jak wiemy z nauki, ciało gromadzi stresy i różne takie emocje, w związku z tym się spina i często gęsto prowadzi to do różnych przypadłości i bólów. Dlatego starożytna chińska metoda masażu miejsca związanego z bólem działa. Co prawda tymczasowo, ale jednak wprawa i wiedza o punktach wrażliwych, łączących wszystkie nerwy to szansa na przynajmniej spokojny wieczór. Ale, ja nie o tym. Ja o medytacji. Haha, zdziwieni? Nie? To dobrze. Osobiście praktykuję pranajamę. Nie jestem wybitnie w tym zaawansowana, ale z grubsza chodzi o świadomy oddech. Przy regularnej praktyce, prawidłowym oddychaniu jest spora szansa, że te bóle, które nagromadziliśmy w ciele zaczną się wreszcie uwalniać i odchodzić. Tak więc, w przypadku dziąseł można powiedzieć: bye, bye! Jest to fajna praktyka, bo pozwala pozbyć się problemu bez wchodzenia w wiedzę, co skłoniło nasze ciało do takiej a siakiej reakcji. Może to trochę potrwać, jednak samo w sobie świadome oddychanie daje mnóstwo różnych korzyści.

https://images.unsplash.com/photo-1499810631641-541e76d678a2?ixid=MnwxMjA3fDB8MHxwaG90by1wYWdlfHx8fGVufDB8fHx8&ixlib=rb-1.2.1&auto=format&fit=crop&w=750&q=80

No, a teraz przechodzimy do najprostszego i zarazem najszybszego sposobu, który… jest najtrudniejszy. Wszystko przez umysł, co to nie chce uwierzyć w wyrąbistą prawdę: żyjemy w hologramie. Książki, na które patrzysz nie istnieją. Słońce na które patrzysz nie istnieje. Ba, nawet ciało nie istnieje, bo też należy do hologramu. A skoro tak, to i ból nie istnieje. Uświadom to sobie, że ból i choroba to czysta fikcja filmowa. Tego nie ma. I nie, nie zasypię Cię formułkami w stylu „bo jesteś boską istotą i bla bla”. Po prostu – świadomość życia w hologramie zmienia bardzo wiele. I podam przykład. Ostatnio coś w nodze zaczęło mi się robić. Medycyna konwencjonalna: AAAA!!!!1 BADANIA TO NA PEWNO JAKIŚ ZATOR BLA BLA BLAAA!!111111, ja: to iluzja. Efekt? Efekt taki, że tego nie ma. Wszystko wróciło do stanu zdrowia. Zatem nie muszę się przejmować głosem medycyny konwencjonalnej, bo i po co, skoro żyję w hologramie, a ból nie istnieje… hehe, jak Ci się czyta ten tekst? Średnio? A widzisz, wystarczy 1 zdanie: „to fikcja” i – co też bardzo często robię – podziękowania (dotyczące danej iluzji) idące do świadomości, podświadomości i nadświadomości. To naprawdę wystarcza. I mogę o tym zaświadczyć swoim samopoczuciem, bo dziś odczuwam, że moje dziąsła są w całkowitym porządku, a ja bez stresu i spięcia mogę się skupić na tworzeniu tego tekstu :).

Jeśli tekst Ci się spodobał i chciałbyś/łabyś się odwdzięczyć – możesz to zrobić tu. Dziękuję 🙂

Kategorie
świadomość

[ŚWIADOMOŚĆ] Wszechświat się naprawdę starał

Czasem wolno myślę. To powoduje, że oczywistości czekają na odkrycie nie kilka dni, a kilka lat. Albo potrafię zmarnować cały dzień na płacze i jęki, po czym stwierdzam: „pomedytuję!”. A po wszystkim: szkoda, że nie zrobiłam tego rano XD.

Wszystkie te problemy nie zmieniły tego, że wczoraj wszechświat się naprawdę postarał. Miał powód – lubi mnie uśmiechniętą i miło, jak osoba cieszy się, bo ma urodziny.

– 33 lata, piękny wiek – usłyszałam od kasjerki. – Będzie pięknie.
Odpowiedź roku: „wyjdzie w praniu”.

Dodatkowa stówka „na radość”, która pokazała mi się na koncie sprawiła, że z początku chciałam oszczędzać, a na końcu chciałam nie zbankrutować. Bo oczywiście udałam się do księgarni internetowych, gdzie kupiłam tomiszcza z fantasy. I sądzę, że jak wreszcie książki znajdą się w moich rękach, to będzie mega radocha.

Życzenia na tablicy były miłe i sprawiły mi przyjemność. Może nie było tego milion, ale jednak takie akcenty potrafią zmienić nastrój. Chociaż na chwilę.

Nawet wydawnictwo ogarnęło, by wysłać mi trochę wcześniej zamówione w połowie maja książki (bo premiera ich miała być 2 czerwca), dzięki czemu mogłam je odebrać w Dzień Dziecka.

Ale przez cały dzień czułam się fatalnie.

Wróciłam ze sklepu – w płacz. Ktośtam cośtam – w płacz. Oczywiście nikt w kamerki, ale nie spodziewałam się, że będzie inaczej. Bo u mnie zawsze jest to poczucie samotności rodem z życia siedemdziesięciolatki. Ktoś coś powie – w płacz.

I taki maratonik całodniowy.

I kiedy w końcu jako tako się ogarnęłam, stwierdziłam, że idę medytować nad swoimi życiowymi problemami babci. Pomyślałam, że samotność to iluzja. Wbrew pozorom, to bardzo piękna myśl, a w momencie, gdy tak stwierdziłam, to zadzwonił telefon xD.

Jak wreszcie sobie pomedytowałam, to nagle zachciało mi się żyć. Ha – kupię w końcu ten statyw do aparatu fotograficznego, bym mogła nagrywać filmiki o Gorzowie. Ha, życie jest piękne, więc w sumie może i straciłam jeden dzień, ale przecież w czwartek jest wolne i mogę sobie nadrobić radość, której nie miałam we wtorek. Wszystko ładnie i pięknie, tyle że na zegarku była 23:30.

A dziś rano kupiłam wyrąbisty szampon w kostce za jedyne 45 złotych. Serio, naturalny skład i taka forma robi swoje, bardzo długo trzyma. A jak sobie pomyślałam, że w Yves Rocher dokładnie za ten sam koszt dostanę wątpliwej jakości produkt, to mi nawet ulżyło.

I co z tym statywem, w końcu po angielskim miałam jechać na miasto i go kupić? Ano, nic – pojawił się strach o pieniądze.

Doskonale.

I’m genius.

Jestem zgorzkniała i nieszczęśliwa? Nie doceniam życia? Zachowuję się jak stetryczała babcia?

W poniedziałek przyszło, bym znalazła archetyp młodości. Ba, nawet wiedziałam, jak cały proces powinien wyglądać.

No to sobie medytuję wczoraj.

– Nie jesteś jeszcze na to gotowa – powiedziała Królowa. – Procesuj.

Czekaj, chwila, nie jestem gotowa na co? Aaa, na życie nie jestem gotowa, bo wewnętrzna Pani Babcia przejęła nade mną kontrolę. Teraz trzeba ją przetransformować. Dokładnie tak poczułam – tu nie trzeba szukania czegoś archetypowego, tylko potrzeba mi transformacji. I jest to logiczne, biorąc pod uwagę, że nie wolno spychać emocji czy przekonań na sam dół, bo to się skończy bardzo źle. Trzeba się do nich dokopać i je pokochać.

Miłość i wdzięczność transformuje.

W poniedziałek zastanawiałam się, czemu uzdrawianie moich kochanych dziąseł idzie mi powoli. Odpowiedź prosta: nie robię tego z serca, tylko z umysłu. A umysł wciąż jeszcze ma wątpliwości.

I to pomimo dowodów, bo odkąd zaczęłam stosować Proces na to naprawdę czuję zmiany w swoim fizycznym stanie.

Te słowa wdzięczności za cokolwiek, które są podane w Procesie są magiczne. Od razu wprawiają mnie w dobry nastrój.

I rzeczywiście, jeśli mam w głowie program w stylu: strach o pieniądze, samotność i więzienie, to trudno, bym wzięła się za życie. Mogę spróbować, ale z takimi programami może się to różnie i niekoniecznie wesoło skończyć.

Dlatego potrzebna jest transformacja.

Której mogę dokonać ja.

Haha.

Jeśli oczywiście chcę.

Bo Proces to nie tylko magiczna formułka. To wdzięczność i uświadomienie sobie brutalnej prawdy – WSZYSTKO JEST ILUZJĄ. Ten komputer, ten wpis, totalnie wszystko, nawet słońce i światełko z niego płynące.

Informacje o Procesie TUTAJ.
Szampon w kostce możesz kupić TUTAJ.

I wiecie, co? Jeśli Wam się spodobał ten wpis, to możecie wesprzeć moją osobę TUTAJ. Dziękuję :).

Kategorie
świadomość

[ŚWIADOMOŚĆ] Koszyk pełen iluzji

Nieważne, co wiemy. Ważne jest to, czego jesteśmy świadomi. To stara prawda, którą pokażę Ci na przykładzie. Kilka lat temu przyszła do mnie wiadomość: samoocena to iluzja. Problem polegał na tym, że nie byłam wówczas w stanie sobie tego uświadomić. I wstałam wczoraj, i powiedziałam sobie: kończymy tę dramę.

Stworzyłam tak wyrąbiste traumy, że w nie uwierzyłam. Stworzyłam takie przeżycia, które na w kij długo zakotwiczyły się w mojej świadomości, w mojej osobowości. Do tego stopnia dało mi się to wszystko we znaki, że zrobienie kroku dalej stało się ciężkie.

– Nie mówi się „ciężkie”, tylko „trudne” – powiedzą ci na studiach językoznawczych. Ale „trudne” nie ilustruje tak wspaniale, jak „ciężkie”. Bo mnie chodzi o ten krok. Krok, który jest ciężki, bo w iluzji wymaga on siły, determinacji, wiedzy i innych cudów. Na przykład psychologa, terapii.

Tak, ostatnio trochę słyszałam „idź na terapię”.

Ale madko, ja byłam na terapii 7 lat temu. I co? I pstro. Nawet dogłębna wiedza psychologiczna, wiele książek o samoocenie nie dały mi odpowiedzi na zajebiście ważne pytanie:

JAK POPRAWIĆ SAMOOCENĘ?

Mówią, żeby siebie chwalić. No spoko, ale przychodzi taki dzień, w którym absolutnie nie masz ochoty na wyrwanie się spod kołdry, bo wiesz, że wszystko jest z dupy właśnie.

Ale wszystko jest też iluzją.

Ponieważ temat mojej samooceny (która nie istnieje) powraca jak bumerang, stwierdziłam, że poszukam czegoś mądrego w mądrej filozofii, jaką jest transfering.

I co?

I trochę pstro, bo ten mówi po prostu, by skupić się na działaniach. A ja wiedziałam, że ta sprawa jest czymś innym, niż kwestią działania.

Wow.

To był tak zaawansowany obraz: BLOKADA. WIARA W NIĄ. PRZEKONANIA, KTÓRE TO WSZYSTKO WZMACNIAJĄ. TKWICIE W PODŚWIADOMOŚCI. Tak zajebiście to wszystko stworzyłam, że tak bardzo w to uwierzyłam!

Teraz pytanie za sto punktów:

jeśli potrafię stworzyć tak wyrąbiste iluzje, dlaczego mam negować swoje historie, swoje książki i wyzywać je od niedopracowanych, złych, wadliwych i do śmieci?

I wczoraj wstałam. I zmęczona już tą iluzją, zmęczona graniem w tę grę, zapytałam siebie… a co, jeśli te wszystkie trałmy wymyśliłam…

Haha.

Jak sobie uświadomisz pewną rzecz, to już Ci się nie chce opowiadać o iluzji. Rozmywa się, przestaje istnieć. Mówienie o tym, co było sprawia tylko, że znowu wchodzimy w tę grę. W grę, w której nie jesteś kierowcą.

Ja wiem – ten wpis może dla Ciebie brzmieć dziwnie i skomplikowanie. Ale dziękuję Ci, że go przeczytałeś/aś. Podziękuj też Sobie, że jesteś tak wspaniałym Twórcą, że go stworzyłeś/aś. Podziękuj tej wyrąbistej iluzji, za to, że uwierzyłeś/aś, że ten wpis jest. Podziękuj swojemu wewnętrznemu Bogu za stworzenie tego.

I – jeśli Ci się spodobał – to możesz wesprzeć moją działalność kulturalną, co by na tym blogu i YT było wincyj recenzji wyrąbistych rzeczy ^_^. Dziękuję!

PS.: Wpis ten dedykuję Asi. Bez niej nie byłoby go. Dziękuję, kochana ;*

Kategorie
świadomość

[ŚWIADOMOŚĆ] Rozmowa z Królową

Była piękna i taka ludzka. Przyszła do mnie bez żadnych oporów i parę słów później energia we mnie się zmieniła. Tak działa wewnętrzna rozmowa z sobą.

Photo by Jared Subia on Unsplash

– Po prostu działaj – przykazała Królowa. I jeszcze coś: – Zamiast się żalić w internetach, porozmawiaj ze mną.

I wiecie, co? Może ta rozmowa nie była jakoś wybitnie odkrywcza. Cały czas w rozwoju / psychologii / etc. słyszy się:

  • nie porównuj się,
  • jesteś niezwykła/y na swój sposób,
  • działaj.

Jednak w całym procesie chyba najbardziej chodzi o przywołanie energii Królowej. Ona po prostu wie, że wszystko, co robimy jest najlepsze takie, jak robimy. Na daną chwilę po prostu nie umieliśmy lepiej tego zrobić, chociaż wg krytyków brakuje pindyliona rzeczy.

Wewnętrzna sesja trwała jakiś kwadrans, a mam wrażenie, że zmieniło się spojrzenie na świat. Mózg przeprogramował się z trybu bycia ofiarą na bycie Królową.

To są oczywiście archetypy naszych cząstek. Tak jest nam łatwiej pracować z umysłem czy z energią. Czy nawet z sobą samym. Doskonale wie o tym psychologia, która zaleca odnaleźć w sobie Wewnętrzne Dziecko. Ale ono pojawia się na ogół wtedy, kiedy już bardzo, bardzo dawno temu mieliśmy kontakt ze sobą.

