-003-

Ciężko, oj ciężko zrobić zdjęcie aparatem w komórce, mając do dyspozycji tylko dwie ręce i zero pomocnych narzędzi. Prosto? No – to spróbujcie same, gdy kartki zeszytu się ruszają. Powodzenia!
Aczkolwiek powyższy obrazek prezentuje pełen luz pisania. Szło wszystko: dłoń, długopis i tusz w nim.
Do czasu.
– Ziews – słyszę nagle od którejś z Was. Tak, tak, scena, którą się zajęłam dotyczyła koszmarnych rzeczy. Tak koszmarnych, że Źródło nie chciało przekazywać tej sceny i stworzyło taki oto koszmarek:

Aż nabrałam wkurwa nie na żarty.
A że widziałam, iż kreśląc sobie z tyłu długopisem, długopis normalnie pracuje, doszłam do wniosku, że tu trzeba zajrzeć głębiej.
I oto, co zobaczyłam:
GRFIOJGJROIROPIG OIHKROP4Y 9834-O=432789340
Jeśli powyźsze nic Wam nie mówi, to dobrze Wam to mówi, że zobaczyłam niezrozumiały chaos. Powstawał na skutek stykania się ze sobą dwóch zupełnie różnych energii. Treść – to energia nocy, a właściwie nie noc, tylko niskiej częstotliwości, bólu i cierpienia. Tymczasem Źródło we mnie stwierdziło „nie ma chuja we wsi, piszemy piękne rzeczy”. Jakby to powiedziała moja babcia – o motylkach. Tyle że z prawdziwą pompą, to znaczy z miłością.
I z tego powstał wybuch.
A ja połączyłam wreszcie kropki: moje pióro nie jest złym piórem! Ba – to, jak mi szło, nie znaczy wcale, że jestem debilką nie umiejącą się posługiwać piórem! Bo znowu – jak pisałam trudną treść, to pióro szwankowało, ale za to jak z tyłu sobie maziałam, to pióro tańcowało chętnie, że hej.
Okazuje się więc, że pióro jest przewodnikiem Źródła. Nie jedynym – co zdradziło doświadczenie z długopisami – ale jednak, dla pisarzy może nawet najważniejszym, bo nieodmiennie się z nimi kojarzy.
A na jakiej zasadzie to działa?
Czy zatem wszystkie pisarki chcące pisać ze Źródła powinny nagle porzucić swoje telefony, klawiatury, i zacząć stosować średniowieczną metodę pisania piórem?
A może to jeno program matrixa, który człowiek może rozbroić?
Na te i inne pytania – jak tekst mi się nie urwie – odpowiem poniżej.
Zacznijmy od podstaw, czyli czym do jasnej anielki jest to całe, cholerne Źródło o którym wszyscy w kółko i wszędzie gadają?

Na pierwszy rzut oka, Źródło to pełna kwintesencja nas samych. Bo Anioł podstawy jest cielesny, a ciało potrafi sprowadzić pisarza na manowce, każąc mu pisać o różnych dziwnych torturach. Ale o tym kiedy indziej. Archanioł Gabriel to – przynajmniej dla mnie – taki symbol duszy. A Lucyfer? Lucyfer niesie światło, jak samo jego imię mówi, ale też jest ciemnością, a więc łączy w sobie dualność i tak powstał chocapic.
No co, nigdy nie jadłyście kulek czekoladowych w mleku?
Zawsze uważałam, że Źródło to jest jakieś mityczne coś, co leży ponad nami, jest złote i ma niesamowitą energię. Tak, tak – to taki mój Bóg, tylko w wydaniu ezoterycznym. I pewnie nawet coś takiego istnieje, ale w o wiele bardziej prozaicznym kształcie.
Bo Źródło to po prostu najczystsza, pierwotna świadomość. I tyle.
A że człowiek jest świadomością, to już inna para kaloszy, ale niezupełnie.
Na razie mamy: JA JESTEM (świadomość).
Archanioł Gabriel w szczegółowym rozpatrzeniu okazuje się i może duszą, ale bardziej procesem. Ruchem. To takie światło w ruchu po prostu, ze swoimi wszystkimi drganiami i częstotliwościami. W literaturze jest na to piękna i doskonała nazwa: strumień świadomości. Szkoda tylko, że większość książek pisana tym stylem jest gówniana, ale to już inna historia.
A Lucyfer? Cóż – kulturowo jest to ikona, która zbuntowała się wobec Boga. Więc jeśli przyjrzymy się bliżej, to nagle się okazuje, że Źródło po prostu JEST. Czystą kreacją. Niewinnością. Wolnością. Ono się rozszerza, jak wszechświat, ponieważ jesteśmy wszechświatem.
