Witaj w moim internetowym domu.

Social media – a przede wszystkim fejsbruczek – odzwyczaiły nas od pisania na blogach. W tej chwili jednak myślę, że to się zmieni. Jak ludzie się skapną, że przede wszystkim komunikacja i reklama, a cała reszta… czekaj, te myśli nie są składne, a ja siedzę krzywo na swym Tronie, w sensie fotelu biurkowym, bo nie mam jednej nogi w nim sprawnej. Co Cię to obchodzi? Ano, zupełnie nic. Ale – Drogi Przybyszu bądź Droga Przybyszko, takie czasy mamy, że gdy wchodzisz na czyjś blog, to wchodzisz do jego internetowego domu. Tak naprawdę to w nim może być w pełni sobą. Żadne social media nie dają takiego potencjału twórczości i wolności, jak własna strona.

Stąd zapewne jeszcze one nie wyginęły…

Wraz z moim dorastaniem dorastał internet. Przeszłam przez Naszą Klasę i Grono.net, to były fajne czasy, bo człowiek widział, że nie tylko on istnieje, że można dyskutować. Stara babcia internetowa, która we mnie jest pamięta jeszcze ten okres, w którym to na IRCu się siedziało, gadało się na GG i było się szczęśliwym. To wracając ze szkoły zawsze myślałam nad tym, jaki dać status na tym komunikatorze.

I co?

I dziś młodzi – niemłodzi mają Tik Toka. Instagrama, choć ten być może się kończy, jak cały Zuckerberg. Rosną w siłę inne, alternatywne aplikacje, bo to, że istnieją dwie czy trzy największe rynkowe molochy, nie zmienia faktu, że social mediów jest i więcej, i więcej, i coraz więcej. A każda o innych algorytmach. Drugą młodość trochę przeżywa twitter, który z politycznego – w Polsce – portalu zmienia się w ogólnotematyczny, jak wszędzie. Może powinnam wrócić? Wstawiasz linka do bloga i tyle, masz wyrąbane na resztę. Urzekająca prostota, której brak w innych apkach.

Ale skąd się w ogóle wzięło moje internetowe narzekanie, skąd nagle się pojawiła Babcia Internetowa?

Zacznijmy od tego, co tu się w ogóle stało. Przez plandemię i inne rzeczy Fejsbruczek zaczął w ciul cenzurować treści. Ludzie – chyba zwłaszcza w Polsce – się wkurwili i zamiast zostać i być posłusznym, poszli gdzie indziej. W tej chwili to na telegramie znajdują się wszelkie niepoprawnie polityczne myśli. I wbrew pozorom, ta forma jest bardzo sprzyjająca komunikacji, właściwie… można powiedzieć, że to taka wersja IRC’a.

Fejsbruczek notuje odpływ użytkowników i to na całym świecie. Cóż – trudno się mówi, jest jeszcze Instagram. Ale tu z kolei koń by się uśmiał, ponieważ zamiast kupić jakąś wschodzącą gwiazdę social mediów, to skopiował jej rozwiązanie. I… i nie wyszło. Skopiował także tik tłoka ze swymi filmikami i tu ludzie się wkurzyli i narzekają, że gdyby chcieli być na tik tłoku, to by na nim byli. I to prawda. Ja sama stwierdziłam, że Insta zakładam tylko dlatego, bo jest łatwe przejście między tik tłokiem a nim właśnie.

Może tik tłok kupi insta? Zobaczymy jak to się ułoży. Na razie około godziny zajęło mi podpięcie insta w tt, ponieważ a) kwestia haseł, których nie pamiętam, ale zawsze są zajebiste, b) mam 3 konta, ale tylko jedno jest używane i to jest to konto, c) musiałam ogarnąć, czy da się to zrobić z tel czy z kompa, bo z kompa wpierw chciałam zrobić, ale za trudne, bo to apki na telefon i tak dalej. Po godzinie walki się udało i publikuję jakieś posty, ale… mam wrażenie, że kompletnie nie ogarniam insta. Nie rozumiem jego.

Skupienie się na jednej aplikacji jest o tyle dobre, że daje to konkretne wyniki. I też jest o tyle fajne, że bardzo dobrze znasz daną rzecz i możesz prowadzić z sukcesem. Tak… Tik Tok działa inaczej, niż Instagram, nie tylko w kwestiach, co użytkownicy chcą oglądać, ale również i w hasztagach. Każda apka wymaga tak jakby nauczenia się jej języka.

Ale porozmawiajmy o tik tłoku, bo wniosek, że tylko własna strona internetowa jest taka… najtrwalsza i taka, gdzie pokazujesz naprawdę siebie, nie wziął się z dupy.