Więc jeśli masz jakiś wewnętrzny kryzys, to zastanów się sto razy, czy chcesz swoje żale wylewać w internety. One nigdy nie zapomną, ale to nie jest największy problem. Największy problem jest taki, że niekoniecznie to pomoże.

Szczerze mówiąc, ja dopiero od niedawna zdecydowałam się wchodzić w siebie i rozmawiać w Sercu. Najciekawsze jest to, że Serce już wcześniej ogarniałam, ale chyba mało świadomie. Wyglądało to trochę tak, jakbym zapomniała ze sobą być – pomimo tej całej otoczki duchowości.

Ale sobie przypomniałam.

Gdy skończyłam proces harmonizacji czakr, byłam już pewna: kolejne sesje a’la ezo są niepotrzebne. Oglądanie przeszłych wcieleń? A po co, skoro wiem, że byłam okrutna dla mężczyzn i koniec końców trafiłam do pewnego niemieckiego obozu? I tak ostatecznie w moim obecnym życiu ta wiedza nie na wiele się przyda. Ba – tworzy nawet pewnego rodzaju dyskomfort. Dlaczego? Otóż, obecnie media dmuchają o kryzysie psychicznym ludzi, że to niespotykane, a ja po sobie widzę, że w dołki dość często wpadam. A przecież żyje mi się dobrze, jeśli nie bardzo dobrze. Tak naprawdę nie mam wielu powodów, by być zdołowana. I jak sobie obecne czasy porównuję do czasów przedwojennych czy wojny, to…

Ale właśnie.

Porównywanie się to tryb ofiary.

Jak się wyrwać z tego zaklętego kręgu – kręgu bycia ofiarą i kręgu przerywania działań i wchodzenia w dołek?

Przywoływać energię Królowej. Ta zresztą powiedziała, że zawsze będzie mogła ze mną rozmawiać, kiedy tylko zechcę. Ona na mnie nie czeka, bo to w końcu Królowa xD, ale jest otwarta na dawanie porad.

To nie branie kolejnych sesji jest rozwiązaniem.

Rozwiązaniem jest wewnętrzna praca z sobą. Ona się oczywiście nie skończy, ale jeśli zapomni się o wchodzeniu w Serce, o wewnętrznych rozmowach, to mogą nas czekać niezłe psychiczne wałki.

🙂

Dziękuję za przeczytanie tekstu. Jeśli czujesz, że coś Ci on dał – to możesz mnie wesprzeć w tym miejscu. Dziękuję <3.

Kategorie
świadomość

[ĆWICZENIE] Jak rozmawiać z myślami z zewnątrz

Myśli są z zewnątrz i z wewnątrz. Rozumiesz? Nie? Ja też nie, ale potrafię odróżnić, kiedy coś „przychodzi”, a kiedy bierze się z mojego serduszka. To pierwszy przypomina nieco „olśnienie”, a to drugie głośne myślenie :)).

Photo by Anton Darius on Unsplash

Czasem jest tak, że przychodzą do nas ciężkie, depresyjne myśli. Że będzie źle, że znowu się wpakujemy w manianę i takie tam dramaty. Winą za ten nasz stan możemy obarczyć umysł; bo przecież najłatwiej, a wg nauki to duchy nie istnieją.

Ach, żeby to było takie proste, cudne, i w ogóle.

Ale żyjemy w świecie, w którym materia przeplata się z duchem, no i w efekcie sfera chaosu (astral) często siedzi pośrodku tronu, a w kuchni nad zlewem mamy dodatkowy widok na Marsa. Znaczy, no, jeśli ktoś umie patrzeć trzecim okiem, to zrozumie.

Byty poszukują ofiar, niezależnie od naszej świadomości.

Tylko że my mamy moc.

My mamy… dobra, mamy nie mamy, a i tak z niej nie korzystamy na co dzień. Ekhem, koniec lania wody.

Chciałam Wam przedstawić małe ćwiczonko, które uratuje Waszą piękną pupcię przed niebezpieczeństwem w postaci jałowych myśli z zewnątrz. I jasne, że warto je powtarzać.

A wygląda ono tak:

Stań prosto, ładnie, zgrabnie. Weź jeden głęboki wdech, wydech i tak do trzech razy. Odprężon? No to teraz wyobraź sobie, a bardziej POCZUJ, że jesteś światłem. Takim prawdziwym ŚWIATŁEM. Takim, co to rozjeee – dobra, nie lubicie przekleństw, to idziemy dalej.

I teraz w myślach powiedz takie polecenie:

JESTEM WOLNĄ DUSZĄ I WOLNYM CZŁOWIEKIEM
ŚWIADOMIE I NIEŚWIADOMIE ZABRANIAM WAM WCHODZIĆ NA MOJĄ PRZESTRZEŃ ENERGETYCZNĄ
IDŹCIE W POKOJU

Coś w te gusta. Ćwiczonko powtarzać przy napływających, niespokojnych myślach z zewnątrz. Choć myślę, że jeśli raz a dobrze to się zrobi, to się na długo uspokoi.