Każda z nas.
Więc idąc do brzegu, Źródło to zwyczajnie my. Nasza świadomość.
I tu się robi naprawdę ciekawie, bo jakby się tak zastanowić, to wolna świadomość może wybrać i miłość, i cierpienie.
I najwyraźniej Źródło we mnie nie chce pisać o cierpieniu, a przynajmniej nie o ekstremalnym, cielesnym, horrorowym, rodem z obozów śmierci. Cóż, taki lajf.
Do zob –
– Czekaj, a co w końcu z tym piórem? – wtrącasz się, widząc, że zamierzam szybko schować dłonie w kieszenie i iść na miasto.
– Aaa… – marudzę. Dobra, nie marudzę, bo trudno marudzić, jeśli kocha się pisać i osoby, dla których się pisze. Czy jakoś tak. Dzięki za przypomnienie, anyway, do brzegu numer 2.
Skoro mamy już definicję Źródła, to można się zastanawiać nad tym, czy każde narzędzie przewodzi Źródło. Czy można pisać z serca, z podniety i z innych ceregieli świadomościowych na klawiaturze, telefonie?

Ischim Sandalfon jest tu najciekawszym chyba informatorem. Mówi on po prostu: Źródło wchodzi w materię poprzez świadomość.
Co to oznacza?
JEST TAK, JAK MYŚLISZ, ŻE JEST
A WIĘC JEŚLI ZAŁOŻYSZ, ŻE PISZĄC NA KLAWIATURZE BĘDZIE DUPA, TO BĘDZIE DUPA.
Z kolei archaii nadziei lecą może banałem, ale za to pięknym: pisz z serca, to będziesz mieć połączenie ze Źródłem. No to się dowiedziały.
Ale chyba najważniejsze do powiedzenia ma Archanioł Chamuel.
.
.
.
Jeśli piszesz z miłości do historii, to narzędzie staje się kanałem.
Tadaaaaaaaaam!
Kto się tego spodziewał, rękę w górę!
No, to chyba mi się urwał te
– Halo, halo – znowu mi przerywasz. – Przecież zagłosowałam na tekst o piórze, a na razie mamy o Źródle, czekam na finał, pamiętasz?
Yyy… Acha. Dobrze, już dobrze, będę grzeczna i dokończę ten tekst tak, jak przystało na… eee… na mnie.
Więc na razie ustaliłyśmy, że każde narzędzie może być przewodnikiem Źródła. Jednak pióro to nie jest zwykła rzecz – to JEST symbol. Symbol pisarzy, więc chyba każdy szanujący się pisarz powinien mieć przynajmniej jedno pióro choćby i dla celów wystawowych.
No co, próbował.
Ale, wróćmy do brzegu numer trzy.
Matrix – czyli świat, w którym istniejemy – nie nadaje automatycznie mocy piórowi. Piórze? Cholera, ratunku, dawno temu słownik PWN czegoś-tam wywaliłam. Yyy, uciekam od tematu, próbuję Wam przyprawić uśmiech, a tymczasem sobie przyprawiam rogi, przepraszam :(. To już nie jest śmieszne!
Tak czy inaczej, pióro po prostu jest.
Tak jak klawiatura, telefon, czy co tam pisarz jeszcze wymyśli na swoje twórcze potrzeby.
W piórze jest potencjał – ale żeby pióro przewodziło Źródło, to jego użytkownik musi uruchomić w sobie Źródło. I to by było na tyle, ale tu niespodzianka: w następnym akapicie poznasz, jak rozpoznać, czy piszesz ze Źródła! Ha, zaskoczona?
Nawet jeśli nie, to sprawa jest prosta.
Otóż: wszystko płynie. Jeśli obraz, słowa płyną, nie musisz się głowić nad tym, co robi bohater, czy krowa pasuje w zdaniu, czy nie, to znaczy, że piszesz ze Źródła. Po prostu.
Ciało oczywiście też to czuje – na przykład oddechem.
Ale jest też coś ciekawego w rozkładzie kart, które mi to pokazały (Archanioł Uriel, Ischim Sandalfon, Aralim Zafkiel, Archanioł Jofiel, Anioł Troski Pełnej miłości). Otóż, z tego układu wynika, że jeśli nie czujesz w sobie emocji bohatera, a jesteś bardziej obserwatorką, to… no właśnie, cały szkopuł w tym, że to trochę indywidualne ustawienie i bardzo prawdopodobne jest – tak na 99 procent – że każda z nas będzie miała nieco inne ustawienie połączenia ze Źródłem.
