[commentary] Odwiązać się od cierpienia

Z początku myślałam, że powyższy wykład nie da mi zbyt wiele ciekawego, bo Ajahn Brahm nie odkrywał Ameryki. Ale potem zaczęła się akcja z żałobą.

[ludzie] Boją się szczęścia. Są przyzwyczajeni do tego, kim są. Do bólu, do trudności. Są przywiązani do cierpienia. [Ajahn Brahm].

Ajahn przytaczał historie o żałobie. I nagle stwierdziłam, że żałoba – ta psychologiczna, mentalna – to jest ściema. To program, który nam wgrano, byśmy mogli się pieścić w byciu ofiarami. Koniec końców, jeśli umiera tylko ciało, jeśli ludzie przestają się wreszcie męczyć na tym padole, to po jakiego kija mamy się smucić? Ba, w Sieci wystarczy poszukać przykładów, jak zmarła osoba przychodzi we śnie i prosi, by żałobnik przestał się rozczulać. Tak, myślę, że zmarli zdecydowanie wolą, jak ich bliscy się radują życiem. I oczywiście, że jest to trudna sytuacja, w chrześcijańskiej kulturze wręcz nie do pomyślenia. No bo jak to tak, przystoi w ogóle iść na bal maturalny, gdy jeszcze oficjalna, dwuletnia żałoba się nie skończyła? Mówi się o tym, że jest ona potrzebna psychice po to, by mogła się zregenerować po utracie kogoś bliskiego. Ale… czy my po prostu nie jesteśmy przywiązani do bólu i dlaczego buddyści potrafią się cieszyć po czyimś pogrzebie? Bo chrześcijanie mają wbity program „och, smućmy się, módlmy i przez dwa lata chodźmy w czerni”, a buddyści mają medytacje transformujące ból. I je stosują, może właśnie dlatego, że nie są przywiązani do cierpienia.

W Malezji często spotykałem ludzi chorych na malarię. Inni chorowali, ja nie. Myślę, że to dlatego, że się nie bałem.

Od początku plandemii jestem przekonana, że ludzie chorują na to gówno tylko dlatego, że się boją. I jasne, można rozszerzyć opis, ale w swoim krótkim życiu nauczyłam się jednego. JEŚLI SIĘ CZEGOŚ BOISZ TO TO KURWA PRZYCIĄGASZ. Zapamiętaj to sobie. I nie mówię, że to jest łatwe do kontrolowania, bo wcale nie jest. Ale ta świadomość bardzo pomaga, szczególnie, jeśli nie widzisz na ulicach zwłok, a jakieś 99% znajomych funkcjonuje normalnie.

Strach to właśnie negatywność dodana do przyszłości.

I większość ludzi niestety nie rozumie, że skupiając się na czarnych wizjach przyszłości przyciąga je do siebie. Ja nie chcę żyć w kraju, który jest jak Wenezuela. Nie chcę żyć w kraju, w którym jest jak w Austrii. I nie chcę żyć w świecie, gdzie złole mają nieustającą orgię z cierpienia innych. Gdy jednak usiłuję ludziom tłumaczyć „ej, nie twórzcie gównianych wizji”, to mi często odpowiadają „to nie tworzenie, to fakty”. Na szczęście – ufff – jestem wolnym człowiekiem i mogę decydować, w jakiej rzeczywistości chcę żyć. A chcę żyć w rzeczywistości, w której człowieki są wolne.

Jeśli patrzysz na przyszłość całościowo, czyli mądrze, to strach przestaje cię kontrolować.

Już któryś raz w tym roku osiedlowy kebab podwyższył swoje usługi o dwa złote. A gdy wchodzę do sklepu, to czuję niepokój, bo ceny nie są najszczęśliwsze. Inflacja 7,7%. I są memy Polska=Wenezuela. A jednak, teraz staram się filozofować, że żeby nastał Nowy Wspaniały Świat, znaczy nie ten z Huxleya, a ten z Edenu, to stary musi upaść. Upadek programów, upadek systemu. Aby była wolność, system musi pierdolnąć, ale to przecież nie wydarzy się drugiego grudnia 2021, tylko z czasem będzie zachodziło. To już się dzieje, tylko ściana między chujową rzeczywistością a nową, wspaniałą zniknie ostatecznie 21 grudnia. Hm, nie wiecie, o co mi chodzi? To wróćmy do Ajahna Brahma i zapraszam do pytań w komentarzach.

Szczęścia nie można kontrolować, trzeba mu się po prostu oddać.

Ta powyższa prawda opisana też jest w transferingu. Im bardziej człowiek ma na coś wywalone, tym bardziej jest mu dane. Oczywiście, z teoretycznego punktu widzenia jest to proste. Z praktycznego trudniejsze, bo przyzwyczailiśmy się do kontrolowania. Ale właśnie tak, jak Ajahn zauważył – kontrola i strach się łączą, a przywódcy religijni o tym doskonale wiedzą i to wykorzystują. Natomiast gdy coś zrobisz i odpuścisz, to po jakimś czasie możesz się bardzo pozytywnie zdziwić.

Powyższy wykład daje wiele do myślenia. Tak właściwie, to raz jeszcze uświadomił mi, że najważniejsza jest świadomość. Bo jeśli jesteś świadomy, że masz wpływ na sytuację swoim stosunkiem do niej, to już wygrałeś.

POSŁOWIE

W tym miejscu serdecznie dziękuję Kamilowi Kotowiczowi, bez którego seria tekstów commentary by nie powstała. To było bardzo ciekawe, inspirujące i pouczające doświadczenie. Dziękuję, Towarzyszu! I trzymaj się ciepło :).

Jeden komentarz do “[commentary] Odwiązać się od cierpienia”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.