Na początku przygody z TT chciałam uczyć ludzi pisania, ale okazało się to niemożliwe. Kobiety szczególnie nie potrzebują pisania planów i innych dziwactw. Pisania się nie nauczysz, pisanie masz w sobie mniej lub bardziej rozwinięte. Żeby sprawdzić, co i jak wystarczy wziąć kartkę i długopis. Serio. Tu nie ma żadnej filozofii. Pisze się po prostu, a nie myśli. I wszelkie zdania typu „jak piszesz książkę, to zastanawiasz się nad słowami, masz na to dużo czasu” to są kwiatki i po prostu spierdalać od takich nauczycieli pisania. Więc zarzuciłam pomysł, szczególnie widząc, że moje wyświetlenia są niskie, że temat raczej mało sprzedajny. Choć teraz na TT namnożyło się tego typu biznesów, ale ja mam wciąż wrażenie, że gdy je oglądam, to wącham kwiatki od spodu.

Wróciło rysowanie, wróciło malowanie, bo miałam totalny zastój w pisaniu, a jakoś tak kolorowanie starych prac bardzo mnie odprężało. I tak siebie szukałam i szukam dalej.

A algorytm tik tłoka jest taki: jeden temat i konto idzie jak burza. Serio. Można max do trzech, ale to ryzyko, że konto wolniej się będzie rozwijało. Widzę to też po statystykach filmów: jak algorytm załapał, że o malowaniu, to te filmiki, które zawierają tipy czy ogólnie opowiadają o twórczości na płótnie, mają najwięcej wyświetleń. Jeszcze nie zrozumiałam, dlaczego ostatni filmik z infografiką mi nie poszedł, ale może to kwestia tego, że jego treść nie była jakaś super inspirująca.

Moje wewnętrzne ja nienawidzi się ograniczać, ale też nie lubi działać bez efektów. No bo jeśli coś robisz, to z jakiegoś powodu, prawda? Gdyby mi nie zależało na sprzedaży obrazów czy bransoletek, to bym nie weszła na tik tłoka. Serio. Nie bez powodu mam tam konto biznesowe, a nie osobiste. I tak samo na insta.

Tyle że insta umożliwia wstawiania treści dowolnych, taki misz masz. A jednak stwierdziłam, że nie będę robiła tam swojego jakiegoś wybitnego dziennika. Dlaczego? Zależy mi na rozwoju artystycznym, to tam mogę się produkować i prowadzić dialog z kontem na tik tłoku. Bo tt wymaga od użyszkodnika tego, że jeśli chcesz prowadzić konto o makijażu, medytacji, podróżach, to dla wszystkich trzech musisz zrobić osobne. Bez sensu? Dla mnie owszem, dla wielu ludzi także, bo chodzi o treść, żeby konto było ciekawe.

Tik Tok wymaga też ciągłych zmian. To nie jest wcale tak, że jak pokazujesz ciągle to samo, to konto idzie jak burza. Wręcz przeciwnie. Nie wprowadzając zmian sprawiasz jedynie, że zasięgi – czyli wyświetlenia – spadają. Dlatego warto eksperymentować i rozszerzać tematykę w ramach swojej niszy.

Stykają się tu dwie rzeczy. Widzę, że tik tłok daje bardzo duży potencjał rozwojowy wewnętrzny, a jednocześnie ogranicza. Ja siebie jeszcze szukam i mam wrażenie, jakbym zaczęła się bać, że kolejne zmiany treściowe spowodują spadek użytkowników. A jednak. już jedną, bardzo poważną rzecz przeszli – zmianę z konta pisarskiego na konto malarskie, o sztuce.

Więc przetrwamy i to, bo wiesz, Kochany, Kochana Czytelniczko? Ja siebie będę szukała artystycznie, bo to niekończąca się przygoda. Na tym polega rozwój, na zmianach, próbach nowych rzeczy. To daje niesamowitą ilość frajdy, satysfakcji. To jak pielęgnacja Wewnętrznego Dziecka. Ale… pisanie zawsze zostanie ze mną i potem, w przyszłym roku, założę nowe konto, specjalne, gdzie będę czytała swoje opowieści.

Ufff, to jeszcze nie koniec, jeśli masz siłę dalej ze mną powędrować… lecimy do wniosku.

Każda z aplikacji wymaga siły, cierpliwości i systematyczności. To takie trochę wysysanie energii, ale gdzieś się pokazać trzeba. Tak, kochani – ja tu, na blogu, rzeczywiście jestem w pełni sobą. Za to na instagramach czy tik tłokach walę tak bardziej w biznes łomen. W końcu trzeba z czegoś żyć, a jeśli różne artystyczne rzeczy pozwalają na to, czemu nie? Rzeczy robione z pasją, rzeczy robione bez wątpliwości znajdą swoich odbiorców. Zawsze. I tego i sobie, i Tobie życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.