Oszustwo energetyczne, czyli dlaczego z pozoru prowadzimy wojny rasowe w internetach

Już niczego nie ukrywają, bo nie mogą. Prawa się zmieniły i według tych praw jest bardzo, bardzo i bardzo brutalna lekcja dla tych wszystkich, którzy robią coś wbrew woli człowieka. Świadomej, nieświadomej. Właśnie, bo dotychczas opowiadali nie do końca wprost, tak, by oszukać umysł. Przykładu daleko nie muszę szukać, bo na blogu jest wpis o „Trumanie Show”. Doskonały, rewelacyjny przykład jak walili nas w manto.

Ale już nie mogą.

Oni o tym wiedzą, ale się łudzą. Dostali ultimatum, ale nadal się łudzą. Zło jest banalne, ale że się boją czasem, że czasem jest pusto w ich głowach… dobrze, na czym to ja miałam? A, bo widzicie. To nie jest tak, że my, Dzieci Boże, Dzieci Światła o tym nie wiemy. WIEMY. WSZYSCY TO WYCZUWAJĄ. Trwa wojna domowa w Europie, ale ja miałam Wam opowiedzieć, dlaczego ludzie robią awantury, bo w serialu historycznym królowa jest czarna, a nie biała. To jest nieważne, jaki ma kolor skóry, to wielu przyznaje, jeśli chodzi o powieści typu fantasy. Tam można wszystko kompletnie zepsuć na modłę multi-kulti i kij wie czego jeszcze.

Jestem rasistką?

No przyznaj, nie czujesz, że w tych historiach JEST COŚ FAŁSZYWEGO, GRA, COŚ NIEPRAWDZIWEGO? Nawet jeśli – o zgrozo – jest to akcja w średniowieczu, gdzie kobiety szyją i robią właściwie tylko to. Nigdy tego nie czułam, to jest takie sztuczne, że ja dziś spoglądając na to, łapię się za głowę.

„A więc o to chodziło!”.

Bo widzicie, to nie o to chodzi, że ja czuję złość bo jakiś fikcyjny bohater stał się czarny, a Shin biały. Tu chodzi o to, że podskórnie czujemy, że chcą nas oszukać. Zawsze. Oszukać z historią (co już miało miejsce), oszukać z wyobrażeniem świat(ł)a.

Teraz nie mogą mówić ogródkami. Ludzie muszą wiedzieć, na co się decydują. Wtedy gra jest w pełni fair play. Chcesz wziąć szczypawkę? Już Ci nie powiedzą, że musisz, bo nie pojedziesz do Urugwaju. Powiedzą Ci tak: „jeśli chcesz się identyfikować kodem QR to możesz, ale nie musisz”. I co? Ach, tak – bo więcej papierologii bez kodu QR? I co z tego? Wolny człowiek nie musi się tym przejmować.

Historia została sfałszowana, ale dziś robią to samo z kulturą. Zawsze to robili, do pewnego stopnia. Nie mniej, dziś biorą stare, piękne powieści i zmieniają wszystko, bo jest święte słowo ADAPTACJA. Adaptacja nie znaczy brak szacunku do twórcy, adaptacja znaczy pewnego rodzaju umowę. Umowę, którą zawiera się z twórcą, tak jak u Cobena. Oni robią nam seriale polskie, ale na kanwie jego powieści. Tyle że on – w przeciwieństwie do Jordana czy Tolkiena – podpisał z nimi na to umowę.

Więcej powiem, w przypadku Tolkiena wszystkie osoby, które sprawowały pieczę nad jego dorobkiem zostały zabite, a przynajmniej – nie uszanowano ich woli. To nie to, że wszyscy krytykujący Amazona są rasistami. Ba, pewien czarnoskóry vloger sam powiedział, że czuje niesmak, bo ta historia jest po prostu PSUTA.

możecie włączyć napisy 🙂

Powiedzcie mi tak na serio. Tak z głębi serca.

Po co przerabiać coś, co jest dobre? Dobra, można wsadzić nowych aktorów, spoko. Ale to nie o aktorów chodzi i nie chodzi o słowa. Chodzi o to, że wszędzie z tych treści przejawiają się treści podprogowe. Po co? By nas ośmieszyć może? By wlać do mózgów kolejne bzdury. My to czujemy podświadomie, ale nie umiemy tego wypowiedzieć. Tak po prostu.

Bo dobrych historii się nie przerabia. Zostawia się je, bo są dobre. Argument „bo trzeba dostosować do obecnych czasów” kompletnie nie trzyma się kupy, bo KAŻDY CZAS TWORZY WŁASNE HISTORIE.

To raz, a dwa…

Gdyby im tak bardzo zależało na tym, by czarnoskórzy, Afroamerykanie, żółci, geje itd. mieli udział w kulturze, to zgadnijcie, co by zrobili.

TAK, DALIBY IM MOŻLIWOŚĆ TWORZENIA WŁASNYCH DZIEŁ.

I tyle i aż tyle.

PS.: Argument „ale przecież czarnoskórzy mają produkcje, Netflix jest w Afryce i Azji” także nie wytrzymuje argumentu. Po pierwsze, produkcje lokalne są znane z tego, że są lokalne i naprawdę – jak nie ma mody na jakiś kraj, to raczej one się nie wychylą spoza tuby regionalnej. Po drugie, zauważcie, gdzie najwięcej LGBT i innych rzeczy się wstawia. W USA. W USA nie mają czarnoskórych twórców, że muszą tymi postaciami faszerować dzieła, które stworzyli twórcy, mając na myśli białych bohaterów? Naprawdę? Ach – i serdecznie zachęcam do sięgnięcia po „Koło czasu” Jordana. TAM JEST MULTI KULTI.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.