Możliwe jest to, czego jesteś świadomy, że jest możliwe

Houston, mamy problem. Problem leżący w… ograniczonej wyobraźni człowieka.

Ja nie wiem, co tu na świecie zaszło i nie chcę tego wiedzieć, bo póki co wystarczy wiedza, że wszyscy jemy to, co jest zewnętrzne. I okej, tak skonstruowano ten świat, tak zmanipulowano ludźmi, że ci stwierdzili, że jedzenia potrzebują. BO INACZEJ ANOREKSJA.

Gorzej, gdy na tapecie pojawiają się osoby, które twierdzą, że można się odżywiać blaskiem słońca i w ogóle. Spoko, ale tu zostały pomieszane pojęcia. Bo zapewne możesz się żywić światłem słonecznym, skoro tego chcesz i potrzebujesz, ale jest to całkiem inna rzecz od bretarianizmu.

I tego ludzie za funta wała nie rozumieją I NIE CHCĄ ROZUMIEĆ.

Świadomość nie ma ograniczeń.

Ale OK, postawię sprawę inaczej.

JESTEŚ ŚWIATŁEM.

Wyobraź sobie ŚWIATŁO. Ono po prostu JEST. Pytanie, czy się żywi. No i po co? Po co światłu coś z zewnątrz, skoro jest samowystarczalne? Żeby rosnąć? Tylko nie wiem, czy wiecie, ale jesteśmy w świetle, jesteśmy światłem, więc… no… jak coś, co jest z zasady i natury nieskończone ma rosnąć?

I wchodzi temat bretarianizmu.

WSZYSCY jak jeden mąż powtarzają: żyw się słońcem. Znaczy światłem słonecznym.

Czytaj – szukaj posiłku na zewnątrz.

Ale tu nie chodzi o ZEWNĄTRZ, tylko WEWNĄTRZ!

Zawsze, w każdej sytuacji ograniczenia są tylko wytworem umysłu i są one programami, które nałożyliśmy sobie, choć nie musieliśmy. Z jakiegoś względu się to stało, nie rozkminiam jak i gdzie, i kiedy, ale w gruncie rzeczy do pewnego momentu uważaliśmy, że wszystk0 – absolutnie wszystko – leży poza nami.

Bóg.
Nauczyciel.
Mistrz.
Rodzic.
Miłość.

I tak dalej, można to w nieskończoność wymieniać, ale po co?

Tym bardziej, że zapewne rozumiecie, co chcę przekazać.

Wiara jest czymś zewnętrznym, bo musisz w coś wierzyć, żeby było prawdziwe, żeby w ogóle coś miało zaistnieć.

Ale tu nie chodzi o wiarę.

ZAWSZE chodziło o ŚWIADOMOŚĆ.

Świadomość światła w sobie, Źródła, Miłości i innych efektów specjalnych.

ZAWSZE CHODZI O ŚWIADOMOŚĆ.

Gdy miałam ten mój mityczny kwietniowy proces dowiedziałam się jednej ważnej rzeczy. Mamy wybór. I jedzenie to symbol braku. Jesteś głodny nie dlatego, że potrzebujesz się nażreć bułką, ale dlatego, że brakuje światła w tobie, w tej przestrzeni ciała. Możesz to uzupełnić.

No to zaraz padnie pytanie: to dlaczego jeszcze nie jesteś na bretarianizmie?

Bo widzicie.

Moim zdaniem bretarianizm NIE JEST żywieniem się promieniami słonecznymi, choć zapewne w Hiszpanii czy innej Afryce łatwiej przeprowadzić pewne procesy i zaraz rozkminimy, dlaczego tak się dzieje.

Jeśli jesteś absolutnie świadomym bycia światłem, to nie potrzebujesz jedzenia zewnętrznego, bo jesteś światłem. Ty to wiesz, odczuwasz. Światłu potrzebne jest bycie. Światło samo w sobie jest samowystarczalne. Ale oczywiście, że światło jest wolne i może wybrać, czy chce korzystać z jedzenia ze świata zewnętrznego, czy jednak woli skupić się na byciu światłem, na tym… właśnie jobczym połączeniu ciała z duszą.

No i Panie i Panowie, doszliśmy do clue programu.

Nie jestem i prawdopodobnie nie będę bretarianką przez najbliższe lata, ponieważ nie mogę się nią stać. Nie dlatego, że nie chcę, a dlatego, że to nie mój wybór. Jeszcze nie – przynajmniej na ten moment. Mam czego innego doświadczyć i to jest w pełni w porządku. To umysł wybrałby bycie światłem, bycie bretarianinem, bo tak jest łatwiej. Tylko że umysł jojczy albo nie wie, że… no właśnie.

To JEST proste i jednocześnie NIE JEST proste.

