[JASNOWIDZENIE] Jeśli pójdziemy dalej

Mamy takie założenie, że idziemy jako ludzkość dalej. Widzimy możliwości, by niemożliwe stało się możliwe, że skoro Finlandia chce w NATO, a wydarzyła się koronkoza, to teraz nie mamy oporów przed nowymi schematami. Problem polega na tym, że część z nas nadal chce być w starym, a część z nas zaczyna już przerabiać zupełnie nowe rozwiązania. Czuję, że już jesteśmy na pierwszych centymetrach zupełnie nowego otwarcia, bo udało nam się przedrzeć do najlepszej z możliwości rzeczywistości. Rosji również, ale nie oznacza to, że droga dla niej będzie łatwa. Wręcz przeciwnie.

Zacznijmy od kryptowalut, bo to ma horrendalnie ważne znaczenie. Ukraina i Rosja stają się areną testów tej metody. I owszem, bitcoin oficjalnie został zbanowany na terenie Federacji, ale z tego, co zrozumiałam z przekazów, to Rosja sama tworzy własny system. Z kolei Ukraina idzie drogą, której nie można nazwać ciemną, ale że tak określę, potencjały nie są jasne, jeszcze jest zbyt dużo burdelu w przestrzeni. Jednak moim zdaniem mamy tu wahadełko kryptowalutowe na linii Rosja-Ukraina, ale sam rozwój sytuacji dopiero będzie.

Rosja

Rosję czekają niezwykle trudne czasy, jeśli chodzi o przeobrażanie się świadomościowe. Partia Komunistyczna chce powrotu do flagi czerwonej, ZSRR. Oczywiście, nasze koffane kraje zachodnie widzą, że to jest złe i mediościerwa tym straszą, tak samo jak straszą, że och – jakiś znaczek wojskowy Rosji, to tego znaczka nie można obrażać. Mam wrażenie, że Rosja staje trochę przed bardzo podstawowym zadaniem w kwestii energetyki.

USZANOWANIE ŻYCIA PRZODKÓW.

Nas się straszy, że teraz Rosja wchodzi w faszyzm i inne bzdety, a ja jednak odczuwam to jako rozpoczęcie zakończenia nauki szacunku wobec przodków. Ogólnie rzecz biorąc, w Federacji przed tym wybuchem w lutym trwały rozmowy o genetyce carów rosyjskich, oni chcieli znać więcej szczegółów. Teraz – jak zawsze, przed 9 maja, przed Dniem Zwycięstwa – jest pełno znaków ZSRR na ulicach Rosji. Mediościerwa uprawiają narrację w stylu „to straszne”, ale właśnie NIE. To jest piękne, to jest najwyższa oznaka szacunku wobec przodków. Ba, Wojna Iwana, Wielka Wojna Ojczyźniana była czymś ekstremalnym. I teraz, odnosząc się do tamtego okresu, Rosjanie także kończą jakiś etap energetyczny swego narodu.

Ale mamy przecież iść dalej, prawda?

Rosja prawdopodobnie będzie – zgodnie z planem – odcinana przynajmniej na trochę od Europy, USA. Te ciemne powiązania z Niemcami nie chcą puścić, ale być może obecny aktywny konflikt na Ukrainie ma doprowadzić do tego, że puści to wszystko.

Niestety, dla samych obywateli Rosji ja nie widzę łatwych czasów. Oni muszą zrozumieć pewne rzeczy i będą raczej chcieli iść w stronę pokoju. Przemiany będą spore, bo nie wiem jak z kwestią Putina, ale ten nie będzie żył długo, na moje skromne oczko przeżyje od roku do dwóch lat. Po tym będzie wybuch energii, a następnie ogromne przemiany porównywalne do rozpadu ZSRR. Tylko wtedy faktycznie ZSRR nie miało wyjścia i zwróciło się do USA, co niekoniecznie było dobrym pomysłem. Natomiast w chwili tamtej, w której to wszystko absolutnie pęknie, w którym ludzie zaczną tworzyć własne kooperatywy, poszanowanie prawa do samostanowienia Rosji będzie utrzymane. Wszyscy ludzie, którzy współpracowali z Putinem będą odsunięci i może osądzeni. Absolutnie wszyscy. Mało tego, obecni kandydaci – może poza jednym, ale nie zapadła zdaje się konkretna decyzja na przestrzeni i wcale nie chodzi o Nawalnego – wymieniani jako następcy Putina także zostaną odsunięci. Rosja będzie chciała iść w stronę nowoczesności, to widać, ale niekoniecznie będzie to na zasadzie „sprzedamy się USA”. Powiem nawet, że Duma Państwowa nie do końca będzie tym, czym była w latach 90′ i tym, czym dziś są demokracje, a na pewno nie będzie tym, czym jest obecnie (fasadą). Pojawi się jeszcze coś kobiecego, ale jest to na razie mało szczegółowe. To jednak jest bardzo długa i kręta droga, w której najpierw Rosjanie muszą dokończyć proces akceptacji swojej przeszłości, a następnie muszą wdrożyć nowe myślenie, dzięki któremu teren ten przestanie być opiatowy i alkoholowy. Ufff, a teraz czas podyskutować o reszcie świata.

Chiny

Chiny tak się przyczaiły w krzakach, że chyba do wyboru nowego szefa Partii nie będą chciały wyjść z nich. Dobra wiadomość jest taka, że wybory na wrzesień są. Zła zaś taka, że nadal nie widać na horyzoncie konkretów, choć pojawiają mi się jakieś rozmowy z Putinem, ale ciągle nie będzie to znaczące. Czyli nic nowego. Na terenie Chińskiej Republiki Ludowej ma chyba miejsce jakaś operacja wojskowa, z racji tego, że i tam ludzie się budzą. Niestety, moim okiem, ta przestrzeń jest dla mnie zasłonięta, zresztą to Chiny.

USA

Będzie wydarzenie na giełdzie, ale to wydarzenie już jest zapowiadane, FED się do tego przygotowuje. Jednak od niego wydarzenia w tym kraju znacznie przyśpieszą, proces nie będzie w stylu chińskim, czołgającym się, a takim bardziej „bum”. Na razie trudno powiedzieć, co i kiedy nastąpi, bo najpierw ma nastąpić ogólny spokój w kontekście Rosji i Ukrainy. I tak – dotyczy to całego świata, choć teoretycznie, w Afryce i Azji bardzo dużo się dzieje, ale Ełropa dostrzega tylko własny tyłek. No i wracając do tego tyłka…

POLSKA

Mam dobrą i złą wiadomość. Zła jest taka, że nie wykorzystamy potencjału sytuacji z Ukrainą. To w dalszej perspektywie – dużo dalszej – może co prawda nam przynieść trochę profitów, ale na teraz, na chwilę obecną obecne działania nierządu PiS będą opisywane jako „niewykorzystany potencjał”. Jednak, USA wykazuje pewną słabość, więc jeśli wszystko – absolutnie wszystko się tam zwali, a do tego przestrzeń zmierza, to możemy ugrać coś bardzo dobrego. Inna rzecz, że wracając do tu i teraz. Polacy będą wkurwieni, ale nie w Internecie, tylko na żywo. Mediościerwa już zaczynają pokazywać spadające sondaże, natomiast to jeszcze nie jest ten czas. My musimy zrozumieć, że MAMY KURWA WPŁYW NA NASZĄ RZECZYWISTOŚĆ, NA TO, CO SIĘ DZIEJE W SEJMIE. I może to brzmieć tęczowo, ale chodzi o uruchomienie tego naszego polskiego wewnętrznego bohatera, skorego przecież do działania! Od listopada, gdy tzw. czakramy narodowe będą w pełnym ruchu, będziemy obserwować zmianę mentalności społeczeństwa polskiego. I to nie będzie zmiana na zasadzie wyjście Strajku Kobiecego, tylko prawdziwa, realna praca. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli opozycja postanowi w przyszłym roku zrobić wybory i utworzy tzw. rząd techniczny, to powiem Wam, że w tych wyborach NIE WIDZĘ EGO. WIDZĘ ŚWIATŁO. I to jest zajebiście dobra wiadomość, i tym optymistycznym akcentem kończę.

Dobry Wujek Sam i towarzysz Xi, czyli piękny sen o Świetle

Rosja obnaża prawdę, ale inaczej

Gdy patrzę na Chiny, to nie rozumiem tego, co widzę

Gdy 24 lutego Federacja Rosyjska zaatakowała Stany Zjedn… znaczy, Ukrainę, miałam dwa wrażenia. Pierwszym był szok, ale w sumie dlaczego? Jak USA zaatakowało Irak, to go nie było. Drugim zaś wrażeniem było uczucie, że to dzieje się dla naszego najwyższego dobra.

Za Chińską Republikę Ludową nie umiałam tego zrozumieć. Podejrzewam, że inteligentna osoba ma w tym przypadku dwa wyjścia. Pierwszym z nich jest analiza i grzebanie w różnych materiałach. Drugim jest akceptacja – zrozumienie, że dzieje się proces. Ponieważ jedno bez drugiego jest na tym etapie prawie niemożliwe, to wchodzenie w różne historie opowiadane przez media, opowiadane przez foliarzy (serdecznie pozdrawiam!) się rozpoczęło.

