[RECENZJA] Good Fortune / Anioł Stróż

TO NIE JEST DOBRA KOMEDIA

„Good Fortune”, czyli „Anioł Stróż” nie zarobił wielkiej fortuny w kinach. Wcale się nie dziwię, bo chciano go lansować jako komedię. Problem w tym, że to komedia kijowa.

Za to jako film z kategorii ładnych, uduchowionych, głębokich, o życiu po prostu – jest sztosem.

Zacznijmy od tego, że to jedna z wielu historii o zamianie ról. Anioł Stróż – Gabriel (Keanu Reeves) – marzy o dokonaniu czegoś wielkiego i jak przystało na komedię, robi to. Otóż, dokonuje wielkiego burdelu w życiu Jeffa (Seth Rogen). Z bogatego kolesia wpada w prozę życia wielu Amerykanów, żeby nie powiedzieć ludzi po prostu. Cieszy się z tego Arj (Aziz Ansari), który wskakuje na jego miejsce.

Powyższy opis niezbyt dokładnie oddaje to, co się naprawdę zadziewa w tym zaledwie półtoragodzinnym (!) filmie. Serio – sporo się dzieje, ale chodzi o to, jak głębokie to jest. I że film WIE, czym gra, jakie schematy chce ogrywać i rezultat jest taki, że na końcu czułam się zaskoczona.

CO JEST NIE TAK Z HUMOREM?

Powiem tak: przez pierwsze pół godziny widzimy życie Arja w krzywym zwierciadle. Jest śmiesznie, ale ten humor… no właśnie. Mnie nie rozbawił. Początkowo myślałam, że za bardzo skupiam się na jedzeniu i jest ono ważniejsze od tego, co się dzieje na ekranie, ale ej – to nadal oznacza, że jest dennie.

I dopiero wtedy, kiedy olałam kwestię humoru, gatunku do którego przypisany został ten film, zaczęłam się naprawdę dobrze bawić. Jasne, były ze trzy sceny, które rozwaliły mnie śmiechem, ale takim słodko-gorzkim śmiechem.

Bo „Good Fortune” to jest właśnie taki piękny, słodko-gorzki film. O prawdziwym życiu. Z jednej strony chce on mówić, że niezależnie, jak gówniane masz życie, warto się z niego cieszyć, a z drugiej Ci mówi: „kurwa, stary, tak mi przykro, jak bardzo Cię rozumiem, że czujesz się jak gówno”. I to jest na swój sposób piękne.

Piękny też – o czym wszystkie panie z… dobra, bo jeszcze napiszecie, że to rasistowskie 🤣🙃🙄. Generalnie nie brakowało opinii „ale ciacho” o Gabrielu i powiem tak. Jeżeli uważacie go za przeciętnego aktora, to może i macie rację. Jednak Aziz, pisząc scenariusz, to chyba miał w głowie jedno: „tekst ten dedykuję Reevesowi”. Uważam, że ta rola nie tylko jest napisana pod niego, to jest rola, w której tylko Reeves się sprawdza. Nie wiem, czy to wynika z jego charyzmy, czy z głębokiego rozumienia tego, co się właściwie dzieje na ekranie.

I jeśli mam tu fanów duchowości – to tak. To jest film dla Was. Gwarantuję Wam, że znajdziecie tu sporo wartościowych treści, które być może nawet Was wzruszą. Mnie wzruszyły.

Tytuł: Good Fortune
Główne role: Seth Rogen, Aziz Ansari, Keanu Reeves
Scenariusz, reżyseria: Aziz Ansari
Ocena: 7/10