Pluton

Dzień dobereł.

Jak pięknie zrealizowany jest to film, świadczą nie tylko nagrody oskarowe, ale przede wszystkim uznanie widzów. Zarówno tych, co oglądali przy premierze, jak i obecnych – jak ja – którzy dopiero odkrywają „Pluton”.

Siedzą we mnie dwa wilki.

Jeden z nich twierdzi, że to mroczna, ciężka i przez wysokie D (jak dramat) opowieść. Mamy tu chłopaków w plutonie na wojnie w Wietnamie, mamy tu historię o tym, że tak, mężczyźni mają emocje i wojna dla nich jest piekielnie trudnym doznaniem. Mamy tu wreszcie próbę zmierzenia się ze zbrodniami wojennymi w USA.

Drugi wilk zaś mówi, że „Pluton” jest bajką dla tych, co przetrwali tamtejsze piekło. Pocieszeniem, które wybrzmiewa delikatnie – jak niektóre kadry – i nieśmiało. Że przeżycie kogokolwiek jest opowieścią niemal nierealistyczną, taką ułudą szczęścia.

Myślałam, że to kino będzie brutalniejsze, krwawsze.

Ale w kinie (anty)wojennym nie chodzi o pokazywanie flaków, jak w slasherze.

Raczej myśl jest taka: ukażmy piekło żołnierzy.

A tu dzieje się ono w głowie.

Nie wiem, czy „Pluton” można nazwać arcydziełem w swojej kategorii – bo zwyczajnie się na niej nie znam – ale jest kilka elementów, które rozwalają mózg:

😍 zdjęcia – totalnie przemyślane, totalnie piękne, totalne w klimacie.

😍 muzyka – jest jeden główny utwór, który tworzy taki klimat, że klękajcie narody.

😃 TA SCENA Z DAFOE. Jak ją zobaczycie, będziecie wiedzieć, że to ONA. Kroi serce. A sam aktor ma świetną charyzmę od samego początku. Łoł, to było… doznanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *