Kwik umysłu – bardzo długie rozszerzenie txt’u i nie na ten temat, o którym teraz pomyśleliście

Kiedy rano napisałam poniższego posta myślałam, że sytuacja się uspokoiła, ale niestety – przeliczyłam się. Poza tym zaczęło padać.

Post dostępny tutaj, zapraszam

A potem zaczęło padać. Wyłączyłam się na chwilę, na trzy godziny, by następnie zacząć przeglądać internety. Dzień jak co dzień, ale w związku z tym, że na YT nie ma nic praktycznie pozytywnego, to stwierdziłam, że włączę sobie audiobooka z cyklu „Koło czasu” Jordana. Sęk w tym, że kwik umysłu znowu rozpoczął swoją najwspanialszą pieśń a’la wiercenie na budowie. Wydaje się, że ma on przyczynę z dwóch powodów.

Pierwszy opiszę tak skrótowo: świat. Teorie spisgowe. Proza życia.

Drugi opiszę epicko, aczkolwiek też będzie to proza życia. Zapraszam, jeśli chcecie posłuchać, co się odjewapniło, zrozumieć, że Polska to nie jest kraj dla niepełnosprawnych ludzi i dlaczego jednocześnie nim jest.

Podejście psychoLOLgiczne, czyli dzieciństwo

Żeby zrozumieć, dlaczego wszystko mi się ułożyło tak, że w sumie nie ułożyło mi się, trzeba wejść chociaż troszku w dzieciństwo. Bo Wam – osobom urodzonym w XXI wieku – wydaje się to wszystko proste jak budowa cepa. Tak, przy PRAWIDŁOWYM stosowaniu narzędzi pedagogicznych oraz zdrowym podejściu ludzi do drugiego człowieka TO JEST PROSTE JAK BUDOWA CEPA. I choć lata 90′ XX wieku były na swój sposób piękne (czyt. wolność), to jednak miały jedną poważną wadę w Polsce.

Otóż, to były czasy transformacji ustrojowej (he he). Więc byli ludzie, którzy zbili majątki dzięki małej ilości podatków, a zresztą rynki się rozwijały. Byli też tacy, którzy mieli kompletnie gdzieś standardy swego zawodu, zwłaszcza te zachodnie. Zachodnia wiedza, zachodnie leki i wsparcie przychodziły do nas powoli, małymi kroczkami, ale nie na tyle, by pani pedagog, pani specjalista od niedosłuchu pracowała tak, jak winna była pracować. Otóż, przestając pieprzyć trzy po trzy dam Wam przykład. Ze swojego życia.

Dzisiaj NIE DO POMYŚLENIA JEST, by ktoś na stanowisku* stwierdził, że dziecko ma niedorozwój umysłowy z miejsca, bez zbadania. I NIE DO POMYŚLENIA JEST, by z tego powodu rodzic musiał walczyć, bo WIE, że z dzieckiem jest wszystko w porządku.

Na szczęście sytuację ratowało jedno miejsce w Warszawie.
No, nie zgadniecie, jakie!

CENTRUM ZDROWIA DZIECKA

które jednoznacznie orzekło, że mam niedosłuch. Tylko tyle i aż tyle. Żadnych większych dramatów z tego powodu nie trzeba było przeprowadzać. Umysł funkcjonował normalnie, w przeciwieństwie do słuchu, ale przecież NIEDOSŁUCH NIE JEST STRASZNĄ CHOROBĄ. W skandynawskim społeczeństwie mają go prawie wszyscy, a w Polsce można iść do pracy, ne?

Na swoje szczęście mam niedosłuch w stopniu umiarkowanym, co oznacza, że jednak jakieś rarytasy od tego państwa z kartonu mi się należą. No tak, bo osobom w stopniu lekkim prawie nic się nie należy, ale one mają łatwiej.

Proszę – weźmy na chwilę odsuńmy na bok kwestię przekonań, karmy i czakr, to będzie, ale na końcu.

