[commentary] Ajahna Brahma „Podaruj sobie spokój, życzliwość i wybaczenie”

Prawdopodobnie wszyscy znajomi już mają za sobą wykład Ajahna Brahma „Podaruj sobie spokój, życzliwość i wybaczenie”. Może to i lepiej dla tego tekstu, jeśli przysporzy to mu więcej komentarzy. Ale tak naprawdę zdecydowałam się na niego z prostego powodu – molestował mnie.

A jeśli go nie słuchałeś, to zachęcam z jednego, fantastycznego powodu. Ten wykład tak bardzo odpręża, że taka się poczułam, szczęśliwa. Być może odczułam energię spotkania, ale to jest właśnie doskonały przykład tego, o czym mówił Ajahn. Zapytał: dlaczego przychodzicie do świątyni?, i kontynuował w takiej narracji: posiedzieć, pomedytować… przecież nie dla bożków, nie dla jakiś dziwnych ceremonii. A dla spokoju siebie samego, o czym mógłby zaświadczyć już emerytowany kierownik budowy, który za każdym razem, gdy był w stresie, przychodził na parking świątynny i tam spędzał chwilę, by się odprężyć. I no wow – tego akurat filmiku można słuchać dla samego tylko odprężenia się, choć oczywiście Ajahn mówi mądre rzeczy. W końcu to mnich buddyjski, musi tak prawić. Czyż nie?

Gra ego

No więc chyba niekoniecznie. Nie musimy się zgadzać ze wszystkim, co wielcy uduchowieni tego świata prawią. Ba, Ajahn sam ma krytyczne podejście do wielu spraw. Na przykład wygląda na to, że nie podoba mu się, że wielcy przywódcy duchowi próbują nakazywać i zakazywać, a nie okazują współczucia i zrozumienia innym. To było przy okazji mowy o aborcji, ale do tego jeszcze wrócę, bo wpierw chciałam opowiedzieć o grze ego, którą uprawia niemal każdy z nas.

Ego ocenia. Stopniuje. Ajahn podaje historię ze swego życia, że kiedy był młody, to miał dwóch kolegów chrześcijan, którzy opiekowali się dziećmi z autyzmem w ramach wolontariatu. Gościu stwierdził, że skoro jest buddystą, to on zrobi to lepiej.

A każdy z nas jest po prostu człowiekiem. Nieważne czy jesteś muzułmaninem, czy chrześcijaninem, czy buddystą – jako człowiek w pewnych sytuacjach potrafisz po prostu okazać współczucie. I tu fakt, że każda religia ma coś za uszami niczego nie zmieni.

Niestety, nie zawsze potrafimy być tacy dobrzy, zwłaszcza wobec siebie. Albo osób, które dokonały pewnego, dość kontrowersyjnego wyboru.

Nie rozumiem, dlaczego kobieta dokonująca aborcji z jakiegokolwiek powodu nie otrzymuje życzliwości i zrozumienia. (Wszystkie kursywy to cytaty Brahma).

A to jest bardzo dobre pytanie. Bo o ile buddyzm zaleca oddawanie dzieci do adopcji, to jednak potrafi zrozumieć sytuację. Masz dbać o swoje bezpieczeństwo. I radość. Ajahn podał bardzo kontrowersyjny przykład, bo babeczka usunęła ciążę, w której dziecko było zdrowe. I potem tego bardzo żałowała. Och, tak, zaraz rozlegną się fanfary i orgazmy chrześcijańskich ultrasów. Tylko z drugiej strony – skoro nie byłoby stać ją na wychowywanie kolejnego brzdąca, to czy nie postąpiła lepiej? Czy dziecku byłoby zapewnione wszystko to, co jest potrzebne do wzrostu w sierocińcu? Tego nie wiemy. Nikt nie wie. I mimo tego chcemy wydawać osądy, do czego nie mamy prawa. Ta kobieta i tak już wystarczająco cierpiała – sama z siebie. Po co dokładać do tego cegiełkę? Czyż człowiek nie zasługuje na szczęście?

Certyfikat szczęścia

Ajahn Brahm miał na tyle ogłady – delikatnie mówiąc – że pewne rzeczy nazwał wyrozumiale. No w sumie trudno nie mówić o czymś w sposób wyrozumiały, skoro temat jest o wyrozumiałości. Ale zadał chyba jedno z najlepszych i najważniejszych pytań – dlaczego to sobie robimy, że nie pozwalamy sobie zaznawać szczęścia? „Bo nie zasługujemy”. To nie jest mądre przekonanie. To jest przekonanie głupie jak but i warto nad nim popracować, żeby je przetransformować. Niestety, mamy go tak mocno wbite w podświadomość, że czasem trudno się w tym połapać. WIEMY, ale nie jesteśmy świadomi. To KOLOSALNA różnica. Na szczęście umysł da się ograć. Czym?

Idziesz na medytację buddyjską, a tam figurka buddy (czyli oświeconego umysłu), używanie mali i jakieś świece oraz inne precjozy. W jednej chwili wchodzisz do przestrzeni, w której otaczają cię SYMBOLE. Symbole mają tę moc, że przemawiają do umysłu na poziomie podświadomym. Więc nie gadasz do niego w sposób obraźliwy, tylko ładnie, podstępem przemawiasz mu do rozsądku.

Ajahn Brahm wymyślił podstęp dla umysłów odbiorców – certyfikat szczęścia. To jest symbol, który działa jak może nie mantra, ale na pewno afirmacja. W końcu podarowany przez jakiegoś guru, autorytet, to dla umysłu będzie ważne. Ale ja nie mam żadnych autorytetów. Mimo to tak często zapominam o tym, że zasługuję na szczęście i nie powinnam się przejmować bzdetami, że pomyślałam, by sama sobie stworzyć taki certyfikat. Bo czemu nie?

Proszę, nie smućcie się z powodu rzeczy, które wydarzyły się dawno temu.

Może nie powinnam więcej spojlerować tego wykładu, bo po prostu zabrakło mi słów. To spotkanie jest z pewnością odprężające i bardzo mądre. Choć może do jednej wypowiedzi powinnam się przyczepić, ale mój umysł już postanowił o niej zapomnieć. Dlatego na koniec zostawiam Cię z zachętą do wysłuchania tego filmu: odpręż się.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.