Idle hands

Recenzja dedykowana Justynie Salskiej, bo zaproponowała seans 🙂❤.

Od pierwszej minuty widać, że to nie jest horror horrorowaty. Raczej slasher, ale szczerze mówiąc i z tym mam wątpliwości. To znaczy: dłoń zabija jak leci i mamy kilku naprawdę bardzo głupich nastolatków, którzy tylko ćpają, żrą chipsy i oglądają pornole w TV. Ach, te słodkie lata 90′ pełne erotyzmu… i to widać. Widać również, że ten film jest pro-satanistyczny, a przynajmniej, najbardziej w openingu. Zresztą – twórcy musieli się całkiem nieźle bawić konwencją i domyślam się, że w 1999 film był świeży pomysłem.

„Idle hands” / „Zręczne ręce” zaczyna się śmiesznie. Znaczy – dla bohaterów niezbyt, bo cnotliwe małżeństwo ginie w łóżku. A potem poznajemy Antona (Dewon Sawa), który jest tak naćpany i zryty lenistwem, że nie zauważa śmierci rodziców. A potem robi się jeszcze komiczniej. I ze śmiercią w tle.

Że co, powtórzyłam się? Widzicie – na tym cały pic polega. Bohaterowie mają co prawda przemianę, ale grunt to ćpanko i naparzanko, tyle można powiedzieć o psychologii i to wszystkich. Trochu szkoda, bo…

…to chyba nie jest do końca wykorzystany potencjał. Twórcy poszli w komedię, co teoretycznie było dobrym ruchem, ale postać kapłanki druidów (Vivica A. Fox) najpierw prezentowała się dość ciekawie i nawet budziła moje zainteresowanie, a potem jakby zeszła na drugi plan, stała się mało ciekawą bohaterką. Ja wiem, że tu psychologia leży i kwiczy i to w kałuży krwi – w końcu liczy się śmiech – ale, no… miałam wrażenie, że można było z nią zrobić coś więcej.

Seans generalnie lekki i przyjemny, zwłaszcza dla tych, co lubią slashery. I rocka-metal, bo ta muzyka towarzyszy bohaterom dość gęsto.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *