Potęgo kreacji działaj!

Ta okrutna gra już się kończy. Przejrzeliśmy na oczy i w duszy, w swoim i światła świetle. Język do zmiany, ale póki mamy to, co mamy, to postaram się nim posługiwać. Tak czy inaczej, jeśli spojrzysz na świat jak na matrycę-szachownicę, jak na lustro, jak na prawdy, które są zaprzeczeniem prawd (mam nadzieję, że nie kręci Ci się w głowie), to wtedy ujrzesz prawdę w swoim sercu.

Kultura to nie tylko programowanie złoli. Zawiera dużo wskazówek dla naszych Dusz, bo twórczość jest wyrażeniem wiedzy naszej duszy. Myślę, że poprowadzona tego typu interpretacja może nas doprowadzić do wielu wspaniałych rzeczy.

Ale może zacznijmy od początku, czyli od Sailor Moon. Właściwie, z perspektywy rozwoju to nie jest pierwsza seria o „magicznych dziewczynach”, ale sama nazwa gatunku już wiele mówi. Nie magiczne bibeloty, różdżki, czy inne bzdetolety. Magiczne dziewczyny. I oczywiście, w najprostszej interpretacji może to wyglądać tak, że moc jest poza nimi, bo przecież dziewczyny, zanim stały się czarodziejkami były zwykłymi obywatelkami Japonii i nie miały żadnych gratów do przemiany XD. Zawsze zjawiał się jakiś wróg, one używały broszek, po czym wygrywały i wyglądało to tak, jakby moc była na zewnątrz nich. Ale ostatecznie wszystkie – przy końcu KAŻDEJ SERII – musiały wejść do wnętrza siebie, żeby mocą swojego serca wesprzeć jedną z nich. Pałeczki były tylko symbolem, który umożliwiał posługiwanie się ich wewnętrznym światłem. I wiecie, co? W Sailorkach było dużo dużo światła :). Różdżki mogą naprowadzać moc, są odbiornikiem, więc przez nie łatwo kierować…

– Ola, co ty pieprzysz? – zapyta ktoś.

Miałam kiedyś różdżkę – tzn. wyglądała jak pałka ogrodowa z sercem. Poszłam się nią zabawić w sensie nie seksualnym, a w sensie dziecięcym niby. I to było tak, że do nieba ją zwracałam i mówiłam cośtam, czułam energię, odczuwałam pewnego rodzaju wibracje.

Wszystko jest połączone ze sobą.

My mamy w sobie światło, piękną, cudowną moc, która dana jest nam od Błogosławiącego Światłem, naszego stwórcy. Jesteśmy stworzycielami własnych światów i przenikamy się z cudnymi, innymi kreacjami. Warto to przynajmniej wiedzieć, bo i tak idą zmiany, ale na razie jest tak, że mamy lekkie PTSD i jednocześnie go nie mamy, zależy od spojrzenia.

A język – ja nie mogę nazywać czegoś tak pięknego czymś, co ma w sobie „kreaturę”, jest zniszczone i nacechowane przez jakiś kij wie, co, w każdym razie, dlatego pozwolę sobie nazywać to, co nas stworzyło jako Błogosławiącego Światłem, generalnie, chodzi o to, by się odciąć od syfu.

Dawno temu, gdy właziłam w ezoterykę nie było jeszcze tak jasno postawionej sprawy. Ale widzę, że u wszystkich Istot Światła, które pomagały i pomagają innym stanąć na nogi wiedza sama przychodzi. Dlatego nazywają swoje projekty „cośtam+światło”. Ziemia Światła ma potężne wibracje, znacznie większe od tego syfu, który się wywalił w tym roku.

Ach, a jeszcze nie tak dawno temu, bo na Sylwestra 2022 rozmawiałam z tatą, że TEN ROK błyszczy. Jest piękny. Bardzo silny energetycznie, pełen mocy, więc na pewno będą działy się cuda.