Śpieszmy się kochać teorie spiskowe, tak szybko stają się faktami

Wolność to stan umysłu

Uporządkujmy trochę fakty. Choć teorie spiskowe straszą o jednym, wspólnym rządzie, to nie muszą. To już jest, ale nieoficjalnie. Wielkość terenu jest niemożliwa do zarządzania przez jednostkę. No chyba, że jest się bogiem. Wtedy może. Dlatego geniusze z masonerii postanowili stanąć na wysokości zadania i porozdzielać trochę świat. Cztery główne odłamy masonów (specjalnie jakby co zawyżam). Chiny, USA, Kościół i Rosja.

Panowie siedzą przy stole, w sali konferencyjnej i rozprawiają o sprawach świata. Chińska Republika Ludowa, choć nie lubi USA, to jednak nie lubi też wybitnych jazd na swoim terytorium. Stara się być w miarę neutralna, choć – po prawdzie – jej siłą jest ekonomia. To ich narzędzie do potyczek, przynajmniej póki co. I tak jak prawie zawsze, tak i teraz, tamtego wspaniałego dnia postanowiła stać trochę z boku.

Niestety albo stety, projekt Wuhan trochę wymknął się spod kontroli, CHRL postanowiło to wykorzystać do lekkiego foszka i sobie pomyślało „hmmm, a gdyby tak… zawładnąć światem?”. Popatrzyła na Rosję i widziała, że ich przywódca jest taki jakiś niezbyt przekonany, że projekt Wuhan należy szorować.

Ale USA nie miało żadnego problemu. To znaczy – do pewnego momentu. Bo oficjalnie na ich ziemiach nie było jeszcze tak źle, gdy w Europie wszystko z pozoru zaczęło się sypać.

Ale jakieś wspólne plany wypadałoby ustalić, prawda?

Więc przywódca USA zagadał do Rosji, by ustalić lepszy, nowy porządek świata.

Tymczasem bardzo świadomi ludzie stwierdzili „pierdolić to” i zaczęli uprawiać foliarstwo. Niektórzy wyszli z programowania telewizji i osiągnęli wybitnie wysoki stan świadomości, inni zastąpili jedno programowanie innym programowaniem. Spoko. Każdy ma wybór.

Historia pokaże, że Chiny podjęły najwłaściwszą decyzję

Nikt nie chce mnie słuchać, ponarzekał jasnowidz Nazar

Jako że Chiny to Chiny i nie wiem, czy dążenie do ich zrozumienia ma sens, ustalmy jedno. Wszyscy z zaciśniętym pasem czekali na ich reakcję. I co prawda złożyły oświadczenie dopiero w weekend, tak spodziewałam się, że w środę mogą dołożyć coś jeszcze. Prowadzą one dwie narracje: jedna dla Zachodu, druga dla Azji i Afryki. To pierwsze to ściema PR-owa i praktycznie nie należy przykładać wagi do tych słów. Za to za tą drugą jest znacznie więcej prawdy. I tu się zaskoczyłam, bo wynikałoby z tego, że w naszych zachodnich mediach jest tyle manipulacji, ile z Gorzowa do Włoch. Wracając do oświadczenia, ono w środę nie wypłynęło. Jednak przed nami wciąż kwiecień, a kwiecień może w tej materii przynieść ogromnie dużo wydarzeń. Poczekamy, zobaczymy. W międzyczasie jednak na ich terytorium zostały zamknięte kolejne miasta. Szenzhen na przykład. Tam toczyła się rozgrywka polityczna, negocjacje, pertraktacje między nimi a USA. Dla CHRL sprawa poszła nie tak jak powinna, ponieśli porażkę. Coś może trzeba było dofinalizować, więc Stany wysłały dodatkowego – ważnego – dyplomatę. CHRL wiedząc o tym doskonale, bo w końcu wywiad i informacja o gościu, zdecydowało się na ostrzeżenie USA. W jaki sposób? Zestrzeliło samolot na pokładzie którego znajdowało się ponad sto osób. Oczywiście, ani Zachodu, ani Chin ta sprawa nie obchodzi. Cóż.

Będąc jasnowidzem nie powinno się patrzeć na wizje innych

A Rajska prosi, byśmy nie zadłużali swoich braci Polaków ze… znaczy, braci Ukraińców

Wróćmy na Zachód, bo teraz jest on znacznie ważniejszy. Bo nikt nie zwraca uwagi na Syrię, Jemen czy Somalię. To Polska znów jest w centrum uwagi, a Ukraina szoruje narrację straszaka „Rosja was zaatakuje, nie jesteście bezpieczni”, powiedział podstawiony bohater narodowy pochodzenia żydowskiego, pan Zeleński. No, co? Zawsze, kiedy masoni potrzebują wyreżyserować spektakl, dostarczają nie tylko straszaka, ale również i bohatera narodowego. A ponieważ zarówno Trudeau, jak i Merkel, jak i Putin byli w tej samej szkółce, co Zeleński, oficjalnie związanej z Ekonomią (haha), prawdopodobieństwo na to wynosi jakieś 90%. No dobrze, niech Wam będzie, 99%.

Oczywiście, Polacy jak zwykle wybiegli z pomocą do bratniego narodu, uciekającego przed szitem. Piękna sprawa, aż byłam dumna. Ale jednak, większość z Ukraińców uczyła się czy to angielskiego, czy to polskiego, planując wyjechać. Zwłaszcza młodzi i to widać. Oraz wszyscy jasnowidze jak jeden mąż zaczęli odczuwać sytuację nie jako masowa ucieczka przed horrorem, ale jako operacja zwana przesiedleniem.

I dwie sprawy. Bardzo ważne.

Media oczywiście będą pisać o przypadkach, które służą PODZIAŁOWI. Ale… nie chce mi się. Człowiek to człowiek, co za różnica, czy z Italii, Odessy, czy z Hiszpanii? Zresztą mam swoją metodę, która nie bierze się z sufitu.

Póki co, radziłabym się skupić na pozytywnych historiach. Na przykład wejdźcie sobie na tik toka, załóżcie konto i poszukajcie kogoś z Ukry, kto jest uchodźcą. I zobaczycie ich wdzięczność, zobaczycie też, że jak gospodarz nie umiał gotować, to rodzina z Ukrainy wzięła się do roboty i po prostu mu go przyszykowała. Tylko skupiając się na pozytywach w bracie zobaczymy brata.

Białoruś. Ukraina. Rosja. Kraje Słowiańskie. Wszyscy jesteśmy braćmi. No, Czechów bym wymieniła, ale oni jak zwykle po swojemu pójdą.

Chodzi o to, że trzeba sobie uświadomić jedną, bardzo ważną rzecz.

ABSOLUTNIE WSZYSTKO JEST ILUZJĄ

DUALIZM JEST ILUZJĄ

Dualizm, czyli podział na dobro i zło. W tej chwili narracja jest taka: Rosja zaatakowała Ukrainę. To bardzo złe. Ale pamiętacie, jak mówiłam o tym dziwnym uczuciu, że dzieje się bardzo dobrze? Przecież na dobrą sprawę, operacja wojskowa zwaną wojną to nic dobrego dla ludzi. Jest wiele ofiar i bólu. Dlaczego więc miałoby to być dobrym procesem?

Na pomoc przybywają foliarze, którzy sprawdzają teorie spiskowe. Dowiedzieć się więc możemy, że na Ukrainie jest od ciula i trochę laboratoriów biologicznych, pracujących nad niebezpiecznymi rzeczami. To znaczy: wojska rosyjskie faktycznie osiągnęły swój cel i je zniszczyły. Problem polega na tym, że tam było w ciul dużo kontyngentów wojskowych – z różnych państw. Dlatego mogło to przysporzyć trudność. Trochę też się zjebało, jak nastąpił wyciek planów rosyjskich. Ale dobra, najgorsze już wytrzebili, teraz czas na delikwentów, którzy są banderowcami. Można wierzyć lub nie, ale wszyscy pamiętamy, co się wydarzyło w 2014 w Odessie?

Właśnie. Straszą nas wizjami, straszą nas nagraniami ze zbrodni wojennych Rosjan. Problem polega na tym, że mi się za cholerę nie chciało zgadzać. Spójrzmy na mapę Ukrainy.

Mi się cała pokazała jako czerwona. No dobrze, jest wojna, to chyba logiczny kolor? Żeby to dookreślić postanowiłam spojrzeć na pozostałe kraje. Zdziwiłam się ostro, bo w innych też panowała taka barwa. Więc może chodzi o aktywność? Poza tym sprawa granic przy Mołdawii mnie zaaferowała. Odessa. 2014. Miejsce czarne i mroczne, wręcz demoniczne. I wtedy się dowiedziałam, co się tam stało. Istna masakra. No dobrze, ale skoro było tam tak strasznie, to dlaczego reszta terenu Ukrainy – gdzie przecież jest strasznie, bo wojna – jest inna? Zaraz, zaraz… ten kraj jest wymęczony. Ma serce, które jeszcze bije, ale jest jak po biegu, jest jak w stanie agonalnym. Serio? Jeśli operacja wojskowa Putina nie znajduje się we wszystkich miejscach na Ukrainie, to dlaczego CAŁY kraj jest w tak strasznym stanie? A dodam od siebie że w tej chwili są tam już inne kolory. Zdumiewające jak na tak straszne rzeczy, które tam się dzieją. Zielony, światło (to akurat jest konsekwencją działań papieża).

Powyższe studium przypadku dosadnie wręcz uświadamia, że ocena, osąd, dualizm jest całkowicie bez sensu. Procesy po prostu są, zachodzą i dzieją się cały czas, nieważne, czy w czasach historycznych, czy w czasach niehistorycznych.

W przyszłości ta data będzie podawana jako punkt kulminacyjny, powiedział specjalista od geopolityki

Miłość: ej, dobry pomysł, ale zrobię to po swojemu, ok?

Jest nieskończenie wiele możliwości. Teraz warianty się znacznie upłynniły, mamy wpływ na przestrzeń na takim poziomie, na jaki nie zasługujemy. Bo większość ludzi kompletnie nie rozumie działania energii. Mało tego, robi jakieś bzdety, zamiast skupiać się na życiu. Zachodzące procesy są i będą zachodzić. Polska będzie bezpieczna, ale na tę chwilę musimy przygotować się do niesamowicie wysokiego kryzysu ekonomicznego, porównywalnego do tego z lat 90′, jeśli nie większego. I o ile można za to obwiniać CHRL czy Federację Rosyjską, to prawda jest prostsza. Mentalność, proszę państwa. Ponad 2 miliony luda na terenie RP swoje robią. Na nasze ogromne szczęście, te miliony Ukrów, które tu się znalazły w razie czego staną do wspólnej imprezy ogólnoświatowej, rękę w rękę z Polakami, których będą traktować jak swoich braci.

[JASNOWIDZENIE] Ruch należy do Rosjan

W tym tygodniu wyjątkowo mało sprawdzałam, co się wyprawia w przestrzeni. Zamiast tego odsłuchałam, co mówią inni jasnowidze. Co prawda nie jest to zalecane, ale ta konfrontacja daje mi pindylion punktów do uciechy dla ego. Tak, bawię się tym, choć sytuacja jest bardzo poważna i jeszcze będzie zaskakująco.

Świadomość zbiorowa skończyła jedną lekcję: plandemię. I z pozoru wygląda na to, że NICZEGO SIĘ NIE NAUCZYŁA. No dobrze, może trochę przesadzam, wszak wiele osób zaczęło myśleć i wyłączać telewizję. Ano właśnie, zrezygnowano tylko z jednego medium twierdząc, że są tam same kłamstwa i bzdury.

Teraz zatrzymaj się, choć wątpię, że akurat to dotyczy Ciebie, ale, może. Do rzeczy.

Jeśli w jednej sprawie media kłamią, dlaczego zakłada się, że w innej mówią prawdę?

Ja nie wiem, jak to się dzieje, ale już drugi raz okazuje się, że to, co wyniosłam ze szkoły powszechnej w jakiś sposób się przydaje. Normalnie: niemożliwe, a jednak!

Otóż, w ogólniaku mieliśmy lekcje o II WŚ. Co prawda rozszerzona historia, dlatego obejmowała te wszystkie ważniejsze zagadnienia. Był tam pokazany wycinek prasowy z WRZEŚNIA 1939 roku, z Polski. Kwestia taka, że tam były bardzo optymistyczne i górnolotne słowa, w stylu „damy radę”. Tę narrację prowadzono bodajże przez parę miesięcy, a kolega zapytał wprost: czemu oni opisywali to w ten sposób? Odpowiedź prosta: morale.

Musimy pamiętać, że na stopie wojennej NIKT nie ma racji, bo każda strona prowadzi własną propagandę. Nie dość, że ma ona zachowywać morale, motywację do walki, to jeszcze może ustawiać na linii podziału: „paczajta, ale ten zły!”.

Istotnie, jest taki odrażający, bardzo bolesny plakat nawołujący do uciekania przed ruskimi. Chyba wszyscy wiemy, o który mi chodzi, a ja odpuszczę sobie pokazywania jego, bo naprawdę jest w nim dużo cierpienia.

I o ile to była prawda, o tyle wróćmy do czasów współcześniejszych. Gdy zawaliło się WTC wydawało się, że cały świat stanął na głowie, choć to był dopiero początek. USA oczywiście dodało do tego swoje trzy grosze i stwierdziło, że ten kraj, z tymi tu, no terrorystami, ma bombę atomową i trzeba zrobić wszystko, by nie doszło do jej wybuchu. Jak to brzmi dziś? Tragikomicznie, bo okazuje się, że żadnej bomby nie było.

Podróżnicy uczą się, że to, co nam jest prezentowane, niekoniecznie musi być tożsame z przekonaniami żyjących w tamtym społeczeństwie. Najprostszy przykład to nieszczęsne zakrycia głowy muzułmanek.

I teraz zastanów się, czy w sytuacji Ukraina-Rosja możemy komukolwiek zaufać? Dlaczego? Inaczej, ale bądź absolutnie szczery i nie udawaj, odpowiedz na WSZYSTKIE PYTANIA.

  1. Dlaczego wierzę mediom pro-ukraińskim?
  2. Dlaczego wierzę mediom pro-ukraińskim?
  3. Dlaczego wierzę mediom pro-ukraińskim?
  4. Dlaczego wierzę mediom pro-ukraińskim?
  5. Dlaczego wierzę mediom pro-ukraińskim?

Przecież jakby nie było, w mediach głównych zapanowała jedyna słuszna narracja. Owszem, może ona opisywać fakty, ale na zasadzie narracji prasy komunistycznej: „tego i tego dnia wydarzyło się to i to, potępiamy Rosjan”. Z kolei w mediach alternatywnych pojawiają się informacje, które przez FEJSBRUKA uznawane są za fakenewsy. Jakie?

Na przykład takie, że na Ukrainie było ponad 20 placówek, które opracowywały broń biologiczną. Oraz to, że Amerykanie tam sobie byli. A nie, sorry. To ostatnie wyciekło już do mediów dzięki niezwykle niebezpiecznym nacjonalistom, oczywiście czczącym wolność i niepodległość i puszczającym race na Dzień Niepodległości tego kraju z kartonu.

Czekaj, moment!

CZY TY JESTEŚ DUMN* Z SIEBIE, BO WIERZYSZ INFORMACJOM ALTERNATYWNYM?

Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to znaczy, że operację czas przeprowadzić raz jeszcze.

  1. Czy media alternatywne mogą kłamać?
  2. Czy media alternatywne mogą kłamać?
  3. Czy media alternatywne mogą kłamać?
  4. Czy media alternatywne mogą kłamać?
  5. Czy media alternatywne mogą kłamać?

Ktoś bardzo mądry zadał pytanie: „KTO TO MÓWI?”, w kontekście tego, skąd się wzięła ta informacja. I chyba jest to jedno z najmądrzejszych pytań, jakie usłyszałam. Odpowiedź na to pytanie wskaże, z jaką narracją możesz mieć do czynienia.

W ostatnich dwóch tygodniach pewna pani, która było nie było, podaje dość ciekawe informacje o tym, co się zadziewa w przestrzeni, miała mały problem. A nazywa się on „wspólne medytacje”. Intencja oczywiście piękna: pokój na Ukrainie. Jednak ludzie zaczęli narzekać, że wspólne, zbiorowe medytacje mogą być niebezpieczne, bo byty i inne kwestie. Cóż, Ajahn Brahm ma to jednak gdzieś, skoro nadal prowadzi wspólne medytacje, zaraz po wykładzie. Za to ta pani, o której wspomniałam, jęła się tłumaczyć, że kwestia dotycząca medytacji jest prosta: medytować warto, a zue siły podają, że nie wolno wspólnie robić. Oczywiście, jej wyjaśnienie było dużo bardziej rozbudowane, nam natomiast takie wystarczy.

No więc pytanie: kto tu ma rację? A może – jak twierdzi jedna z jasnowidzek (Rajska/Socha) – tu nie o prawdę chodzi? Że w zasadzie, co nam da poznanie prawdy? Wiedza, że na Ukrainie były te nieszczęsne laboratoria? Czyżby ABSOLUTNIE NIC?

W tej sytuacji pojawiły się głosy… bardzo ciekawie twierdzące, żeby nie powiedzieć „jak hipokryta”. Ale to może wina wspaniałej mapy świata przedstawiającej konflikty zbrojne na świecie, ale bez tych, co tam USA nawarzyło?

Dobrze, głosy takie: „ale, no, w XXI wieku nie wypada, by jedno państwo rozstrzeliwało drugie, prowadziło ludobójstwo”. Oczywiście wszystkie z EUROPY ZACHODNIEJ, a więc właściwie terenu, gdzie konfliktów zbrojnych nie ma wcale.

Tymczasem przypominam, że Chińska Republika Ludowa nadal prowadzi ludobójstwo, jeśli chodzi o pewne mniejszości, nadal zabija Hong Kong, a w dniu inwazyji Rossyji na Ukrainę przeprowadziła prowokację nad Tajwanem.

Przypominam również, że w Somalii jest niebezpiecznie, bardzo duża przestępczość, a już o Syrii to nikt nie pamięta, CHOCIAŻ teraz jakby na nowo zyskało popularność zdjęcie człowieka w zniszczonym domu.

Zapewne, można by było podać tych przykładów więcej, ale przecież i tak się znęcam nad czytelnikiem długością tekstu, a to JESZCZE NIE KONIEC!

Teraz dla odmiany – WRESZCIE – pora na rysunek. Ale żeby nie było, że to ściema, podróba, wsadzę również link.