Gdybyś miał się żywić światłem – swoim wewnętrznym – to byś o tym wiedział tak, jak wiesz, że dzień to dzień, a noc to noc. I wystarczy. Po prostu. Miałbyś świadomość, że nie potrzebujesz jedzenia tylko dlatego, że wybrałeś niejedzenie zewnętrznego pokarmu. Taki program na tę chwilę nie obowiązywałby Twego ciała. I już. Ale to, że jesz truskawki czy insze lody waniliowe to też jest całkowicie w porządku.

Jesteś jednak wolną istotą i powiedzmy, że nagle, pewnego dnia decydujesz się na bycie bretarianinem. W wersji optymistycznej dostrajasz się całkowicie do tego typu życia, ale okazuje się, że… nie nęcą cię kino czy nawet znajomi, którzy do pewnego momentu wydawali się w porządku, ale w momencie, gdy przyszło do ciebie zdjęcie z ich story, zdjęcie kebaba, poczułeś obrzydzenie i wcale nie dlatego, że to zabijanie zwierząt, ale dlatego, że to nie są twoje wibracje. Stare programy odpadają, zmienia się tło i wszystko.

Rozumiesz, w takiej świadomości zmieni się wszystko w Twoim życiu.

ALE

W umiarkowanie pozytywnej wizji TY jako TY decydujesz się, że chcesz być bretarianinem, więc łazisz po forach internetowych i dziwnych innych telewizjach pokroju NTV i widzisz sprzeczne ze sobą informacje. Dociera do Ciebie jednak książka „Proces Praniczny” Nuliny, no i… otwierasz szeroko oczy. Wow! Wystarczy TO JEDNO PRZEKONANIE! PRZEKONANIE, ŻE (JESTEŚ ŚWIATŁEM I) NIE POTRZEBUJESZ JEDZENIA DO ŻYCIA!

Tylko…

Te ceny.

Ceny kursów pranicznego procesu zwalają z nóg.

I powiem tak.

Proces stania się bretarianinem może sam się wydarzyć, bez jakiejkolwiek ingerencji. Po prostu pewnego dnia wstajesz i masz jobczą świadomość, że NIE MUSISZ JEŚĆ, BY ŻYĆ.

No ale, jeśli się jednak zdecydowałeś z umysłu, z ego czy z czystej nawet ciekawości, to wpada wariant może nie całkiem negatywny, ale na pewno dużo bardziej wymagający.

Po pierwsze, procesy. Zawsze trzeba wykonać pewne procesy, które spajają świadomość z ciałem, ze światłem. Robi się to poprzez medytacje i światło, i jeszcze przez jedzenie.

Obserwując Nulinę nie jest trudno zauważyć, że ona żywiła się warzywami i owocami, była na diecie wysokowibracyjnej, jaką jest WITARIANIZM. Zajebista dieta, choć prawdopodobnie krótkodystansowa, zazwyczaj człowiekowi potrzebna do ogarnięcia OCZYSZCZENIA ORGANIZMU.

Następnie można spróbować wykonać pełny proces praniczny przez medytację, ale nie zawsze się kończy to z sukcesem. Może nawet kilka takich jobczych procesów trzeba wykonać, żeby to się wydarzyło.

Zmiany zachodzą długo – przyjaciółka skomentowała bretarianizm jako „do tego trzeba się przygotowywać przez piętnaście lat”. Może. W każdym razie, nie jest to krótki proces, a przynajmniej niekoniecznie od razu wszystko wyjdzie jak po maśle. Bo owszem, możesz się zdecydować na taki proces i jest to fajna przygoda, ale później jest pilnowanie właśnie wysokich wibracji.

I nie wiem, czasami wysoka wibracja… no właśnie, jest niepotrzebna, bo może jest parę przypadków, kiedy faktycznie – wystarczyła informacja z eteru czy coś, no i ten ktoś po prostu zaczął pić tylko wodę. Ale w pozostałych przypadkach, których jest znacznie więcej, to zazwyczaj jest tak, że proces bretariański jest wymuszony, a to powoduje problemy.

Widzisz, ja nie chcę wymuszać na sobie procesu pranicznego. Ja chcę go przeżyć tak, żeby samo się zadziało. Taka moja wola, takie moje doświadczenie w całkowitej wolności i zrozumieniu dla samej siebie.

ALE

Wciąż jest pytanie:

JAK TO ZROBIĆ?

Nie wiemy. Znaczy nasze Serca wiedzą, ale umysł jątrzy. I nie wie. On naprawdę nie wie, a książka Nuliny kosztuje ok. 80 złotych i żartowałam sobie z tego „jak wydać pieniądze w głupi sposób”.

Masz mieć przeprowadzony proces praniczny – przyjdzie ta chwila, odpowiednia pora, poczujesz, że musisz kupić książkę albo samemu przeprowadzić proces praniczny.

Dlaczego?

BO TAK JEST NAJLEPIEJ.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.