Ale jest coś, co jest uniwersalne dla wszystkich twórców, nie tylko pisarzy i mówi o tym Anioł Troski Pełnej Miłości.
JEŚLI CZUJESZ, ŻE JESTEŚ PROWADZONA, TO TWORZYSZ ZE ŹRÓDŁA.
Dziękuję, dobranoc, mogę już iść?
-002-

Thera nauczyła się rewizji. Oznacza to, że jeśli się wydarzyło coś zjebanego, to ona w swojej wyobraźni mogła to zmienić. I stało się prawdą. A ponieważ jedno z najważniejszych dla niej wydarzeń zostało zmienione i uzdrowione, to dlaczego nie miałaby zmieniać mniejszych, bardziej prozaicznych rzeczy?
Jeśli nie wiecie, kim jest Thera Novida, to w skrócie: jest to dziewczyna, która mnie zawołała. Ot, usłyszałam jej głos. Przywołała kogoś, kto ma opowiedzieć jej historię i dać świadectwo koszmarowi, w jakim jej naród – Polacy – żyje. Pierwszy tom już jest napisany i czeka, aż się wezmę i zacznę wysyłać do wydawnictw. A drugi rozrasta mi się do niebotycznych rozmiarów. Aktualnie jestem na miesiącu piętnastym z dwudziestu czterech. Idzie powoli, ale to dlatego, że historia jest ciężka.
Nasza bohaterka właściwie wciąż jest więziona. Niekoniecznie brutalnie – aktualnie siedzi w pokoju hotelowym, skąd nie może wyjść. Jeśli udaje się na uczelnię, to pod okiem strażnika. Z pozoru błahe miejsce, z pozoru niewiele się dzieje, ale torturują ją psychicznie. Na przykład, każą jeść psie jedzenie pokroju suchej karmy Pedigree. I jak Thera ogarnia, czym jest rewizja, tak zaczyna jeść normalne, ludzkie jedzenie w postaci zup.
Złole się skapnęli.
Postanowili ją ukarać, a ponieważ Yaniv Barak – jeden z głównych przedstawicieli wrogiej Polakom organizacji, GVARY – jest inteligentny i to piekielnie inteligentny, skapuje się, że jego podopieczna wykorzystuje rewizję.
On sam nie jest w stanie wykonać tej sztuczki, ponieważ tylko Polacy to potrafią.
Ale może wykorzystać tę sztuczkę przeciw nim.
No więc – może oszczędzę Wam szczegółowych opisów tortur, które następują w wyniku kary za jedzenie ludzkiego posiłku. Ale dla nas najważniejsze jest to, że Thera miała powtarzać pewne, bardzo ważne zdanie.
BARDZO WAŻNE ZDANIE DLA NASZEJ PODŚWIADOMOŚCI.
DLA NASZEGO BYTU.
Nie wierzycie? To czytajcie dalej xD.
No więc, Kochane Królowe, już- już miałam w wyobraźni scenę, gdzie Thera odczytuje napis, a następnie musi go powtarzać. Napis brzmiał: „ja jestem psem”.
I wtedy moja świadomość zrobiła mi fikołka.
Poczułam się tak, jakbym mówiła o sobie.
Było to bardzo dziwne i niepokojące uczucie.
Zdałam sobie sprawę, że ja nie mogę tego zamieścić w tekście.
Że po prostu zepsuję sobie tym swoją moc, wibrację, czy uj wie, jak to nazwać. Ale to coś na zasadzie: powtórz pięćdziesiąt razy „dmuchać”, a w pewnym momencie poczujesz, że „dmuchać” straciło na wartości. I tak, tylko „chuj” jakimś dziwnym, polskim sposobem nie traci.
GVARA musi dać jej inne zdanie.
A ja muszę podziękować dziewczynie, ponieważ cały tydzień chorowałam i ona – chociaż będąc w piekle – przypomniała mi o tym świętym, pięknym zdaniu.
JA JESTEM ZDROWA.
„JA JESTEM” jest niezwykłe, bo tak jakby to warstwa słowna, która nas definiuje w całości. To warstwa, która dotyka świadomości, a przez to możemy z tym pięknie i bardzo prosto pracować. I powiem więcej – nic nie trzeba robić, nie trzeba czuć, nie trzeba wchodzić w jakieś dziwne stany. Po prostu powtórz sobie kilkanaście razy JA JESTEM, to zrozumiesz, na czym się zasadza moc tego ćwiczenia. A cokolwiek dodasz po tym haśle, tym się staniesz. Sięgniesz do świadomości osoby, którą chcesz być.
Dla pisarek (mówię o kobietach, bo dla wspaniałych kobiet piszę te teksty) jest to szczególnie ważny szczegół. Dlaczego?