Wyłączyliśmy telewizję, by poznać prawdę. Jednak niektórzy nie zauważyli, że forma przekazu jest w zasadzie bez znaczenia. I tak, proszę trzymać się foteli, bo jedziemy dalej.

Powyższy obrazek ilustruje jedną, bardzo ważną rzecz. I nazywajcie mnie szurem, jestem z tego dumna w takim razie. Ale, co pokazuje? Przedstawiciele mediów, zwłaszcza Fejsbruczka, DOSKONALE wiedzą, w jaki sposób działa energia. Przyjrzyjmy się temu.

To nie jest karma – to jest prawo energii. Ono działa i będzie działało zawsze, na przykład: na czym się skupiasz, to to rośnie. Tak na przykład, codzienne słuchanie informacji powoduje znaczny spadek samopoczucia. Niestety, to tylko jeden sposób na wywoływanie strachu wśród ludzi. A przecież to właśnie obserwowaliśmy, gdy plandemia się rozwijała. Problem w tym, że media również programują, a ściślej: hipnotyzują i to jest wbrew woli odbiorców. No, ale… Strach zawsze skutkował tym, że społeczeństwem było łatwiej rządzić. Jednak tradycyjne media to nie jedyne źródło informacji.

Są nim również social media.

VK, Tik Tok, Fejsbruk, Instagram, twitter.

Ludzie, dostawszy informację „Ruscy zaatakowali Ukrów!” się wściekli i zamiast się wyciszyć, zamiast pójść do lasu, popracować z przodkami, postanowili wypluwać z siebie wszelkie złości w internetach. Uch, tak, to stare jak internet.

Jednak polskie prawo sprzeciwia się mowie nienawiści, o, na przykład tutaj:

Art. 256 – Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

W sumie jest to tak epicko napisane, że mam wątpliwości, czy to akurat ten punkt Meta lekceważy, ale tu macie także interpretację prawną ogółu przepisów.

No dobrze, trochę nie wyszło z powyższym argumentem, wrócę więc do tego, na czym się znam, czyli do energii.

Otóż, po pierwsze, Meta wspiera negatywne zachowania. Zaprasza wręcz do wysyłania nienawiści w stronę bogu ducha winnych Rosjan (bo dlaczego zezwoli na obrażanie całej społeczności, a nie na przykład tylko samego P.?). To, jak mi się widzi, ma dwa cele:

1 – wywołanie podziału. Dzielmy się na tych superludzi, w końcu jesteśmy tacy dobrzy i pomagamy Ukraińcom, a Rosjanie wszyscy źli, zuo i w ogóle,

2 – wywołanie masy krytycznej, żeby Rosjanie dostali w dupę.

No i wszystko pięknie, jednak to ci, którzy walą z grubej rury nienawiścią dostaną w dupę. Prędzej czy później, bo energia po prostu WRACA.

Poza tym hejtowanie kogoś za to tylko, że jest Rosjaninem, żołnierzem stamtąd czy inne rzeczy – jest odrażające. Zdajesz sobie sprawę, bohaterze narodowy, który zamienił flagę Polski na flagę Ukrainy, że w chwili obecnej Rosjanie mają bardzo niewesołą sytuację? Już brakuje cukru, już nie ma McDonaldsa, Ikea się zamyka, bezrobocie zapanuje większe, części do elektryki będą jak z ZSRR… oczywiście, brzmi to trochę propagandowo, jednak sęk w tym, że obecnie trudno zaprzeczyć, że rozpad rosyjskiej gospodarki się zadziewa, a TO DOPIERO POCZĄTEK.

Więc tak naprawdę, komu wbijasz nóż w plecy swoją złością? Putinowi czy zwykłemu tamtejszemu Kowalskiemu, chcącemu jedynie normalnie przeżyć?

Woło, Panie i Panowie, dotrwaliśmy niemal do końca tekstu, albowiem jako wisienkę na torcie zechcę się z Wami podzielić informacjami, jakie dostałam niedawno. Może pewne będę powtarzać, ale przynajmniej ułoży nam się to w całość.

  • chaos, ogólnie będzie się działo i to do końca 2022 roku. Więc po tym, jak media zdecydują się zastąpić temat Ukrainy czym innym, nie spodziewaj się, że będzie to informacja w stylu „kwiatki rosną! Jest wiosna! Wszyscy na trawkę poopalać się!”.
  • jasnowidzki już mówią, że Chiny będą współpracowały ze Światłem. Wow. Tak, tę informację również dostałam i w zasadzie to mnie bardzo zaskoczyło. Co prawda nie wiedziałam, na jakim etapie jest podpisywanie kontraktu ze Światłem, ale być może to już się zadziewa.
  • Co prawda nie czuję, by w kwietniu to miało nastąpić, ale czuję, że władza Putina zmierza do kresu. Albo inaczej – on już nie jest aż tak ważny, jak wcześniej był. Cholera wie, co tu się dzieje, ale kwiecień miał być kluczowy dla zmiany władzy w Rosji. Mogło nawet dojść do zamachu na Putina. Choć wydaje mi się, że zmiany we władzy będą przebiegały bardziej pokojowo.
  • W tej chwili Rosjanie podejmują jedną z najważniejszych decyzji w swoim życiu, choć o tym nie wiedzą. Mogą zachowywać się jak Natasha i widząc dobrą stronę okrutnego zjazdu gospodarki, a więc cieszyć się, że zachodnie korpo tak dbają o zdrowie Rosjan, że z niej rezygnują. Tak, wiem, to najprawdopodobniej była ironia, ale za to jaka prawdziwa! I właśnie, Rosjanie stanęli w obliczu wyboru. ALBO pozwolą sobie na nieciekawe życie jak z 1917 roku, ALBO… będą tam robić nowy system. Zupełnie nowy system społeczny. Z tego też względu kraj jako kraj może być zamknięty na rok-dwa lata. Co ciekawe, gdy ktoś do niego po tym wjedzie, będzie miał wrażenie, że znalazł się w zupełnie innym świecie. Ale tu mówię: dużo będzie zależało od Rosjan.

Będzie ciepło, więc koniec wymówek dla spacerów

W Gorzowie zapowiadają kilka dni ciepła. I świetnie: pierwsza myśl to las. Mam nadzieję, że mi się uda wybrać, bo tam rzeczywiście odnajduję w sobie jakieś lepsze połączenie ze Źródłem. Ale dziś też postanowiłam pomedytować. Ba, w ogóle mam wrażenie, że zwracając się ku boskości jest lepiej. Tak we mnie, jak i na zewnątrz.

Niestety, stara miłość nie umiera i znowu zaczynam przesiadywać na fejsbruczku. Choć prawda jest taka, że to prawdopodobnie nie ma znaczenia, bo i na TT pojawiają się treści w stylu:

– Marzysz o kupieniu psa i zaopiekowaniu się nim, nagle zostajesz bez domu i stajesz się uchodźcą.

A jak sobie postanowiłam, że zbuduję swoje social media w oparciu o TT, tak z upartością to robię. Trzy filmiki dziennie. Staram się wrzucać dobre informacje, w czasem komiczny sposób. Komentować konta innych. Zaraz zainwestuję w reklamę.

I owszem, nie podoba mi się to, że w uj ludzi zamieniło flagę polską na ukraińską, ale jak to widzę, to uparcie sobie przypominam wizję, odczucie, że duża część Ukraińców stanie w ramię w ramię z Polakami.

A żeby było JESZCZE ŚMIESZNIEJ, to cała ta sytuacja pokazuje, jak bezsensownie ludzie dają się dzielić. Nawet w środowiskach uduchowionych. Lub „uduchowionych”.

Och! A ty jesteś taka uduchowiona i oceniasz, osądzasz innych!

No i chuj? Przynajmniej nie widzę w każdym przybyszu ścierwa. Choć wiem, polski charakter wymaga, by pomagać każdemu, kto się nawinie.

Myślę, że ta cała sytuacja nie uspokoi się na dobre, dopóty ludzie nie przestaną zasilać wahadeł. Ci co za Rosją i ci co za Ukrainą sami sobie grają w niewesołe struny życia, bo karmią wahadełko pierdolnika.

A jeśli by tak przestać patrzeć na innych jak na przybyszów z obcej planety? A jeśli by tak machnąć ręką na to, czy ktoś jest z Zanzibaru, Malezji czy innej Ukrainy?

Przypominam, że Ukraina ma do przerobienia pewne karmiczne sprawy. I właśnie ta sytuacja jest jej wygaszaniem. Naszym zaś zadaniem jest nie patrzeć na nich wrogo, jak na debili, tylko jak na ludzi. I o ile pomagaliśmy Żydom, i o ile niezbyt nam się to opłaciło, teraz nie ma to najmniejszego znaczenia.

MAMY KURWA UFAĆ.

ZAUFAJ.

No i podstawowa rzecz.

Boskość ma w czterech literach to, czy jesteś z Tajwanu, USA, czy Indonezji. Boskość widzi siebie w innych, inni często są lustrem. I teraz sobie pomyśl: a co, gdyby zdmuchnąć wszystkie te narodowe bajdy? Granice? I po prostu w innym zobaczyć człowieka. Boskość.