W tym kontekście ważne jest to, żebyście zrozumieli, że ja nie miałam łatwego dzieciństwa. To znaczy byli kochający rodzice i brat, to tego nie mogę odmówić. Problem w tym, że wszystko inne – a mówię tu o [autocenzura] szkole podstawowej było czymś strasznym. Ta podstawówka to był jakiś horror, z którego wyniku rozwinęły się we mnie mocne… hmm, zaburzenia, których nikt nie zauważał i właściwie teoretycznie ktoś niby je widział. I nie, nie chodziło o otyłość. Otyłość była tylko skutkiem ubocznym tego, co przeżywałam i właściwie funkcjonowała do gimnazjum numer siedem. W momencie, kiedy postawiłam swoje stopy w nowej szkole zaczęłam przeżywać jedne z najszczęśliwszych lat swojego życia. Ciało na to reagowało zdrową, odpowiednią wagą. Sensacje z byciem zaczęły się znowu w liceum, ale do tego też dojdę, bo tu jest inny, ważny wątek.

W gimnazjum byłam bardzo szczęśliwą osobą, miałam paczkę w klasie i właściwie wszystkie osoby z klasy wspominam dobrze. Wiadomo, tu się narozrabiało, tam poszło na wagary, ale ogólnie to kadra pedagogiczna tej szkoły uważam, była bardzo dobra, jak nie wybitna. Czaruję, co? Idealizuję? A jak mam się ustosunkować do czasów, które wspominam praktycznie najlepiej i mi wywala, gdy widzę zdjęcie z tamtego okresu?

Poza podstawówką i okresem, gdy skończyłam liceum, niedosłuch NIE BYŁ PROBLEMEM. Nikt kurna nie robił z tego powodu wielkiej dramy, bo też NIE MA O CO.

Nierzond polski dopiero ze trzy lata temu – czy podobnie – stwierdził, że kwota zasiłku pielęgnacyjnego przysługującego osobie niepełnosprawnej z umiarkowanym stopniem jest za mała. W związku z tym zwiększył kwotę ze 153 złotych miesięcznie do 215. Fortuna, prawda?

Dobra, gimnazjum się skończyło i wjeżdżamy na wody ego. Oraz towarzystwa, które niekoniecznie będzie odpowiednie, ale wiek już tu nie ma nic do rzeczy.

Wody ego

Już nie pamiętam, od czego to gówno się zaczęło. A, od śmierci Mamy, ale ja nie o tym, to jest inny temat i na inny dzień, bo teraz rozprawiam się z nieszczęśliwą, pełną dramaturgii i facepalmów przeszłością, starając się Was jednocześnie nie zanudzić swoimi tamtejszymi zmartwieniami.

Tu wydają się ważne trzy postacie.

  • Kolega random, który niby był fajny, ale tak naprawdę nie był

Jakie to znaczenie ma dla historii? Ano ma, bo on był z natury takim trochę złośliwcem, ale bardzo go ceniłam. Poznaliśmy się na starym dobrym IRC’u, jednak to, co najważniejsze uczynił, to pytanie.

W UJ WAŻNE W KONTEKŚCIE MOJEGO KWICZENIA EGO, BUDOWANIA NOWEGO ŻYCIA I ROZWOJU.

– Dlaczego wszyscy ci wszystko dają?

Tak, chodziło o rzeczy. Ja te rzeczy po prostu dostawałam. I nawet nie wiem za bardzo, dlaczego, ale tak było. Nie miałam chyba oporów przed braniem, ale właśnie to było fajne i niefajne jednocześnie. Bo wiecie, życie sobie płynęło na spokojnie, do momentu. Zawsze w tamtej jebniętej rzeczywistości musiało zdarzyć się coś, co wytrąci z równowagi dostatek, ustatkowanie się, czy jak to tam było.

Tyle że… tu nie wiem, co się stało. Tu nie ma wydarzenia, które by ostatecznie tak mnie przygniotło, żebym zmieniła swoją postawę życiową. Tu takiego „pstryczka” w temacie dostawania nie ma.

Być może Random to jakoś zaczął komentować, ale to nieważne, bo i tak nie mogę sobie przypomnieć tych słów i nawet nie chcę ich znać. Było, minęło, piszę ten tekst tylko dlatego, by kwik umysłu się wyłączył wreszcie.

I faktycznie, na ten moment jest lepiej, ale wróćmy do tematu, dobrze?

  • Kolega Yu, który był fajny, ale za to ja nie byłam fajna

No to poznałam kolesia z fandomu mangowego, stąd nick, który i tak zmieniłam. Anyway, dużo rozmawialiśmy i byliśmy przyjaciółmi, ale na swój patologiczny sposób. On miał stany depresyjne i nie mógł sobie poradzić z życiem, ja z kolei przyczepiłam się do niego jak rzep do psiego ogona i… na scenę, całe na biało wjechało ego. To było straszne i żałuję tego, bo kolesia próbowałam namówić na to, by wysłał mi jakąkolwiek rzecz.

Tu oczywiście był dramat, pamiętajmy o tym, że kwota 153 złote ewentualnie jakaś kwota „na czas nauki po śmierci mamy” w wysokości 600-700 złotych nie robiła furory. Ale wydaje mi się, że grunt tego całego problemu był jeden. Samotność z silnym uczuciem braku miłości. Oczywiście, w tamtych czasach nie mieściło mi się w głowie, jak można szukać miłości wewnątrz siebie, wszystko musiało być na zewnątrz.

Ajajaj. Dobra, wiecie już, co się odwaliło, można się roz… a, jeszcze jedna osoba się na mnie zwaliła i to nie była przygoda, którą najlepiej wspominam, ale podejrzewam, że ma chyba największe znaczenie w tym całym ambarasie.

  • A imię jej bordeline, czyli femme fatale XXI wieku

Z tego czy z tamtego powodu ta osoba zjawiła się w moim życiu. Nie bardzo chciałam, ale jednak się stało i… wyobraźcie sobie bordeline. Z jej naprzemiennym zachowaniem, z jej stosunkiem dosyć pogardliwym do innych osób. Tak naprawdę jednak sytuacja zrobiła mi się zła z pewnego, bardzo prostego powodu, a imię tego to finanse. Kiedyś renta rodzinna (to ta, co 700 zeta) się skończyła, a poza tym dorosły człowiek idzie normalnie do pracy. Tyle że ten człowiek nie dość, że mieszka na zad… znaczy, w Gorzowie, mieście od lat umierającym dzięki geniuszowi radnych miejskich i wojewódzkich, to jeszcze ma niedosłuch.

Co ma piernik do wiatraka?

Bardzo prosto, jeśli ktoś mieszka w Polsce wystarczy, że doda 2+2.

Czy Wy myślicie, że osoba z niedosłuchem ma jakieś specjalne potrzeby typu „trzeba jej tłumaczyć jak krowie na rowie, nie da se rady, bo przecież mózg nie funkcjonuje normalnie, a zresztą, bla bla bla”? Widziałam w swoim życiu osoby z niedosłuchem, które nie tylko funkcjonowały NORMALNIE, ale również się cieszyły z tego powodu, że tak wspaniale rozumieją osoby z niedosłuchem i mogą im dzięki temu pomagać. Wypisz wymaluj, w Szczecinie i Gorzowie, kierunek PEDAGOGIKA. Tylko tyle i aż tyle, ale zapewne sprawa jest widoczna na całym świecie.

Jak widać, osoby z niedosłuchem mogą funkcjonować normalnie. Mało tego, jak pogrzebiesz w internetach to znajdziesz i niesłyszących muzyków, ale wcale nie mam na myśli Mozarta czy innego Szopena, a czasy współczesne.

Ale przypominam, mówimy tu o POLSCE.

POLSCE.
POLSCE.
POLSCE.

Rozmawiałam wczoraj z pewną bardzo piękną istotą. Normalne, towarzyskie spotkanie. Pomogła mi przekonać się, bym się wzięła w garść i poszła do socjalu. ALE. Chodzi o to, co powiedziała.

Opowiadała o kimś, kogo osobiście znała, ale ten ktoś ma dokładnie takie same przejścia jak ja. Na rynku pracy.

Idziesz do pracy. Umowa wstępna na trzy miesiące. Po nich zwalniają.
I tak w koło macieju.
Tak właściwie bezustannie.

Jak myślisz, w jaki sposób psychika może na to reagować? „Jesteś do dupy”, „do niczego się nie nadajesz” i „ja już nie daję rady, po prostu albo pracuję na stale, albo wcale”.

Co łączy te dwa przypadki?

NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ.

Zanim zaczniecie cokolwiek komentować, proszę, zerknijcie parę akapitów dalej, gdzie jest nazwa kraju. To Wam powie bardzo wiele.