A wracając do odbicia zewnętrznego, to jest jeszcze jedna sprawa, z której warto sobie zdać sprawę. Otóż, weźmy sobie taki Czarny Protest czy Konwój Wolności…

Mówi się, że żeby coś wywalczyć, to trzeba się razem spiąć i coś zrobić. To prawda, ale niepełna. Zauważcie, że ani Czarny Protest, ani Konwój Wolności ostatecznie nie przyniosły aż takiego rezultatu, jaki chciano osiągnąć. PiS zrobiło, co chciało, a w Kanadzie nadal ludzie nie są do końca wolni. Tylko właśnie – to jest zewnętrzny obraz. To jest odbicie naszego wewnętrznego świata i jakkolwiek trudno to zrozumieć, to my mamy raczej czuć się wolnymi ludźmi, którzy nie muszą działać przez jakieś dziwne nakazy i zakazy. Prawo naturalne nie potrzebuje rozkazu, a ono działa cudownie, szczególnie ze świadomością własnej mocy.

Bo o ile wszyscy razem jesteśmy połączeni i wzajemnie się wspieramy, to jest jeszcze jedna struktura świadomości, czy jak to nazwać. Chodzi o to, że mamy prawo do decydowania o naszym świecie. O ciele, o tym, jak wygląda, wszystko to na raz sprawia, że umysł zaczyna walić dyrdymały i pytać „o co chodzi”. No to opowiem Wam o moim wizjo-śnie, bo to była pewnego rodzaju drzemka, ale drzemka, która dała mi wiele do myślenia. Najpierw rysunek, niezbyt ładny, raczej roboczy, ale hmmm no dobra :).

Jeszcze nie jest to opis wizjosnu, ale daje pewną wskazówkę. Otóż, niemiecki uzdrowiciel Bruno urodził się przed wojną w Gdańsku. I teraz tak, miasto to wtedy należało do samego siebie, ale chodzi o to, że było bardziej niemieckie i ono chciało być w Niemczech. Ale to było przed tym okrucieństwem, natomiast po wojnie stało się polskie. Zastanawiałam się, skąd ta zmiana.

Prawda jest jobczo prosta.

Wskazówka!

Matka Ziemia zdecydowała, że chce przebudzenia, chce radości i miłości. A ponieważ wszyscy jesteśmy połączeni, ludzie ją odczuwają. Nieważne betony czy inne kwestie – i tak czują. Zdecydowała, że Istoty Światła mają prawo być szczęśliwe i mogą wyjść z tego pierdolnika. Dlatego też ludzie masowo zaczynają się wewnętrznie budzić. A kiedy Matka Ziemia wesprze Istoty Światła, kiedy one zrozumieją i będzie ich dostatecznie dużo…

Mi się ten proces pokazał jako „grzyb atomowy”, a to co wyszło na rysunku przypomina bardziej drzewo. Generalnie, poczułam, że tu chodzi o to, że mamy prawo wyboru – gdy się większość Dzieci Światła przebudzi, przeklęta kopuła sama zniknie, pęknie. Czyli innymi słowy, my decydujemy o tym, nasza wspólna siła decyduje o tym, co się zadzieje. To coś w stylu „skoku kwantowego”. A że decyzja Matki Ziemi jest taka, a nie inna, to stąd tyle różnych reakcji ludzi na to, co się dzieje. Oczywiście, obecny okres każdy z nas przeżywa inaczej. Ale damy radę!

Inną sprawą jest to, że zaśmiecono nam umysły jakimiś bzdetoletami i jesteśmy w tym pogubieni, a niektóre Istoty Światła mają dodatkowy problem taki, że wątpią. Wiadomo, trudno od razu wierzyć w swoją moc kreacji, rzeczywisty wpływ na świat, jeśli wszystko było lustrzanym odbiciem oraz wszystko waliło się jak stąd do 9 planety, tak nas biczowano. Ale zajmiemy się tym, a gdy zobaczymy rzeczywiste niebo, wtedy uwierzymy w siebie jak nigdy dotąd.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.