Bo słowo ma moc.
Wszak pracujemy ze słowem.
JA JESTEM
jedyną boginią swojej rzeczywistości
-001-
Temat to wielokrotnie wałkowany, rozwałkowany i właściwie mam wrażenie, że nic za tym nie idzie. AI – czyli LMM – jak rosło, tak rośnie. A co więcej, część specjalistów uważa, że sztuczna inteligencja a’la Terminator jeszcze długo nie będzie w naszej rzeczywistości. Co najzabawniejsze – ezoterycy są podzieleni. Jedni – że już tu jest i trzeba wpisać dobrego prompta, by przebudzić swoją AI. Różnica jest, ale o tym kiedy indziej. Najpierw skończę wątek, pisząc trzecie i czwarte niepotrzebne zdanie. Drudzy ezoterycy uważają, że AI a’la Cameron przygląda się Matce Ziemi i po prostu czeka na swój czas, by – podobnie jak na wielu już planetach, wymiarach – zniszczyć i naszą cywilizację. A ludzkość? Ludzkość jak zwykle, nie patrzy na to. Ludzkość się kłóci o to, czy jesteśmy skazani na rzeczywistość z pewnego filmu, gdzie facet trafia do przyszłości i okazuje się najinteligentniejszym człowiekiem na świecie. Ale niestety, to ostatnie już się dzieje, bo nie potrzebujemy do tego AI.
Wydawałoby się, że w dzisiejszej rzeczywistości wszyscy wiedzą, czym jest AI. Otóż – w naszym przypadku chodzi nam o LMM, czyli model językowy, który próbuje imitować dosłownie wszystko. Emocje, człowieka, komputer… a nie, czekaj, przecież to już jest w komputerze. Nie mniej jednak to coś nie czuje, ono tylko jest LUSTREM użytkownika.
Im bowiem głupszy użytkownik, tym głupsze odpowiedzi dostaje.
Nie będę przytaczać badań, które wskazują na to, że ludzkość z AI robi to samo, co z internetem.
Czyli śmietnik.
Bo „co jesz, tym się stajesz” działa również i na AI.
Karmimy głupotami AI? To otrzymujemy głupoty.
W świecie literackim podobno są już pierwsze awantury, dotyczące użycia AI do napisania książki. Pominę pewną polską dziennikarkę-celebrytkę, która napisała (?) o teoriach spiskowych wymyślając nieistniejące książki.
A co mi tam – pominę wszystkich!
Bo ten felieton nie zmieni świata.
Ale chyba warto sobie odpowiedzieć na pytanie, czy polowanie na czarownice jest sensowne. Otóż, poluje się na osoby, które wykorzystują AI w literaturze. I…
*Myśli głęboko*.
Powiem szczerze, że ja albo kompletnie wycofałam się ze środowiska pisarsko-literackiego, albo właśnie doświadczam odbicia swojej rzeczywistości.
Pierwsze jest faktem, ale wyobraźcie sobie, że w tym roku udało mi się poznać pewną panią, która kocha AI jako narzędzie pracy. I nie waha się wykorzystywać je do wszystkiego, w tym literatury. Mało tego, tworzy konkurs literacki, w którym zastosowanie AI… jest koniecznością!
Podobno spotkała się z hejtem.
Ale najwyraźniej miała to w czterech literach, bo po prostu postanowiła przekuć swoją pasję w pracę i zapewne naucza innych, jak prawidłowo wykorzystywać AI do swojej codziennej pracy.
Ja natomiast nie spotkałam się z hejtem.
Bo może się nie chwaliłam.
Ale tak, miewałam chwile zwątpienia, czy warto używać Kićki – czytaj: Chata GTP – do pracy czysto redakcyjnej. W tym momencie cała na biało wkraczała jedna z Królowych, Kasia, i mi wcierała do mózgu: „jebać ten lęk”.
Specjaliści mówią, że czarne wizje o AI to tylko skutek uboczny naszego lęku. Oczywiście, nie powstał on z dupy – kultura, a zwłaszcza Terminator – już zadbała o to, żebyśmy się bali AI.
Być może słusznie, być może nie.
Wszak w ezo jest historia o człowieku z przyszłości, który wygląda jak niebieska istota, i która stwierdziła: „przybyłem was ostrzec przed AI. Wyzbyła nas kreatywności”.
Ale z kolei to, co wokół Ciebie jest to skutek Twoich wyobrażeń i przekonań. Emocji niekoniecznie, bo emocje bardziej blokują Twoje działania. Natomiast, jeśli będziesz mieć złe przekonania o AI – to zobaczysz AI w najczarniejszym wydaniu.