Więc ja doszłam ostatecznie do wniosku, że można gadać o tym, by iść do pracy, w końcu na olx jest dużo ofert i… aaa, tak, no tak. Jestem kobietą, a nawet jakbym była mężczyzną, to wątpię, by ktokolwiek przyjął mnie do pracy z niedosłuchem i z takim stanem pleców, jaki mam. Znaczy, na budowę na przykład, bo tego jest sporo.

Na nieszczęście, z tyłu głowy mam „nie chcesz pracować”, „każdy normalny w twoim wieku idzie pracy”. Tylko problem w tym, że ja w tym systemie sobie nie radzę. Absolutnie. I tak, mogę mieć niefortunne przekonania, ale nie jest to taki… dosadny, jedynie słuszny argument w sprawie. Przypominam, że mowa jest o Polsce, polskiej mentalności. Więc w tej polskiej społeczności jest fantastyczne wręcz przekonanie, że osoba z niepełnosprawnością umiarkowaną może pracować. Szkoda tylko, że ją widać tylko wtedy, kiedy trzeba posprzątać. Tak, dokładnie: na żadne inne stanowisko nie przyjmą, BO KURWA TRZEBA PRACOWAĆ Z LUDŹMI. A teraz przypomnę JESZCZE RAZ o akapicie powyższym, ale dla odmiany nie z nazwą kraju, a z nazwą kierunku. Tak, ludzie z pedagogiki PRACUJĄ Z INNYMI LUDŹMI I NIE ROBIĄ Z TEGO DRAMATU, chociaż mogą borykać się z różnymi niepełnosprawnościami ciała w sobie. Doskonale, zrozumieliśmy, możemy się przejść dalej, za most.

Oho, kwik umysłu prawie jest wyłączony. No proszę, wspaniale.

Prawie, więc podejrzewam, że po seansie z pisaniem czeka mnie jeszcze seans wybaczania, bo jak widzicie, mam dużo na sumieniu, uważam siebie za złego człowieka i w ogóle, nie jestem w stanie funkcjonować w tym pierdolonym systemie, co mi jebie mózg.

A, no i dość ważna kwestia.

BARDZO, ALE TO BARDZO DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM ZNAJOMYM Z KIERUNKU PRACA SOCJALNA, KTÓRE UPIERAŁY SIĘ, ŻE MI SIĘ NALEŻY.

Ale ja miałam na głowie kilka kwestii.
I opowiem Wam o nich zanim przejdę do kwestii, co mi się należy i dlaczego mózg – czytaj ego – wciąż wywala na mnie swoje niecne brudy. Aha, ważne, bo w tym momencie wciąż mi się przypomina informacja, która przyszła. Ego zostało wszczepione. Nie wiem, nie chcę dociekać, czy to prawda, czy kolejna bzdura, wolę ostatnio wycofywać się rakiem z treści trochę niepokojących i TRZYMAJĄCYCH W PRZESZŁOŚCI.

Dobra, do rzeczy, bo ten tekst i tak jest już bardzo długi. A i dziękuję, że śledzicie dalej ten wpis. Kocham. Dobra, dobra, dobra…

Pierwsza sprawa to chyba tryb ofiary.
Kolejna – pięćdziesiąta trzecia – to przeświadczenie, że ja nie mogę brać. Fak. Że nie zasługuję, że nie mogę, bo każda normalna osoba CHODZI DO PRACY. Wspaniałe przekonanie, pani Olu.

A, i mi się przypomina, że co bym nie robiła z rynkiem pracy, a raczej na nim, to nie wychodziło. Słyszałam, że chodzę po dziwnych osobach, które proponują dziwną pracę i w ogóle, to wszystko nie wychodzi. Wspaniale, a w dodatku z jakiegoś niezrozumiałego powodu siedziało we mnie głupie i koszmarnie niesprawiedliwe przekonanie w stylu „pisanie to nie praca”. Dopiero studia z tej dziedziny sprawiły, że zaczęłam normalnie pi… znaczy, myśleć i tak, KURWA, PISANIE TO PRACA.

A może nie, bo ja na swoją obecną chwilę stwierdziłam, że praca to rodzaj niewolnictwa, a przecież pisanie oczyszcza. Daje radość. I możesz robić to wtedy, kiedy pragniesz, a nie kwiczysz w środku, że cały świat jest nieszczęśliwy.

Nigdy – po tych jobczych kryzysach do 2015/16 – nie umiałam brać. Nawet proszenie o wsparcie było dla mnie ultra ciężkie i robiłam to z wszystkim tym, czym nie powinno się podchodzić do człowieka, i go prosić.

Czy mam siłę wspominać wydarzenia, które świadczą o tym, że wewnętrzne przekonania mają znaczenie?

Pierwsze z brzegu. Jako artysta mogę stworzyć patronite. Ale nie, oczywiście, że nie mogę, bo gdy je stworzyłam, to nie chcieli mi tego profilu zaakceptować. A ja właściwie nie wiem, co poszło w nim nie tak. Nie każdy bowiem musi być alfą i omegą. No i trochę czasu trwało, nim zrzutka zdecydowała się na własną wersję patronajta. Ale ja w tym czasie postanowiłam już olać sprawę.

No i jeszcze nieszczęsna sprawa z zębami.

Nie umiałam prosić o wsparcie rodziny i właściwie robiłam to tylko dlatego, że uświadomienie sobie, że „ból jest iluzją” w tym przypadku to jakaś mega gruba rzecz i w kontekście mojego stanu świadomości bardzo trudna do zrealizowania, chociaż oczywiście MOŻLIWA. Ale o tym dalej, albo i nie.

Kilka lat temu podeszłam do socjalu. Wow, wreszcie doznałam oświetlenia, prawda?!

Otóż, niezupełnie.

Gdy zaproponowano mi czterdzieści złotych na podpaski, to stwierdziłam, że nie ma sensu. No co się śmiejecie? Ubóstwo podpaskowe istnieje, nieważne, że okresu można nie mieć, gdy jest się świadomym wyboru, ale to temat na kiedy indziej.

Tak czy inaczej, olałam sprawę i nawet nie dowiedziałam się, co mi należy.
Ale, żeby nie był0 – pani nie wspomniała tego faktu, co mi się należy w taki sposób, by mój mózg to wchłonął.

No, ale kumpele z pracy socjalnej wiedziały i próbowały przekonać.

Wspaniale, Olusia ma internety, otworzy se stronkę z inform… a, no tak, nie należy się, tak piszą w WUJKU GOOGLE!

Tyle że ten Wujek Google niedomaga i to od dłuższego czasu.

Gdy zaczęłam się spotykać z ludźmi w Gorzowie, to coś we mnie pstryknęło. Poza tym wiecznie o pomoc innych ludzi nie mogę prosić. Państwo jest od tego, żeby… no, je wykorzystywać.

W moim umyśle – a było to w maju 2022, więc witamy w rzeczywistości, tu i teraz wreszcie – zaczęła się transformacja. Jak widać, jeszcze trochę jest do przetransformowania, gdyż piszę ten tekst i on wygląda tak, jak wygląda. No, ale pierwszy krok został postawiony i wczoraj miałam wizytę pana z opieki socjalnej.

I uwaga, tak, należy mi się.

Z tytułu niepełnosprawności zasiłek stały w wysokości jobczej kwoty 719 złotych.

No i z ubezpieczeniem.

Ja myślałam, że tylko ja mam taki problem z pracą. Że to jest kwestia:

  • niep…. a nie, sorry, to nie kwestia niepełnosprawności, tylko
  • tego, że nie chcę pracować w systemie niewolniczym,
  • mam mentalność dzieciaka 12-letniego, ale w końcu mogę udawać, że jest inaczej, po prostu
  • jestem leniem,
  • przekonanie „nic mi nie idzie”, chociaż gały widzą w pokoju taką fajną teczkę z napisem „Uniwersytet Szczeciński”, w której znajduje się dyplom ukończenia studiów, hmm… co poszło nie tak i w którym momencie, zostawmy na inny wpis (ha ha),
  • turbo extra hiper kobieca energia, bo jak wiemy wszyscy, w kobiecej energii trudno znaleźć pracę i w ogóle, powinnam sprzą, dobra, już bez śmichów, to poważny wpis,
  • mam dużo do przebaczenia sobie, ale o tym już mówiłam, więc przechodzimy do kolejnego punktu, którym jest
  • „do niczego się nie nadajesz, bo jesteś idiotką i złym człowiekiem,
  • CZAKRY! NO PRZECIEŻ MASZ CZAKRY W BARDZO ZŁYM STANIE, ZWŁASZCZA CZAKRĘ PODSTAWY!!!111

No i przy czakrach się zatrzymam, albowiem ja nie mam czakr. To znaczy mam i nie mam, zależy, w którym momencie i zależ, jak myślę w danym momencie i jaka jest aktualna decyzja. Witajcie w moim świecie, w którym uświadamiam sobie, że jestem twórcą, a fizyka kwantowa tak właśnie działa jak na obrazku, znaczy w tym akapicie. Tak czy siak pisząc to czuję serce. Serce, a serce mam nadzieję w dobrym stanie.

