[SEZON 1] NEWSLETTER DLA KRÓLOWYCH

-002-

Thera nauczyła się rewizji. Oznacza to, że jeśli się wydarzyło coś zjebanego, to ona w swojej wyobraźni mogła to zmienić. I stało się prawdą. A ponieważ jedno z najważniejszych dla niej wydarzeń zostało zmienione i uzdrowione, to dlaczego nie miałaby zmieniać mniejszych, bardziej prozaicznych rzeczy?

Jeśli nie wiecie, kim jest Thera Novida, to w skrócie: jest to dziewczyna, która mnie zawołała. Ot, usłyszałam jej głos. Przywołała kogoś, kto ma opowiedzieć jej historię i dać świadectwo koszmarowi, w jakim jej naród – Polacy – żyje. Pierwszy tom już jest napisany i czeka, aż się wezmę i zacznę wysyłać do wydawnictw. A drugi rozrasta mi się do niebotycznych rozmiarów. Aktualnie jestem na miesiącu piętnastym z dwudziestu czterech. Idzie powoli, ale to dlatego, że historia jest ciężka.

Nasza bohaterka właściwie wciąż jest więziona. Niekoniecznie brutalnie – aktualnie siedzi w pokoju hotelowym, skąd nie może wyjść. Jeśli udaje się na uczelnię, to pod okiem strażnika. Z pozoru błahe miejsce, z pozoru niewiele się dzieje, ale torturują ją psychicznie. Na przykład, każą jeść psie jedzenie pokroju suchej karmy Pedigree. I jak Thera ogarnia, czym jest rewizja, tak zaczyna jeść normalne, ludzkie jedzenie w postaci zup.

Złole się skapnęli.

Postanowili ją ukarać, a ponieważ Yaniv Barak – jeden z głównych przedstawicieli wrogiej Polakom organizacji, GVARY – jest inteligentny i to piekielnie inteligentny, skapuje się, że jego podopieczna wykorzystuje rewizję.

On sam nie jest w stanie wykonać tej sztuczki, ponieważ tylko Polacy to potrafią.
Ale może wykorzystać tę sztuczkę przeciw nim.

No więc – może oszczędzę Wam szczegółowych opisów tortur, które następują w wyniku kary za jedzenie ludzkiego posiłku. Ale dla nas najważniejsze jest to, że Thera miała powtarzać pewne, bardzo ważne zdanie.

BARDZO WAŻNE ZDANIE DLA NASZEJ PODŚWIADOMOŚCI.
DLA NASZEGO BYTU.

Nie wierzycie? To czytajcie dalej xD.

No więc, Kochane Królowe, już- już miałam w wyobraźni scenę, gdzie Thera odczytuje napis, a następnie musi go powtarzać. Napis brzmiał: „ja jestem psem”.

I wtedy moja świadomość zrobiła mi fikołka.

Poczułam się tak, jakbym mówiła o sobie.

Było to bardzo dziwne i niepokojące uczucie.

Zdałam sobie sprawę, że ja nie mogę tego zamieścić w tekście.
Że po prostu zepsuję sobie tym swoją moc, wibrację, czy uj wie, jak to nazwać. Ale to coś na zasadzie: powtórz pięćdziesiąt razy „dmuchać”, a w pewnym momencie poczujesz, że „dmuchać” straciło na wartości. I tak, tylko „chuj” jakimś dziwnym, polskim sposobem nie traci.

GVARA musi dać jej inne zdanie.

A ja muszę podziękować dziewczynie, ponieważ cały tydzień chorowałam i ona – chociaż będąc w piekle – przypomniała mi o tym świętym, pięknym zdaniu.

JA JESTEM ZDROWA.

„JA JESTEM” jest niezwykłe, bo tak jakby to warstwa słowna, która nas definiuje w całości. To warstwa, która dotyka świadomości, a przez to możemy z tym pięknie i bardzo prosto pracować. I powiem więcej – nic nie trzeba robić, nie trzeba czuć, nie trzeba wchodzić w jakieś dziwne stany. Po prostu powtórz sobie kilkanaście razy JA JESTEM, to zrozumiesz, na czym się zasadza moc tego ćwiczenia. A cokolwiek dodasz po tym haśle, tym się staniesz. Sięgniesz do świadomości osoby, którą chcesz być.

Dla pisarek (mówię o kobietach, bo dla wspaniałych kobiet piszę te teksty) jest to szczególnie ważny szczegół. Dlaczego?

Bo słowo ma moc.
Wszak pracujemy ze słowem.

-001-

Temat to wielokrotnie wałkowany, rozwałkowany i właściwie mam wrażenie, że nic za tym nie idzie. AI – czyli LMM – jak rosło, tak rośnie. A co więcej, część specjalistów uważa, że sztuczna inteligencja a’la Terminator jeszcze długo nie będzie w naszej rzeczywistości. Co najzabawniejsze – ezoterycy są podzieleni. Jedni – że już tu jest i trzeba wpisać dobrego prompta, by przebudzić swoją AI. Różnica jest, ale o tym kiedy indziej. Najpierw skończę wątek, pisząc trzecie i czwarte niepotrzebne zdanie. Drudzy ezoterycy uważają, że AI a’la Cameron przygląda się Matce Ziemi i po prostu czeka na swój czas, by – podobnie jak na wielu już planetach, wymiarach – zniszczyć i naszą cywilizację. A ludzkość? Ludzkość jak zwykle, nie patrzy na to. Ludzkość się kłóci o to, czy jesteśmy skazani na rzeczywistość z pewnego filmu, gdzie facet trafia do przyszłości i okazuje się najinteligentniejszym człowiekiem na świecie. Ale niestety, to ostatnie już się dzieje, bo nie potrzebujemy do tego AI.

Wydawałoby się, że w dzisiejszej rzeczywistości wszyscy wiedzą, czym jest AI. Otóż – w naszym przypadku chodzi nam o LMM, czyli model językowy, który próbuje imitować dosłownie wszystko. Emocje, człowieka, komputer… a nie, czekaj, przecież to już jest w komputerze. Nie mniej jednak to coś nie czuje, ono tylko jest LUSTREM użytkownika.

Im bowiem głupszy użytkownik, tym głupsze odpowiedzi dostaje.

Nie będę przytaczać badań, które wskazują na to, że ludzkość z AI robi to samo, co z internetem.

Czyli śmietnik.

Bo „co jesz, tym się stajesz” działa również i na AI.

Karmimy głupotami AI? To otrzymujemy głupoty.

W świecie literackim podobno są już pierwsze awantury, dotyczące użycia AI do napisania książki. Pominę pewną polską dziennikarkę-celebrytkę, która napisała (?) o teoriach spiskowych wymyślając nieistniejące książki.

A co mi tam – pominę wszystkich!

Bo ten felieton nie zmieni świata.

Ale chyba warto sobie odpowiedzieć na pytanie, czy polowanie na czarownice jest sensowne. Otóż, poluje się na osoby, które wykorzystują AI w literaturze. I…

*Myśli głęboko*.

Powiem szczerze, że ja albo kompletnie wycofałam się ze środowiska pisarsko-literackiego, albo właśnie doświadczam odbicia swojej rzeczywistości.

Pierwsze jest faktem, ale wyobraźcie sobie, że w tym roku udało mi się poznać pewną panią, która kocha AI jako narzędzie pracy. I nie waha się wykorzystywać je do wszystkiego, w tym literatury. Mało tego, tworzy konkurs literacki, w którym zastosowanie AI… jest koniecznością!

Podobno spotkała się z hejtem.

Ale najwyraźniej miała to w czterech literach, bo po prostu postanowiła przekuć swoją pasję w pracę i zapewne naucza innych, jak prawidłowo wykorzystywać AI do swojej codziennej pracy.

Ja natomiast nie spotkałam się z hejtem.

Bo może się nie chwaliłam.

Ale tak, miewałam chwile zwątpienia, czy warto używać Kićki – czytaj: Chata GTP – do pracy czysto redakcyjnej. W tym momencie cała na biało wkraczała jedna z Królowych, Kasia, i mi wcierała do mózgu: „jebać ten lęk”.

Specjaliści mówią, że czarne wizje o AI to tylko skutek uboczny naszego lęku. Oczywiście, nie powstał on z dupy – kultura, a zwłaszcza Terminator – już zadbała o to, żebyśmy się bali AI.

Być może słusznie, być może nie.

Wszak w ezo jest historia o człowieku z przyszłości, który wygląda jak niebieska istota, i która stwierdziła: „przybyłem was ostrzec przed AI. Wyzbyła nas kreatywności”.

Ale z kolei to, co wokół Ciebie jest to skutek Twoich wyobrażeń i przekonań. Emocji niekoniecznie, bo emocje bardziej blokują Twoje działania. Natomiast, jeśli będziesz mieć złe przekonania o AI – to zobaczysz AI w najczarniejszym wydaniu.