Myślę, że ta cała sytuacja ma doprowadzić do tego, by Polacy zaczęli się jednoczyć. I nie na zasadzie „ojej, pomagajmy, jednoczmy się wszyscy onenenenee!!!111 a kto nie z nami ten z PiSu/PO”, tylko właśnie na zasadzie „KURWA, WSZYSCY JESTEŚMY LUDŹMI”.

Bo nie Ukraińcami.
Bo nie Polakami.
BO JESTEŚMY LUDŹMI. Czyli tymi, co niosą w sobie światło.

„Eee, Ukry mają niską świadomość”.
Tak?
Ja te 10 lat temu też miałam cholernie niską świadomość i co? I to, że teraz znam zasady działania energii i staram się nie bawić w głupoty, uprawnia mnie do tego, by innych pałować, wyśmiewać?

Niech sobie lecą w telewizji ruskie, zachodnie i inne ukraińskie propagandowe bzdety. My mamy stanąć obok siebie, spojrzeć w oczy i powiedzieć:

– Cześć, idziemy na kawę?

Tak po ludzku, zwyczajnie.

[RECENZJA] C. S. Friedman „Uczta dusz”

Ten moment, w którym nie wiesz czy coś było dobre, czy jednak złe. I na jedno, i na drugie znajdą się argumenty.

Zacznijmy od minusów, które mogą być także na plus. Na przykład: prezentacja świata. Trudno, by czytelnik wciągnął się dobrze w historię, jeśli autor nie kupi go rozbudowanym, barwnym miejscem. Autorka najwyraźniej zdawała sobie z tego sprawę, bo na początek postanowiła zaprezentować, o co w ogóle chodzi z tymi Magistrami wszystkimi i jaki jest układ sił na kontynencie. To jednak też spowodowało, że akcja z lekka wolno się toczyła. To znaczy: było jej sporo, ale… mogłoby być ciut szybciej. Teraz czytelnik ma zrozumieć, o co cała heca i co jest do przegrania.

Drugą sprawą są niewygodne wydarzenia dla bohaterów. Te oczywiście mogą być brane jako zaleta, jednak czasem takie zabiegi są przewidywalne. Dlaczego? Ano, dlatego, że na pytanie „co byłoby mocne” może czasem wystąpić tylko jedna sytuacja. Taka właśnie, którą znajdzie się w powieści.

Kolejną sprawą jest gatunek, jaki reprezentuje sobą „Uczta dusz”. Otóż, jest to dark fantasy. Z natury więc można spodziewać się ciężkich energii, bo albo bohaterowie są styrani życiem, albo zagłada już nastąpiła, albo – jak w tym przypadku – magia bierze się z dusz. Niekoniecznie własnych.

Wydaje mi się, że wytrawnego czytelnika będzie cholernie ciężko zadowolić, ale czytałam tę powieść dwa miesiące, więc coś jednak było w tej historii takiego, że chciałam skończyć. Elementy, które mi się spodobały to:

  • pomysł na magię: że ona bierze się z ludzkiej duszy? No, mroczny aspekt jak stąd do Boliwii. Pomysł ten jest na tyle zacnie opisany na okładce, że chyba każdy, kto się z nim zetknął zaczął myśleć „a może by tak to przeczytać?”.
  • PTSD jest przedstawione może krótko, żeby nie powiedzieć zwięźle, ale za to wręcz książkowo. Do żadnego szczegółu nie można się przyczepić, wręcz przeciwnie, jedna scena to smaczek wręcz.
  • próba zabawy z czytelnikiem. Trochę nieudana, ale wpisuję to na karb pozytywów, bo mnie ogólnie ciężko zadowolić. A widać, że autorka starała się grzebać w mniej oczywistych, wygodnych rozwiązaniach. W końcu ma to być dark fantasy, nie?
  • Można znaleźć trudne pytania na niektóre kwestie moralne na przykład i mądre cytaty. Tu zapraszam Cię do mojego tik toka :).

Podsumowując: wytrawny czytelnik może zamarudzić nieco, ale dalej jest to powieść, którą się czyta. Jednak nie jestem pewna, czy warto sięgać po drugi tom, bo… no, jakoś nie było w „Uczcie dusz” spodziewanej torpedy.

Czy foliarze pozjadali wszystkie rozumy?

Panie i Panowie, 22 lutego o godzinie 22:22 weszliśmy oficjalnie w nową erę miłości i PRAWDY. Ale to oczywiście tylko symbol dla ludzkiego umysłu. Ta droga – droga do cywilizacji światła – dopiero się zaczyna, a najpierw trzeba wyjść z ciemności. Dlatego mamy burdel i ten burdel – Szanowni Państwo – będzie jeszcze większy aż do października-listopada. Na tę chwilę po prostu zaciśnijcie pasy i nieważne, czy jesteś za pro-rządową stroną narracji (patrz: koronka), czy jesteś foliarzem, masz ZACHOWAĆ SPOKÓJ. TO JEST EGZAMIN.

Ten tekst może być trudny zwłaszcza dla tych, którzy myślą, że pozjadali cały rozum. Ja przypomnę – to, co w nim znajdziesz to tylko moje wizje. Nie należy do nich przykładać wagi, ponieważ MAMY MARZEC. I złoty wiatrak energetyczny rozkręca się coraz szybciej i szybciej. Jeszcze szalenie nie wiruje, ale on już nie stoi w miejscu, on sobie zaczyna hulać. A my, ludzie jesteśmy WOLNI. Jeśli ktoś mówi o karmie, to przypominam: nie istnieje. Wszystkie kontrakty, jakie zawarliśmy w naszych wcieleniach i tak dalej, a przede wszystkim kontrakty niekorzystne dla nas, rozpadły się. Innymi słowy: róbta co chceta. Ale niezupełnie, bo prawo energii nadal zobowiązuje, gdyż jest uniwersalne. Jak ono brzmi? Ano, właśnie tak;

TO CO WYSYŁASZ TO WRACA DO CIEBIE.

To informacja bardzo ważna, ale jak wielu ją zrozumie? Jak wiele osób przestanie wysyłać nienawiść do Putina? Jak wiele osób przestanie atakować tych, którzy szorują Ukrainę?

Mamy egzamin. Najważniejszy w życiu.

Ziemia podzieliła się na dwie struktury, ale miłość jest niesamowita. Uważam za najwyższy wyraz miłości, że pozwoliła znaleźć się CAŁEJ LUDZKOŚCI na świecie, który nią, miłością, wibruje. To jest piękne i naprawdę, może wzruszyć. A czy ktoś tę szansę wykorzysta, jego sprawa. Właśnie: jego sprawa. Czas lekcji już minął, teraz trzeba się zająć sobą. I o ile można pouczać innych, o tyle jest to zupełnie bez sensu. Bo co, zmienisz przekonanie innej osoby? Wleziesz do jej umysłu i nagadasz innych rzeczy? Rozwalisz hipnozę?

Ta część osób, która NIE ZNAJDZIE W SOBIE SPOKOJU I MIŁOŚCI, ZROZUMIENIA KIM SIĘ JEST, nadal będzie trwała w burdelu. I to jest ich wybór. Tylko czy oni o tym wiedzą? I co z tego, że nie wiedzą, skoro prawo energii wciąż jest uniwersalne:

PRZYCIĄGASZ TO, CZYM WIBRUJESZ.

Dlatego jeśli jakaś osoba będąca w burdelu nagle przestanie go szorować, to po prostu znajdzie się w przestrzeni pełnej miłości. Bo miłość nie odrzuca.

Dobra, dobra, ale miało być o moich widzeniach, a tu mi się stworzyło jakiś ultra-rozwojowy tekst. Ale chciałam przypomnieć te niezwykle ważne informacje, bo zarówno jedna strona (pro-ech właśnie), jak i druga, chyba o tym wszystkim zapomniała i tapla się w syfie od tygodnia.

UKRAINA – czy państwo usiedli wygodnie w fotelach naszego zacnego teatru?

Wchodzę do sklepu, a tam karton z różnym jedzeniem. Niestety, to nie są dary dla gorzowskiego Domu Samotnych Matek, a dary dla Ukraińców. I o ile nie mam nic przeciwko temu, by pomagać innym, to pomagajmy tym, którzy naprawdę potrzebują pomocy. A niestety, jest to przedstawienie jakich mało.

Zacznijmy od pary prezydenckiej Ukrainy. Co widziałam ich zdjęcia, to miałam cholerne, mega wrażenie, że jest z tym coś nie tak. To było takie sztuczne i nie chodziło bynajmniej o ich pozy. To uczucie niepokoiło, więc zaczęłam drążyć. I ktoś to wreszcie powiedział:

– Aktorzy?

Gdy stwierdziłam „tak”, to oczywiście uczucie minęło. Jednak skupiając się na byciu w spokoju, skupiając się na swoim wnętrzu, nie przejmowałam się sprawą aż do czasu, gdy nie sprawdziłam pewnych rzeczy w wizji. No co – uspokoiłam się, nie panikuję, pewne fundamentalne rzeczy przepracowałam, mogę sprawdzać.

Spektakl z Ukrainą to jest bardziej zaawansowane przedstawienie od tego, co mieliśmy z koronką. Ach, no tak, stara dobra koronka… czy ktoś jeszcze o niej pamięta? Jeśli oglądacie TV, dajcie znać, czy nadal pojawiają się pasy o liczbie zmarłych w szpitalach, czy może „szpital” zamienili na Ukrainę.