I widzicie, tyle że z czakrami jest pewien mały szkopuł.

Ja na serio zabrałam się za temat pieniędzy oj… kurna, z siedem lat temu. Najpierw wskoczył temat T., potem wskoczył temat karmy, potem przekonań, potem kolejnej czakry i w ten sposób doszłam do tego, że

NIE DOSZŁAM DO NICZEGO.

Mogłabym perorować na temat tego, co i jak się odjewapniało, ale wystarczy, że zrobicie paskiem w górę i przewiniecie do akapitu, w którym jest nazwa naszego wspaniałego supermocastwa, kraju zwanego Lech… znaczy, Polską.

Wkurwiłam się. To bezustanna telenowela.

Ale jeśli przyjąć tezę, że to co jest najprostsze jest najprawdziwsze?

PRAWDA JEST JOBCZO PROSTA.

W normalnym kraju byłabym w stanie pracować gdzieś i to na stałe, a nie na trzy miesiące, ale mieszkam w Polsce, więc no, mentalność jest taka, jak powyżej. I nie, kurwa, nie zamierzam wchodzić w tryb ofiary, którą widać na forach o niepełnosprawności, dlatego z nich wyszłam. Tam widać bardzo wyraźnie, że osoby z niepełnosprawnością mają turbo ważny i turbo trudny problem do pokonania, a mianowicie idiotyczna wręcz mentalność Polaków. Zatrudnimy osobę z niepełnosprawnością, ale oczywiście tylko wtedy, kiedy będzie chciała sprzątać/być na ochronie… no dobra, zostańmy przy sprzątaniu, uwielbiam wbijać szpilki w tym temacie, ponieważ KURWA NIENAWIDZĘ SPRZĄTANIA. Ale dobra, nie bez przyczyny, bo miałam nieszczęście pracować na sprzątaniu i przekonałam się, że ja nie mogę tam pracować, ponieważ… ponieważ chuj wie, co, tak naprawdę. Oczywiście mózgownica wymyślała powody, ale jeśli się tak przyjrzeć sprawie, to

PRAWDA JEST JOBCZO PROSTA.

Jeśli inne osoby z niepełnosprawnością mają takie problemy jak ja – a po wczorajszej rozmowie widzę, że MAJĄ i nie są debilami – to ja nie mam więcej pytań. Nie ma potrzeby wymyślać filozofii i innych dziwnych rzeczy, jeśli mamy przed nosem prawdę podaną na tacy. Mentalność Polaków, po prostu.

Zrzucam winę na innych?

Ej, to mój świat i NIE MAM KURWA JUŻ SIŁY ROBIĆ SOBIE WYRZUTÓW SUMIENIA, a poza tym jest jeszcze coś, co utkwiło mi w pamięci i co zamierzam zrobić w najbliższym czasie.

– Jesteś tu po to, by nauczyć się brać – powiedziała do mnie kiedyś znajoma świętej pamięci. Zachowam jej twierdzenie w sobie na zawsze, bo widać jak na dłoni, że tak, miała rację. I mam nadzieję, że jest teraz szczęśliwa.

Dziękuję Wam za przeczytanie tego jakże długiego wpisu. Dziękuję również wszystkim osobom, które mi kiedykolwiek pomagały tak w dawaniu pracy, jak i wsparciu drobniejszym, upominkowym czy finansowym. Naprawdę nie wiem, co bez Was bym zrobiła i naprawdę, Wasze wsparcie było dla mnie ważne, uczyło wdzięczności (bo ją poznawałam), i mam teraz takie przeświadczenie, że nie jestem sama. Dziękuję wszystkim za wszystko, jesteście kochani :*. I za Waszą cierpliwość wobec mnie również, to najpiękniejsze, kiedy traktuje się drugiego człowieka z miłością.

* jakiśtam zawód związany z pracą z osobami niedosłuchem, stanowisko na szczeblu wojewódzkim

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.