Powodzonka!

Kategorie
świadomość

[REFLEKSJE] Bądź silną osobą

Jest kilka sztuczek, które pozwalają na ogarnięcie finansów. Na przykład – odpuszczenie; medytacja z czakrą podstawy; zastosowanie symbolu męskości. A jednak wydaje się, że one wszystkie nie będą miały aż takiego wpływu, dopóki umysł będzie chciał grać w ofiarę.

Photo by Shail Sharma on Unsplash

Ja? Ofiarą? Nope! Jestę silnom kobietom i f ogóle ONEONEONE!!!!111 – tak mogła stwierdzić jakaś część mnie. Mogła, ale jeśli to zrobiła, to przegapiłam. Sorry, fakty są bezlitosne, bo są faktami.

A fakty są takie, że gdy wczoraj pracowałam nad zleceniem i je w jakiś sposób zrobiłam, i potem wysłałam wynik do zleceniedawczyni, to KONIECZNIE musiał być z komentarzem:

– Mam nadzieję, że nie ma tragedii.

Pytanie za sto punktów: dlaczego miałaby nastąpić? I czy ewentualne poprawki nie byłyby możliwe? Silna kobieta raczej by powiedziała: „dobra, wysyłam” i koniec, lub dodała: „pewnie Ci się spodobają te kilka hoteli, które wybrałam”.

A ja tymczasem użyłam słowa TRAGEDIA.

Idziemy dalej.

Co prawda zapisałam się na grupę, gdzie szukają osób do pracy w social media, ale to tylko jeden krok. Następnym powinno być prześledzenie ofert i wysłanie CV.

Wyskoczyła jedna propozycja na moim wallu, otwieram i… czerwona lampka mi się zapaliła w głowie. To reakcja na myśl: „PRZECIEŻ MNIE NIE PRZYJMĄ”.

No, oklaski wręcz. Jeszcze nie wysłałam swojego CV, jeszcze nawet mejla nie skopiowałam, a tu już następuje negacja.

W takim razie – w jaki sposób czakra podstawy, męska energia i pewnie jeszcze parędziesiąt innych sfer odpowiadających za powodzenie finansowe mają dobrze pracować?

Od razu stawiam się na pozycji PRZEGRANEJ.

Tak nie wygląda silna kobieta.

Tak wygląda – niezależnie od płci – ofiara.

Ofiara, bo się boi; bo twierdzi, że jej się nie uda; bo może trzeba by było coś poprawić i lepiej do tego nie doprowadzać; że przecież się nie uda, bo ZAWSZE SIĘ NIE UDAWAŁO.

Jak to ma się do twierdzenia, że jestem inną osobą, niż 5, BA!, 10 lat temu?

Czy mój umysł mógłby skończyć tę telenowelę z byciem ofiarą?

Mógłby.

Czy mój umysł tego chce?

TAK, JA TEGO CHCĘ.

Więc kończę z byciem marudą i idę wysłać to CV. Niezależnie od tego, czy mnie przyjmą, czy nie – to będzie moje małe wewnętrzne zwycięstwo. A nuż widelec?

Kategorie
świadomość

[OPKA] OBOK

https://unsplash.com/photos/_GH9LwhlSO4

– Jadę na trzy dni do Daniela – powiedziałam stojąc nad kompletnym flakiem w rozbełtanym łóżku. Znaczy, nie żeby siostra była we krwi czy coś takiego, ale sprawiała wrażenie truposza. Oddychała, a ja przez moment żałowałam, że mam węch. Odruchowo pomachałam ręką wokół twarzy, chcąc odgonić przykry zapach z tego czegoś, co leżało w pościeli.

– Tylko się nie zabij, bo cię kocham – dodałam, zamykając drzwi. Odetchnęłam z ulgą. Zaraz też przyszło mocne postanowienie, by po południu czy wieczorem zadzwonić do Magdy. Nie będę się gryźć, nie będę – pocieszałam się. Matka była temu całkowicie przeciwna, ale ja już musiałam. Po prostu musiałam, bo nie chciałam się zamienić w kolejnego flaka!

Daniel mnie dobrze rozumiał. Już stał przy płocie, znaczy on i jego samochód. Niestety nie miał szpanerskiego wyścigowca, ale mnie piętnastoletni fiat wystarczał. Nie szata zdobi człowieka.

Choć, ta szata faktycznie czasem wiele o nim mówi.

Na przykład Magda była takim leniwym człowiekiem, że nie chciało jej się ani wstać z łóżka, ani iść się umyć, ani nawet sięgnąć po tę nieszczęsną szczotkę do włosów.

– Uczesałabyś ją czasem – powiedziała matka, pastwiąc się nad fryzurą mojej siostry.

– Nie jest dzieckiem – burknęłam, podając nożyczki, żeby obcięła zmechacone czarne loki, albo przynajmniej coś, co miało nimi być. W końcu laska ma dwadzieścia pięć lat, jest po studiach i powinna iść do pracy. A ona nie, stwierdziła, że będzie takim siedmiolatkiem. Rzygać mi się chce, jak o tym myślę.

Psychiatra powiedział, że trzeba zmienić dawkę leków. Może i tak, ale mam wrażenie, że to gówno daje, nieważne, co by nie wymyślił.

– Prawdopodobnie ma lekoodporną depresję – stwierdził drętwo, wpisując coś do papierka. – Pilnujecie diety?

– Diety, a tak, dbamy o B12 i inne – powiedziałam, ale niezbyt żywo.

Kolejny specjalista z dupy to psycholog-terapeuta. Dlaczego z dupy? Bo obiecano, że pomoże siostrze i rok już tak na tej kozetce ją męczy i dręczy, i mam wrażenie, że Magda wyłazi od niego jeszcze bardziej zgnębiona, niż przed.

– Mamo, może przerwać terapię? – zasugerowałam raz, wkładając rękę do szafki kuchennej. Kopytka same się nie zrobią.

– Matko święta, zwariowałaś! – jak wrzasnęła na mnie. – Ona tego potrzebuje!

– Taaa – mruknęłam.

Oczywiście. Siostra potrzebuje. Chyba opieki całodobowej. Nic do niej nie dociera.

Na początku to byłam nawet wyrozumiała dla niej. Ba, litowałam się nad nią. Teraz myślę, że takiego człowieka tylko wywalić na bruk! Żeby to chociaż się uśmiechało, ale nieee. Ona będzie cały dzień leżeć i nic nie robić. Ło maniu, jakbym ja bardzo chciała mieć chociaż jeden taki dzień! Dzień w łóżku, bez robienia czegokolwiek!

Daniel mówi, że kompletnie siory nie rozumiem i po co ją w mieszkaniu trzymam. No bo mi matka ją na chatę wniosła, normalnie. Sama nie chce mieszkać z tą debilką, to stwierdziła, że nauczę się trochę empatii do ludzi.

I nawet raz mi się udało. Jak przeczytałam kawałek jej pamiętnika, który oczywiście trafił do mnie przypadkiem.

Ostrzegam tylko, że jest całkowicie mroczny, ciężki i prawdopodobnie po wszystkim będziecie chcieli iść do kibla.

Ciągle chce mi się płakać. Nie mogę przestać, nieustannie ryczę w poduszkę. Boli, ten cholerny kamień na sercu parzy niemiłosiernie. Nie chce się żyć. Nie chce się nawet być. Wiem, nikt tego nie zrozumie. Nikt mnie nie kocha, boli, boli… jprdl… ciemność spowita przede mną, nade mną, obok mnie, dlaczego nikt tego nie chce zrozumieć? Jeba-any… aaa, chcę zniknąć, nicość, nicość, sen, zaraz zapadnę w sen…

tylko że to kurwa już nie działa

nikt nie umie zrozumieć, jak ciężko się podnieść. A ja zwyczajnie nie mam sił. Jakby kompletnie coś ze mnie wyssało tę życiodajną energię

skąd inni na to mają to nvm

idę se spać

Tak, wiem, miało być straszniej, ale dalej jest straszniej, tylko mi się nie chce w to wchodzić. Serio, nie mam zamiaru stapiać się z cierpiętnictwem świętej Magdaleny z domu Ożarskich. Wystarczy mi mój własny krzyż. Matka oczywiście mnie za to opierdala, że czemu tak traktuję siorę. Oczywiście, że ją kocham, ale ja też chcę normalności. Chcę, żeby chociaż raz wstała z łóżka, bo nie zrobiła tego od dwóch miesięcy!

– Jestem – powiedziałam smętnie, widząc, jak członki siostry próbują dać znać, że żyją. Daniel tymczasem sprawdził, czy Magda nie zmajstrowała czegoś z gazem i innymi opcjami, ale powiedział, że ten odór to z jej niemycia się. I jak mnie nagle coś wzięło, tak gwałtownie wzięłam siorę za rękę i brutalnie wsadziłam ją całą pod prysznic. Może się trochę opamięta?

Kategorie
świadomość

[ŚWIADOMOŚĆ] Niezbyt odkrywcza myśl


Może nie jest to jakoś wybitnie odkrywcza myśl, ale… to jest coś, co odkryłam po trzydziestce. Czuję, że przestałam być zabawką umysłu. A co więcej – mam głębokie poczucie, że TERAZ idę wyłącznie swoją drogą. „Swoją drogą” to znaczy jaką? Prostą. Pomysłu nie wzięłam „bo na social mediach można dużo zarobić”, pomysłu nie wzięłam, bo „ale szpan” i pomysłu nie wzięłam, bo „rodzice tak stwierdzili”. Zawsze mnie ciągnęło do reklamy, social media itd. Tylko że prawdopodobnie brakowało w tym wszystkim wiary w siebie i przede wszystkim DECYZJI. Tak, zawsze pojawiało się coś na przekór. A bo pieniądze, a bo tamto, a bo siamto. Tylko że w trakcie tych przygód mój umysł się mną bawił jak laleczką. Dosłownie. Raz postawił ją nad przepaścią, to stwierdził, że ma sobie radzić sama. Innym razem postanowił, że lepiej jej będzie w worku na śmieci. Ostro, co? I sytuacji, i wahań było coraz więcej, emocje, wahadła i inne dziwne rzeczy… ale nauczyłam się nie dawać strachowi. To była długa i ogromnie bolesna lekcja. Przestałam też wgłębiać się w wahadła, bo nie znoszę, kiedy coś w pewnym momencie mi daje lewym sierpowym w prawe oko. Cała ta heca zaczęła się kończyć w jednym, prostym momencie.
KIEDY ZACZĘŁAM SIEBIE SŁUCHAĆ.
Można to osiągnąć na różne sposoby. Mnie pomogło poczucie bycia mocno osadzoną w sobie.
I kiedy tak przebywałam ze sobą, miałam do czynienia z milionem myśli. Często pełnych smutku, wahań, niepewności.
A jednak!
To sprawiło, że nauczyłam się siebie słuchać, nie bać się robienia tego, co kocham.
Można powiedzieć – uczę się ŻYĆ!
I chyba zaraz jednak kupię ten kurs dla social media tigers, lol, bo czemu nie, kocham robić coś na spontana, haha 😀

Kategorie
świadomość

[ŚWIADOMOŚĆ] Pozory mylą

Jeszcze jestem przed obroną dyplomu, ale już sobie tworzę wizję kolejnych lat. No bo wiecie – studia pisarskie oprócz dyplomu niewiele dają. Naprawdę. I pewnie po wszystkim napiszę „to była niesamowita droga”, ale nie przez to, co się działo na zajęciach. Raczej przez to, co się działo i dzieje w moim środku.

A co się dzieje?

Szczerze, zaczynam iść własną ścieżką. To udowadnia dzisiejszy sen, który z pozoru jest głupotą. No bo wiecie, jestem osobą niedosłyszącą, noszę aparaty słuchowe. A dziś przyśniło mi się to:

na głowie mam aparat słuchowy i ten wężyk zwisa mi nad twarzą i jest pocięty tuż przed wkładką.

No głupie, prawda?

No właśnie NIE!

Z duchowego/biologicznego/itd. punktu widzenia niedosłuch mówi: „czego nie chcesz słyszeć”. Odpowiedź na to wyklarowała się w zeszłym roku: SIEBIE.

No dobrze, skoro mam już ten aparat słuchowy uszkodzony, to znaczy, że on już nie jest mi potrzebny, bo słyszę SIEBIE.

Co ma piernik do wiatraka?

W zeszłym tygodniu zastanawiałam się nad magisterką z bibliotekoznawstwa. Tylko pojawił się jeden problem: to był cały czas plan mojej mamy. To ona chciała, bym poszła na ten kierunek. Swoją drogą, o wiele sensowniejszy dla mnie, niż randomowa polonistyka w szkółce niedzielnej. Ba, przeglądałam nawet program zajęć. Ciekawe, ciekawe… no, ale czy to jest MÓJ PLAN? W końcu, zdesperowana, że ciągle podążam cudzą ścieżką, stwierdziłam, że pierdolę to i przestałam się zajmować tematem.

Pisanie licencjatu zbliża do decyzji, „co po tym”. Na pewno nie będę kontynuować studiów pisarskich, nawet jakby ciągnęli mnie młotem i kowadłem na to. No, więc magistry szukać, no bo dobrze mieć coś wyżej, konkretnego, prawda?

Właśnie – MIAŁAM CHOLERNIE DUŻE UCZUCIE, ŻE POTRZEBNY MI KONKRETNY KIERUNEK. Taki stricte. Wiedza specjalistyczna.

W trakcie głodówki, po seminarium, zaczęłam grzebać w internetach. Wiecie, wpisałam „social media studia” i są studia I stopnia, które teoretycznie są w temacie, ale mnie interesuje magisterka.

Na scenę wkracza on!

W całej swej niezłomności i okazałości, z piękną katedrą mariacką i wspaniałym dźwiękiem słyszalnym o dwunastej w południe…

Źródło: wikipedia

Tak, chodzi o Kraków.

A konkretnie tamtejszą Akademię Górniczo-Hutniczą, która w podyplomówkach oferuje konkrety o social media. Jest SEO, snapczaty i inne cuda, a najlepsze, że program jest aktualizowany na bieżąco. Pięknie to wygląda. Tyle że jest pewien szkopuł.