I teraz, kochany/a Czytelniku/Czytelniczko, zatrzymaj się. Proszę, to jest bardzo ważne, żebyś zrozumiał/a, że wchodzenie w wojenkę światopoglądową nie ma najmniejszego sensu.

Jak zapewne zauważyłeś, wcześniej chcieli nas podzielić na „cowidian” i „foliarzy”. To im się częściowo udało. Teraz, mimo jedności z tym, no z Ukrainą (niech już Wam będzie, że to ma jakąś nazwę), podział nadal JEST. Mniejszy, bo nagle część osób zaczęła się zastanawiać „no dobra, a gdzie koronka? Przecież była groźna”. Czyli teraz mamy podział na tych, co sprzeciwiają się jakże humanitarnej pomocy Ukrainie, i na tych, co ją szorują i zamieniają polskie flagi na ukraińskie.

Tak, kochani.

Nie jesteście już Polakami, jesteście Ukraińcami. Szorujecie kulturę ukraińską, wstawiacie w Wasze profilowe flagi ukraińskie, ja czekam zatem, by nasza flaga biało-czerwona została zamieniona w flagę żółto-niebieską. I naprawdę, mam ochotę o to zapytać fejsa, ale wstrzymuję się. SĄ WAŻNIEJSZE SPRAWY OD TROLLOWANIA ZNAJOMYCH.

A tymczasem w Polsce:
– biednym uczniom, którzy mieli przeboje koronkowe nadal wciska się kit, że muszą pomagać Ukraińcom kosztem siebie,
– w Krakowie mieszkań socjalnych nie otrzymają Polacy, którzy płacili podatki, pracowali jak wół i żyli, tylko Ukraińcy,
– wszystkie media trąbią o Ukrainie. WSZYSTKIE.

I niestety, tak jak w przypadku koronki, tak i tu mamy do czynienia z masową hipnozą. Ktoś, kto ogląda media – nieważne czy w internetach, czy w telewizji – jest bardzo za Ukrainą i osądza innych ludzi, którzy zadają cholernie trudne pytania w sprawie, że nie mają serca. Że to nieludzkie, że zamykają się w swoim świecie i żyją w swojej spokojnej bańce bez informacji.

TAK, KOCHANI. MASOWA HIPNOZA TRWA.

I muszę jasno powiedzieć – niech człowiek pomaga Ukrainie, ale NIE KOSZTEM SIEBIE. A my, Polacy, właśnie to robimy. Oddajemy wszystko, więc naprawdę czekam, aż ten kraj zamieni się w Ukrainę, a nie w Polskę. Tylko wiecie, co? To energetycznie nie jest dobry pomysł.

I to nie dlatego, że część hardkorowych Ukraińców też czeka na ten moment. I to nie dlatego, że poziomy świadomości.

W zeszłym roku wydarzyło się coś pięknego – narodowe czakramy ruszyły. Po prostu, zaczęły pracować WSZYSTKIE. I to widać, od Polski po Australię. Chin na razie nie tykam, o nich będzie na końcu (jak ktoś dotrwa xD).

I tu właśnie pokazuje się, że KAŻDY naród ma coś do przepracowania i lepiej, żeby to zrobił TERAZ. A że my jesteśmy podzieleni na tych, co szorują i nie szorują Ukrainę, to wypowiem się o nich i o Polsce.

A zacznę od mojego wspaniałego kraju, czyli o Polsce.

My nie musimy pomagać Ukrainie. My możemy się z nią zjednoczyć w trudnych chwilach, ale dla nas najważniejsze jest to, by przerobić kilka warstw.

Gdy Rosja zaatakowała Ukrainę (?), stało się we mnie coś, co spowodowało, że musiałam się odciąć od tego chlewu. Wyszły wszystkie traumy rodowe, wszystkie traumy polskie. Ale dzielnie stawiłam temu opór i dziś mogę się pochwalić, że nie tylko nie mam tego jebanego PTSD (bo kto ma ochotę myć się cztery razy dziennie?), ale również jestem w wielkiej przyjaźni z przodkami.

I tak właśnie. Uważam, że to trzeba zrobić.

POPRACOWAĆ Z RODEM.
SKUPIĆ SIĘ NA SPOKOJU.
ODCIĄĆ SIĘ OD MASOWEJ HIPNOZY.

Gdy już popracowałam z Rodem, to przestałam chcieć być zbawicielem dla kogokolwiek. Ja mogę komuś poradzić, ale jaki to ma sens, jeśli moja porada wyląduje jak talerz z jedzeniem na ścianie? Żaden.

Teraz jest czas, byśmy zajęli się sobą. Na pomaganie innym mieliśmy w kij dużo czasu. Teraz musimy sami sobie pomóc. Zostawić to, co stare i przyjąć nowe.

A sama Ukraina? Musi przetransformować świadomość. Jeśli ona przestanie w nas widzieć „wrogów” a’la Bandera, to będzie dobrze. I niestety, nasza pomoc dla nich niewiele w tej transformacji zrobi.
Oni potrzebują KOBIETY. Bardzo silnej, mądrej kobiety. Tylko ona ten chlew przetransformuje. Prawdopodobnie 20-go marca (przesilenie!) może się pojawić, ale… wolna wola ludzi. Na ten moment kobitka żyje sobie w Wawie i jeździ do Krakowa. Więcej info nie dostałam.

Jeśli chodzi o konflikt rosyjsko-ukraiński, to ja mam kilka pytań. Czy naprawdę sądzicie, że jest tylko jedna dobra strona? Nie ma tak. Ba, nawet w przypadku 39′, gdy ogląda się niemiecką, światową narrację, sprawy przestają być tak czarno-białe, jak dla nas, Polaków. I napisałabym tu o pewnej rzeczy, ale nie, to nie jest aż tak ważne w tym kontekście.

Ale przede wszystkim mam pytania: czy Wy naprawdę ufacie politykom? Czy w trakcie prawdziwej wojny jest czas na przesiedlanie zwierząt z ZOO?! Halo, coś mi tu nie gra i to w kościach. Ale nie chcę, absolutnie nie chcę obrzucać się błotem, bo to nie chodzi o to, by być w podziale.

Bo wiecie, pomóc to można nawet sąsiadce, która nie ma jak pójść do sklepu.

Tylko zadawanie trudnych, niewygodnych pytań prowadzi do znalezienia prawdy.

No więc co zobaczyłam w tej wizji związanej z Ukrainą? Że jest to niesamowite przedstawienie. To jest gra starych, masońskich sił. I nie będę tu wjeżdżać z teoriami spisgowymi, bo ten fakt jest ważny z grubsza dla info związanych z Chinami.

Ale przejdźmy na chwilę do Australii, gdzie chyba tylko sami Australijczycy pamiętają, że są jakieś pożary. Dziwne, co? A, i tylko oni wiedzą, że Brisbane ostatnio zalało. Wszystkie inne media, od Japonii po USA skupiły się na Ukrainie.

Nie no, dobra, Australia też się na tym skupiła, jednak mając na własnym poletku burdel prawny, burdel z wodą, burdel z Melbourne, to raczej więcej czasu poświęca swoim problemom, niż reszcie.

A co z Melbourne? Są już bardzo zmęczeni, choć wszystko wskazuje na to, że wygrają. A i mieli ostatnio protest „Pokój dla Ukrainy”. Ale akurat im to można wybaczyć, bo ci ludzie… tym ludziom przyda się zmiana tematu, by zapomnieli o koszmarze, jaki zgotowali im politycy.

Wydaje mi się, że kilka informacji musi poczekać na światło dzienne. Na tę chwilę mogę powiedzieć: kwiecień będzie kluczowy dla Rosji. I dla Chin też.

I gdy zachodnie media szorują wizję, że Chiny popełniły błąd, bo rozpada im się nowy Szlak Jedwabny, tak Chiny teraz walczą o być albo nie być. ALBO podpiszą kontrakt ze światłem, albo będą musieli się wynieść.

Uściślijmy sobie: Chiny, kulturalnie, energetycznie nie są wcale Chinami. Chińska Republika Ludowa to jest twór obcy, kosmiczny i to w dosłownym sensie. I nawet nie staraj się zrozumieć ich kultury, bo po prostu NIE ZROZUMIESZ.

Chiny będą udawały, że są niezadowolone – bo Australia przysłała broń wątpliwej jakości Ukraińcom – ale będą udawały. Tak naprawdę mają w czterech literach ten konflikt, bo to nie ich zabawa. Oni jeszcze na przystąpienie do gry czekają.

Rosja – jeśli chodzi o solidarność narodów Słowiańskich i Europę – będzie przez dłuższy czas samotna. Zachód będzie szorował wizję, że ona upada, że jest na skraju bankructwa i wszystko to, co najgorsze. Jednak właśnie o to chodzi.

CZY KRAKÓW ZBUDOWANO OD RAZU?

* * *

Egzamin. Musimy się skupić na wewnętrznym spokoju i nie szorowaniu negatywnych wizji. To jest NAPRAWDĘ kluczowe. Gdy odcięłam się od fejsa, gdy odcięłam się od mediów, nagle zobaczyłam, że mogę wyjść na spacer, że jestem pełna energii. Zdziwko? Tylko utrzymanie stanu spokoju może nas uratować. A – żeby było śmieszniej, ten burdel aż do października/listopada będzie tylko większy i większy. Dlatego serio, zapnijcie pasy, bo będzie się działo.

