Z powodu czego oglądam Światusów?

Na jutube jest sobie kanał – byli świadkowie jehowy robią o tym czymś content z perspektywy ludzkiej, traumy i patologii ogólnie. Temat z pozoru ciekawy, trudny i… rzeczywiście jest na tyle interesujący, że sporo osób kliknęło i zaczęło oglądać. Problem polega jednak na tym, że ja też. I gorzej, to nie jest główna przyczyna takiego stanu rzeczy. Ale, żeby nie było tak ponuro: dla twórców, czyli Światusów, jest to pochwała za prowadzenie narracji.

Jakby ktoś nie wiedział o czym to ja tu ględzę to macie randomowy odcinek:

No ale właśnie, ja ich włączam nie dlatego, że mają ciekawy content (choć to też przyczyna, od której się zaczęło). Ba, nawet to nie jest chęć poznania innego świata, chęć dowiedzenia się, jak można manipulować religijnie ludźmi. To jest… brak contentu, który by mnie zadowolił.

Chwila, przecież mówisz, że masz content i go nie masz, o co cho?

Ano, o to, że nie mam contentu normalnego. W innych kanałach. Chwilowo znęcanie się nad LOTRem Amazonu czy Wiedźminem Netflixa się skończyło, bo nie ma nowych materiałów, więc odpadają treści o kulturze. No dobrze, są przecież kanały o książkach. Ale serio? Z jakiegoś powodu wolę oglądać filmy i ich recenzje, bo są mniej napuszone i mniej blokujące w temacie.

Poza tym, od wczoraj mam ogromną przyjemność zauważać dodatkowe pranie mózgu przez kulturę, tak na przykład jak w filmie „Pajęcza głowa”. I szczerze, musiałam się powstrzymać od rzygania, ale to tylko moje uprzedzenia.

No dobrze, więc punkt okołokulturowy mam odhaczony. Mniej więcej. Ale… to nie wszystko. Pozostają jeszcze treści edukacyjne i treści ezo. Pozwólcie, że rozdzielę te dwie kategorie, chociaż – NO WŁAŚNIE – nie powinnam.

Zacznijmy od treści edukacyjnych. Tych jest na pęczki i niestety, obfitują w głupoty naukowe, chociaż wszyscy myślą, że skoro nauka to musi mówić prawdę. Ale dla kogoś, dla kogo historia jest fikcją literacką (bo tu nic się nie klei), dla kogoś, kto nie wierzy w zarazki, to trochę content nie na miejscu. Strata czasu. A i po co się straszyć ewentualnym rakiem. Lepiej posłuchać o czymś miłym, na przykład, jest taki pan satyryk… dobra, jego słucham od czasu do czasu, bo zabawny. Poza tym, ja nie mam ochoty czuć się jak w szkole, gdzie tłumaczą sinusa i cosinusa, a ja za funta kłaków nie rozumiem, bo mam ochotę spędzić dany czas maksymalnie przyjemnie. I tu wchodzi cały na biało content o dramach na jutubie, bo… aha, nie ma niczego innego. Naprawdę. Audiobooka se najlepiej włączyć, ale czasem nie ma się ochoty, ma się za to ochotę na jakiś półgodzinny, przyjemny program w stylu śniadaniówki, która jednak nie robi wody z mózgu.

No i właśnie, to może content ezo?

Tu traktują cię jak debila.

Dobra – może to jest przesadnie napisane, w końcu musimy sobie uświadomić parę rzeczy, a bez powtarzania pewnych zwrotów to wychodzi słabo. OK, wywiady i inne filmiki wyjaśniające i wspierające wzrost świadomości są fajne. Wspaniale, że mamy pewne instrukcje obsługi, jak na przykład zrywanie paktów.

ALE DO JASNEJ CIASNEJ JA NIE CHCĘ BYĆ TRAKTOWANA JAK SIEDMIOLATEK, ja chciałabym posłuchać o życiu… ale wszystkim jak stąd do Marsa włącza się tryb nauczyciela i zamiast swobodnej pogawędki o życiu słuchamy porad życiowych. Matku Bosku, gdybym chciała posłuchać porad życiowych, włączyłabym sobie jakieś porady, a nie zwykłą rozmowę o powiedzmy duszach. Temat przykładowy, ale i tu pytań w stylu „a jak to zrobić”, „po co” i tak dalej nie brakuje. To jest tak dokładnie, jakby się tłumaczyło siedmiolatkowi. Pięknie, super, wspaniale, to się przydaje, ale jak nie zjadłam całego rozumnego świata, tak pewne rzeczy nie są mi potrzebne w stylu encyklopedii słuchania serca. Tego cały czas się uczymy na żywo, ale chodzi mi z grubsza o to, że nie ma contentu, który by nie traktował słuchacza jak debila i który by traktował odbiorcę jak kogoś, kto właśnie je śniadanie. Serio. No, może przesadzam, ale poruszane tematy w ezo światku są zazwyczaj ciężkie, są zazwyczaj drętwe, a mało tego, nadzwyczaj często są poruszane sprawy polityczne, ale już jadą na wysokich obrotach BO KONIECZNIE TRZEBA BYĆ W NURCIE FOLIARSKIM, INACZEJ JEST SIĘ MANIPULOWANYM ONENENENE… jeżu, jakbym chciała o teoriach spisgowych, to bym se poszła na grupę teorii spisgowych. Matku bosku, o czym by tu robić contenta, żeby mnie zadowolić?! Już wiem, podejść z humorem, czyli wejść na tik tłoka, gdzie….

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

Kurwa, ciągle nakazy zakazy, srakazy, co to jest, jakaś kolejna gównoreligia? Ładne kwiatki, ale cuchną, że tak powiem. No bo macie wysyp tik tłoków takiej treści: wszystko jest iluzją, kochaj siebie, cierpienie prowadzi do rozwo…. co? Dobra, kolejny tik tłok poproszę. No to jedziemy. Nie musisz się obwiniać, nie musisz czuć się winny, kochaj siebie, możesz się odcinać od

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

Czy są tu jakieś normalne treści?!

Aaa, już wiem, gdzie.

y-u-t-u[wpisujemy adres youtuba, wyobraźcie to sobie, no], świa[wpisujemy w wyszukiwarkę światusy i klikamy w to i włączamy]

Ponieważ:

  • oni mają jasny content – rozmowy na luzie,
  • jeśli robią wywiady, to wiadomo konkretnie jaki będą miały wydźwięk,
  • nie POUCZAJĄ, NIE NAKAZUJĄ, NIE ROBIĄ WODY Z MÓZGU, tylko tłumaczą jak jest,
  • trudno foliarzom zaprzeczyć ich teoriom, bo się temu nie da zaprzeczyć, więc spokój z teoriami spisgowymi,
  • teorii spisgowych w zasadzie NIE poruszają,
  • o życiu, po prostu rozmawiają o życiu, a nie o jakiś dziwnych wynalazkach, do których trzeba koniecznie zaprząc szare komórki, by zrozumieć treści.

Kurde, nie wiem, czy to, co nabazgroliłam teraz w tej chwili jest zrozumiałe. Ale wiecie, tak po prostu. Sobie posłuchać trochę o mniej ważkich sprawach i zarazem ciekawych. Ale nie, w światku ezo to niemożliwe, a w światku nieezo następuje jakaś dziwna gloryfikacja, znaczy, wmawianie ludziom głupot.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.