Podyplomówki kosztują.

4500 złotych za całość, czyli za dwa lata. Można rozłożyć na dwie raty. To i tak dla mnie w tej chwili gigantyczna suma.

Tyle że pan aparat, położony na blacie biurka krzyczy do mnie: PIT!!! PIT!!! PIT!!!

Otóż – mam wprawo wpisać aparaty do PITu, wtedy dostanę jakiś zwrot za to.

Liczę, że będzie to taka kwota, która pozwoli mi na rozpoczęcie studiów social media na AGH. Tego się trzymam. I już wiem, że chcę na nie iść, bo po prostu się na nie zwyczajnie NAPALIŁAM.

(:

Kategorie
świadomość

[ŚWIADOMOŚĆ] Przestań kopać

Masz doła? No wiesz, taki stan, w którym chcesz przestać być, a Twój logiczny tok rozumowania nagle mówi Ci, że zejście na Ziemię było jedną z najgłupszych rzeczy, których dokonałeś/aś.

W powiedzeniu „jeśli masz doła to przestań kopać” kryje się mądrość, którą być może wiele psychologów nie akceptuje. Ale jak to, możemy mówić człowiekowi, by się uśmiechnął, jeśli ma dolinę jak stąd do Niagary?

Możemy, bo uśmiech zmienia nasze wibracje.

Tak, tak, wiem, ukryta depresja i takie tam. OK.

Tyle że w tym powiedzeniu wcale nie chodzi o to, by nagle udawać, że rzygasz tęczą. O nie – nawet nie chodzi o to, byś wypierał emocje.

Źródło: http://liczilex.pl/2021/01/16/pozytywne-nastawienie-i-akceptacja/

Jesteś w danej sytuacji. Złej, dobrej – jeden pies, ważne, że fatalnie się czujesz. Co robisz? Możesz napisać wiersz stulecia o Twoim smutku, ale chyba nie masz zamiaru potem nim torturować licealistów w szkole. Dobra, więc to odpada. Dalej… iść na kawę z przyjaciółmi. Hmm, pomysł świetny, ale raz:

a) wszyscy Twoi znajomi wynieśli się z Pcimia Dolnego lub o Tobie zapomnieli;
b) trwa plandemia, więc możecie zrobić atak na galerię handlową, a potem pochwalić się najazdem policji na Wasz piknik;
c) Twój przyjaciel właśnie Ci powiedział, że spotkacie się po plandemii, bo nie chce narażać innych na niebezpieczeństwo. Szczególnie, że Ty nie nosisz maseczki, a on nosi, ale zapominając zakryć nosa.

Na całe szczęście, dziś większość osób nosiła prawidłowo :V.

No więc – co możesz zrobić, będąc w dołku?

Zaakceptować go.

Tak długo, jak długo będziesz w sytuacji, która go wytwarza, będziesz z nim żyć. To taki Twój kolega, tyle że pokazujący tę mroczniejszą stronę Ciebie. Możesz do niego mówić „wypierdalaj”, ale ponieważ sytuacja trwa i trwa i ani widu, ani słychu ratunku, potraktowanie delikwenta ostrymi słowami działa krótkoterminowo.

Ty, a może zacząć się lepiej odżywiać? Pójść do pracy?

Możesz, czemu nie. Jeśli Ci tylko budżet i miejsce, i zdolności na to pozwalają. Jest tylko jedna rzecz. Twój dołek niekoniecznie musi się z tego brać. Jeśli się nie bierze, to w dalszym ciągu zostaje Ci relacja ja-kolega.

W moim przypadku ten kolega chce mi powiedzieć to, co wiem od dawna. Źle się tu czuję i tak dalej, zresztą nie będę tu rozkminiać swojego prywatnego życia. Kto ma wiedzieć, ten wie.

Ale kolega nie chce zejść ze sceny i co wtedy?

Przede wszystkim – TO KOLEGA.

To nie Ty, bo idąc tokiem rozumowania tęczowych new age’owców, jesteś czystą miłością, światłością, tęczą niekoniecznie LGBT, no i samym uśmiechem. Czy jakoś tak.

Istotnie, mówię tu, że dołek to kolega po to, byś miał ułatwienie do poczynania obserwacji.

Obserwacja to stan, w którym obserwujesz. Nie utożsamiasz się z kolegą, nie wdajesz się z nim w jakiś zażyły kontakt. Kolega jest i tyle. I będzie, póki Twoja sytuacja się nie zmieni.

To oczywiście nie sprawi, że na wierzbie pojawią się gruszki. Spowoduje jednak, że tok rozumowania „po co tu jestem, niepotrzebnie żyję” będzie mniej ciążyć. A może nawet zniknie?

Wszystko mija. Dołek też, a wraz z nim sytuacja, w której się zagnieździłeś/aś.

Powodzenia sobie i Wam!