Tekst dedykuję Zofii, bo czekała i mam nadzieję, że się spodobał XD.

Słońce

On siedział na czymś, co kiedyś podobno było przystankiem autobusowym, choć teraz przypominało piasek z cegieł.

Dłubał w paznokciach końcówką noża wydobywając brud. Najprościej byłoby to wymyć, ale w pobliżu dwudziestu kilometrów od każdej strony nie było nawet klozetu.

Ona stała naprzeciw niego, nieznacznie tylko oddalona i rozglądała się, potrząsając głową z niedowierzaniem.

– Co to jest? – pytała pod nosem, bacznie obserwując obdartych ludzi, tłoczących się przy zniszczonych murach dawnej, barokowej biblioteki.
– A co? – spytał jakby z ciekawością, podnosząc brew.

Spojrzała na niego spode łba.

– Co robisz? – zapytała, niby z emocjami, ale tak bardziej bez.
– Obcinam paznokcie – co też uczynił na kciuku prawej ręki.
– Ludzie nie żyją – powiedziała zgaszonym tonem. – Budynki…

Urwała. Zatkało ją w gardle.

On dalej z pietyzmem zajmował się swoimi dłońmi.

– Jak możesz być taki? – wygarnęła mu. Chciała poczuć gniew i złość, ale nie potrafiła.
Już nie.

– Jaki? – dopytał, przyglądając się swojej wyczyszczonej prawej dłoni.
– Spokojny – powiedziała i słabo, i ponuro.
– Cóż – mruknął i spojrzał na nią. – A dlaczego nie?
– Przecież ludzie giną! – chciała krzyknąć, ale odezwała się tym swoim ponurym tonem.
– No, niestety. I co zrobisz, mam na to wpływ? Jak myślisz?
– Gadanie – burknęła.
– Gdyby teraz przyszła do mnie jedna osoba i powiedziała, że potrzebuje pomocy, to czy byłbym w stanie jej pomóc?
– Tak – powiedziała szybciej, niż pomyślała.
– No właśnie – uśmiechnął się pod nosem i zaczął majstrować przy lewej ręce.
– Ty im nie współczujesz! – krzyknęła, teraz to już naprawdę oburzona.
– Posłuchaj, dlaczego miałbym to robić?
– To ludzie! Ludzie!
– I?
– I…. no ludzie!
– Aha, to dużo się dowiedziałem.
– Okaż im chociaż odrobinę serca!
– A nie okazuję? – zdziwił się i wstał. – Przecież mogą do mnie podejść i pogadać, prawda? – zerknął na swój czarny plecak i wyjął pudełko z logiem liścia. – O i nawet herbatę mogę zaparzyć, co ty na to?
– Przestań!
– Bo? – odłożył opakowanie. – Posłuchaj, Karina… – wyglądał, jakby się namyślał. – Za dwadzieścia kilosów dojdziemy do jakiejś budki z żarciem i mam nadzieję, że to będzie pizza. Postawię ci to żarcie, co ty na to?

Wybałuszyła oczy.

– Czy uważasz, że byłbym w stanie cię i siebie ochronić, gdybym płakał nad losem jakiegoś randomowego kolesia?

Zmilczała to i spojrzała na kilka gratów przy jej nogach. Walizka i torba w różu, jaką uwielbiała. Wzięła, założyła głośno, niech te szpargały będą słyszalne w całej okolicy.
Albo i nie.
Zadrżała.

– Zimno? – zapytał i wyciągnął sweter. Był co prawda podziurawiony, ale za to ciepły. Zamknęła oczy i z rozkoszą poddała się temu ciepłu i jego – jej mężczyzny – dotykowi.

– Będzie pięknie – powiedział, przyglądając się swojemu dziełu.
– Jest pięknie – oświadczyła cicho, nieśmiało, z lękiem, czy aby powinna to wypowiadać w takiej chwili.

Uśmiechnął się.

– Właśnie – odparł. – Chodźmy już, bo zaraz noc…

Pocałowała go i pierwsza ruszyła w stronę dawnego placu leżącego pośrodku miasta. A nad nimi słońce malowało różowo-biały spektakl.

[KULTUR… sorry, KULTURWA]

W tym tygodniu wydarzyły się trzy ważne rzeczy. Z pozoru nie łączy ich nic – bo co wspólnego ma polskie kino, marketing i Amazon? Ano właśnie: WSZYSTKIE poruszają niezwykle ważną tematykę jaką jest odmienność i różnorodność.

„Sukienka” to film trwający pół godziny. Sztos. Nie raz trzygodzinne „arcydzieła” z epicką muzyką i efektami specjalnymi mają mniej głębokości, niż obraz Łysiaka. Aktorzy zagrali bardzo naturalnie, a pierwsze, co się rzuca w oczy widzowi to Julia – bohaterka-karzeł, która stara się jakoś funkcjonować, ale nie jest łatwo. Bo… no właśnie, przeszkodą jest odmienność. I narracja tu nie jest słodkopierdząca „uwierz w siebie, nieważne jak wyglądasz”, narracja tu jest taka, że gorzkość miesza się z takimi kojącymi akcentami. Ostatecznie, film DOBRZE opowiada o inności. I nie dziwota, że nie tylko dostał jakieś nagrody, ale także otrzymał nominację do Oskara. BO ROBI TO DOBRZE.

Każda kobieta, która jest na grupach o stanikach wczoraj musiała poczuć niesmak w ustach. Powiedzmy sobie szczerze: chcieli dobrze, ale zjebali sprawę. Zjebali, bo robiąc kampanię o różnorodności zapomnieli o kilku rzeczach. Po pierwsze, kobiece piersi mają w kij dużo rozmiarów. Po drugie, NIE SĄ symetryczne, zwykle. I po trzecie – to jest najzabawniejsze – zapomniano, że Polska to nie jest kraj w kij liberalny. Ale może po kolei.

Otóż, jak się wchodziło na stronę Adidasa, to wyskakiwał maraton zdjęć kobiecych piersi z hasełkiem „różnorodność bla bla bla”. Wszystko fajnie, tylko na pierwszy rzut oka widać było, że jedyne, co było w tych piersiach różnorodne, to ich kolor. Serio. Kolor skóry jest ważniejszy, niż wielkość, niesymetryczność i podobne elementy, które niestety często zawstydzają kobiety, bo nie widzą tej różnorodności w mediach.

No i jak to w Polsce, awantura na całego. A tu chłopaki z oburzeniem, że czemu nie penisy, a tu jakieś matki Grażynki, a skutek ostateczny był taki, że kampanię zdjęto. I teraz jak wejdziesz na stronę Adidasa, to już nie zobaczysz piersi.

Za to fanki biustonoszy pozwoliły sobie sprawdzić rozmiarówkę tychże proponowanych przez firmę. I co? I pstro, śmiech na sali. Ani to różnorodne, ani wysoko jakościowe.

Z marketingowego punktu widzenia zabrakło tu spójnej narracji, przynajmniej tak mówią eksperci. I dobra, można się z nimi zgodzić, ale nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że chcąc pokazać różnorodność piersi wcale się tego nie zrobiło, bo wybrało się takie modelki, które mają nie tylko w wyglądzie, ale również rozmiarowo podobne rozmiary piersi. Piersi, piersi… ach, małe i duże, i każde piękne, ale nie no, pokazujmy te tylko bardziej, no… takie, do których w miarę jesteśmy przyzwyczajeni w mediach.

Ale przed nami NAJGORSZE.

Amazon robi serial z uniwersum Tolkiena. I jest to serial z największym w historii budżetem i to widać. Ale co z tego, jak fabularnie będzie to najprawdopodobniej dno i cztery metry mułu. Nie wierzycie? To zapraszam do filmu Drwala Rębajła, który zrobił o tym doskonały materiał.

Ale tak – ta pani o ciemnej karnacji to pani, która jest krasnoludzią księżniczką. Już pal licho kolor skóry, pal licho to, że o krasnoludzich księżniczkach nikt nie słyszał, nie to jest najgorsze.

KRASNOLUDKA NIE MA BRODY.

I to jest proszę Cię moment, w którym poprawność polityczna zjadła własny ogon.

Krasnoludki MIAŁY brodę – i to zostało uszanowane przez wszystkich twórców fantasy, jak długa i szeroka Ziemia. Zauważcie jeszcze jedną rzecz: to jest cecha tej rasy, to jest element ich kultury! I ta odmienność jest piękna, rzucająca się w oczy. I dobrze, mają do tego prawo, przecież to jest lud dumny, waleczny i wspaniały. Ale NIE – poprawność polityczna musiała z krasnoludzich kobiet zrobić zwykłe kobiety. Bez brody. Nie przekonuje Was ta narracja? NIE? To sobie wyobraźcie taką scenkę:

Jest sobie dumny, waleczny lud krasnoludów. Ich kobiety mają brody i nie widzą nic złego w tym, że nie są księżniczkami. Ba, są dumne z tego! Niestety, pewnego dnia atakuje ich inny lud – zwany Amazon, który każe kobietom ścinać brody i być księżniczkami.

Fajne? Szanujące odmienność? Dążące do tego, by pakować w głowy ludzi narrację o tolerancji wobec innych? Tak? To przyjrzyjcie się temu:

To jest koncept art z „Hobbita – tam i z powrotem” i przedstawia krasnoludzie kobiety. Mało tego, ponoć w reżyserskiej wersji filmu jest moment, w którym są one ukazane i WSZYSTKIE mają brody! Ale dobra, mniejsza o plotki. Weźcie sobie ten obrazek powiększcie. I powiedzcie mi, że one są brzyskie z tymi brodami. Bo dla mnie nie – właśnie są piękne. Właśnie to jest ich taka niezwykła specyfika, odmienna.

DLATEGO JESTEM WKURWION!!!

ŻĄDAM BRÓD U KRASNOLUDEK!!!

INACZEJ TO DYSKRYMINACJA!!!

I nie jestem psychofanem Tolkiena, ale ścięciem brody u krasnoludek poczułam się obrażona. A dlaczego? Dlatego, że jeśli mamy pod sobą miliony dolarów do wykorzystania i w kij ludzi, którzy mogą koncepcyjnie pomóc, to do jasnej cholery, wykorzystajmy to! Zróbmy to solidnie, a nie na odpierdol się! KURWA! Bo wiecie, o ile jeden człowiek może popełniać błędy, o tyle twórcy, producenci i tak dalej wszelkich rzeczy związanych z opowiadaniem są obarczeni niezwykle ważną rzeczą – ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ ZA TREŚĆ. Tak, ta treść może nieść ze sobą wartości. Nie musi, ale każda z nich w jakiś sposób wpływa na człowieka. Dobra, kończę, zanim znowu zacznę wyrzucać z siebie kurwy…

[BIZNES] Styczeń 2022, czyli co piszczało w trawie

Mam spadek nastroju, więc stwierdziłam, że zrobię podsumowanie stycznia. Cel bardzo prosty: by lepiej działać w kolejnych dniach, w lutym. Zaczynamy!

!

  1. Zaczynamy od mojego ulubionego momentu, czyli Powiatowego Urzędu Pracy. Długo czekałam na spotkanie z tym czymś i… się nie zawiodłam! Zero pracy! Zero wsparcia! Cudownie było jednak strollować tę instytucję, zwłaszcza w takich czasach. Ach, miód na serce… Jaki z tego wniosek? Przypadkiem mogą wyjść zajebiste momenty w życiu. A, i to, że PUP służy głównie temu, by państwo udawało, że coś robi dla obywateli.
  2. Aby na czymś zarabiać, to… musisz wiedzieć, JAK będziesz zarabiać. Przy sklepie internetowym raczej wielkiej filozofii nie ma, jednak sprawa się komplikuje, gdy chcesz zakładać portal kulturalny. Zanim więc przystąpisz do kolejnego startupu, wymyśl model biznesowy. Nawet zalążek tego spowoduje, że zaczną do Ciebie przychodzić konkrety.
  3. A konkrety to wiedza w internetach. I tak jak jest płatna, to dostępne informacje w darmowych materiałach potrafią sporo dać. Jak na przykład zobaczyłam, że w kursie – na który się zapaliłam – jest sporo o skutecznych lejkach sprzedażowych, to koniec końców wpisałam frazę w YT. I co? Kilkanaście różnych filmików, niektóre nawet po dwie godziny. A z doświadczenia nabytego w tym miesiącu już wiem, że informacje bywają szczegółowe. Zwłaszcza na Małej Wielkiej Firmie, gdzie podcast i notatki oraz prezenty od gości programu robią naprawdę spore wrażenie. Jaki z tego wniosek? Kupujesz czyjś czas, a niekoniecznie wiedzę.
  4. Wywalenie ze słownika słowa „problem” i zastąpienie go „wyzwanie” potrafi dużo więcej dać, niż chodzenie na terapię. Of course, takiej jak ja to łatwo mówić, bo… to zrobiłam. Oczywiście, czasem wymaga to kontrolowania siebie, poprawiania, bo mózgownica dopiero się przyzwyczaja. Ale ileż więcej sił masz w sobie, gdy widzisz sprawę nie jako problem, a wyzwanie! I natychmiast uruchamiają się pytania: jak to rozwiązać? Co zrobić? Wow, jest moc. Myślę też, że nie będę Wam tu czarować, w jaki sposób tego dokonać. Po prostu, trzeba być na to gotowym i trzeba chcieć. Nic więcej, nic mniej.
  5. Jak jesteś na fali, to potrzebna transformacja następuje wręcz błyskawicznie. Daleko szukać nie trzeba, wystarczy historia z kiblem.
  6. Tak trzeba żyć, powiedział Mentzen cieszący się z braku ZUS’u i ogromnej odpowiedzialności finansowej w swojej firmie. Czyli nowy wał, a stare problemy. Ja na przykład mam wyzwanie: przestać bać się ZUSu. Ja myślę, że strach przed podatkami to moja główna pięta achillesowa, która mnie trochę hamuje w rozwoju. Ale! Na szczęście przyszła odpowiednia informacja, którą zapisałam sobie jako motto: najpierw rób swoje, a potem myśl o podatkach. Tego będę się trzymać, dlatego…
  7. Nie będę czekać na zbawienie, będę tworzyć treści. O czym? O pisaniu. Wiadomo, że firma mająca 50 postów na fejsbruku robi większe wrażenie, niż firma z tylko jednym zdjęciem profilowym. Dlatego luty planuję jako robienie content marketingu i tworzenie bezpłatnego kursu o pisaniu. Nie zdziwcie się, gdy zacznę Was spamować tymi treściami.
  8. Działanie – przedsiębiorca nie ma czasu na uciekanie w sen. Ale właśnie zauważyłam, że stało się coś pięknego: zajmując się konkretami i wiedząc, dokąd mniej więcej chcę dojść, to nagle człowiek przestaje kupować durne rzeczy w grach elektronicznych. Jakby miał chęć wydawać pieniądze na lepsze sprawy. Przestałam chyba tak bardzo wpadać w dolinę, bo po prostu zajęłam się szorowaniem wiedzy marketingowej, biznesowej i myśleniem nad biznesem.
  9. AGAFE JEST ZAJEBISTA. DO KOŃCA KWIETNIA MOŻECIE KUPIĆ POWIEŚĆ NA SAMOWYDAWCACH. POTEM BĘDZIE RARYTASEM…
  10. Podążaj za swoimi emocjami. Co prawda w wiecznej euforii nie możesz być, ale jeśli czujesz tę piękną energię, spokój, TO COŚ, to jesteś na fali. I za tym warto kroczyć. To nie tylko sprawia, że czujemy się silni, ale też sprawia, że wszechświat nas wspiera tak czy inaczej.
  11. Przedsiębiorca nie ma czasu na sprzątanie. To stwierdzenie jest powtarzane jak mantra, ale za to jakie prawdziwe. Tu nad czymś myślisz, tam coś robisz i nim się zorientujesz, masz już 22:30 i czas spać…
  12. Gdy spada śnieg, to lep kulki i mów im swoje życzenia.
  13. Miej jasne zasady swojego działania. Im więcej konkretów, tym mniej nieporozumień.
  14. Jesteś zmęczony/a? Nie szoruj tematu, idź spać, bo potem mogą wyjść dziwne historie.

[BIZNES] Oczyszczająca wizyta na tronie

W Gorzowie są inkubatory przedsiębiorczości. Ale co z tego, skoro się do nich nie opłaca przystępować. I to nie jest tak, że z góry zakładam, po prostu słuchając różnych biznesowych podcastów słyszę pewne informacje. Wśród nich są takie: „warto kupić kursy, które uczą. Zaoszczędzisz czas”. No i jebło.

Nie wyglądam na załamaną? Bo przedsiębiorca nie ma na to czasu. Mój umysł jednak był przyzwyczajony do użalania się nad sobą i dlatego dziś perfidnie, z premedytacją wskoczył do snu. Bo perspektywa „utraty roku” – a ponoć tyle czasu można zaoszczędzić zapisując się na kurs za jedyne 699 złotych – przerażała.

Jednak gdy sobie pomyślałam tą jedną rzecz:

PRZEDSIĘBIORCA NIE MA CZASU NA PIERDOLENIE

to poczułam pilną potrzebę udania się na tron. Po wizycie czuję się oczyszczona i teraz perspektywa roku rysuje mi się następująco. Nieważne, czy dostanę ten kurs, czy nie – bez działania to nawet kurs oblany złotem nic nie da.

HA!

A poza tym znam technikalia, które warto zainstalować w moim biznesie i zrobię z tego rozpiskę.

A w tym roku nauczę się wielu wspaniałych rzeczy. Sama albo z czyjąś pomocą. To nieważne. Kluczem do sukcesu zawsze będzie działanie. I nawyki.

Czekaj jeszcze, to nie koniec wpisu! Jeśli piszesz i akurat masz chęci na:

  • poćwiczenie swojego warsztatu pisarskiego,
  • zaznajomienie się z pewnymi trikami z duchowości,
  • by Twój tekst przeszedł redakcję

to zapraszam Cię na priv. Oferuję abonament w wysokości 100 złotych miesięcznie, a Ty dostaniesz newslettera, możliwość konsultacji indywidualnych oraz możliwość zredagowania Twojej książki. A jeśli znasz kogoś, kto – jak myślisz – może tego potrzebować, po prostu odeślij go do mnie. A raczej ją, bo to grono dla kobiet :).